Stoją i przestępują z nogi na nogę. Nosy zasmarkane, bo to w ciepłym się siedziało przed chwilą, a teraz na ulicy wiatr pod halkę zawiewa. Nie bardzo mówią jeden do drugiego, bo co tu mówić, jak wszystko jasne. Do środka nie wejdą, bo kara 3 tys. euro...
Mowa oczywiście o jarających ćmiki w Irlandii, europejskim kraju-wzorze, który stał się dziś wzorem dla Francji. Bo we Francji już też się nie pali w żadnym miejscu publicznym.
Na Francji się specjalnie nie znam, to i się nie wypowiadam.
W Irlandii za to przez stulecia jarało się powszechnie, do tego stopnia zresztą, że noblista, którego czytać nie lubię czyli Henryk Boll zauważył w latach 60-70, że zakaz palenia papierosów w irlandzkich kinach skończyć się musi wybuchem powstania narodowego.
Powstania nie było, a zakaz jest dziś respektowany powszechnie.
Tu zabawna sprawa – zdarzyło mi się parę razy widzieć w dublińskim „Zagłobie” Polaka, który świeżo-świeżutko z Polski przyleciał, „na odebranie” przez szwagra umówił się właśnie w Zagłobie i widząc szereg luksusowych, żołądkowych gorzkich, Sopliców, dębowych i innych żytnich wsparte żywcami, lechami i tyskimi z kija i butelki głupiał do tego stopnia, że pytał, czy można płacić w złotówkach narażając się na powszechny, przyjacielski, bo przyjacielski, ale – rechot. (Zdarzyło mi się zresztą w poznańskim "Brogansie" zdziwić się, że w irlandzkim pubie wolno palić, a w tesco na Piątkowie Jameson jest tańszy niż w Dublinie, ale to inna sprawa).
Znamiennym jest jednak to, że nikomu do głowy nie przychodzi w irlandzkim pubie poprosić o popielniczkę, bo w pubach popielniczek po prostu nie ma, a już o zajaraniu nikt nie pomyśli.
No i jeszcze to, że raz po raz dowiadujemy się z mediów, że w którymś z pubów ktoś otworzył ogień ze swojego shot-guna albo innego rewolweru, ale zapalić – nie zapali nikt!
Dałoby się w Polsce, europejskiej w końcu jak cholera, wprowadzić dziś taki zakaz czy też kolejne rządy (nie mówię, że od razu ten, ale ten jest najbardziej predestynowany) bałyby się wybuchu niezadowolenia społecznego i straty kilku punktów poparciowych?
Tak czy siak wszystko wskazuje na to, że na Euro 2008 jarać będziemy w najlepsze na stadionach.
PS. Dublińczycy podświadomie odgrywają się jednak na zakazodawcach. Paląc na chodniku przed pubem żadnemu do głowy nie przyjdzie, żeby skiepować w śmietniku. Pety leżą na chodnikach i ulicach, a sprzed wejścia do pubu sprząta je barman mając to w zakresie obowiązków.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)