Szedłem sobie dublińskim Gardinerem i nagle obok mnie zatrzymał się samochód. – A jak dojechać do Dorset Street? I potem jak na lotnisko? – zapytał pan. No to mu powiedziałem, że prosto i w prawo i potem cały czas prosto, a on na to, żebym wsiadł i mu z grubsza pokazał jeśli w tamtą stronę się akurat kieruję. Się akurat kierowałem.
Oczywiście obmiotłem spojrzeniem cały samochód sprawdzając czy na tylnym siedzeniu nie widać jakiego kilera ze strzykawką na przykład (żeby mnie uśpić i wydrylować ze mnie np. jedną z doskonale jak na razie pracujących nerek). Kilera nie było, a i sam pan wyglądał bardzo sympatycznie, taki prawie dziadek podobny zresztą do majora Reismana z filmu Parszywa Dwunastka wersja z Savalasem czyli do Lee Marvina.
Czyli: nie taki znowu dziadek.
Wsiadłem i z mety wkurzać się zacząłem na swoją wasalczą uczynność, bo co to: Polak Irlandczykowi pokazuje drogę na lotnisko w jego własnej stolicy?! „Prosto, w prawo i prosto do bólu”. Ale nic. Siedzę, jadę, Lee Marvin prosi o zapięcie pasów, bo mu samochód piszczy, jak nie zapięte. No i zaczynają się pierdoły: - a skąd jesteś, - a z Polski, - a byłem w Polsce owszem, ale u was homofobia straszna.
Jeszcze nie skumałem. Dopiero w połowie wywodu [tu było słowo na "k" wycięte zgodnie z sugestią redaktora Gniewomira] wasalnie zaprzeczającego dotarło do mnie. Jak już dotarło, to zamilkłem, a on na to, że jest gejem i że może pojedziemy pogadać do niego. Aha – i powiedział, że jestem bardzo wysoki, bo zauważył wcześniej i że w ogóle ładnie ubrany. Z tym ostatnim to trafił, przyznam, w mój słaby punkt, bo akurat przebrałem się tego ranka w człowieka sukcesu kierując się na takie-jedno-spotkanie-co-to-nie-wiadomo-nigdy-co-z-niego-wyniknie.
Blado się uśmiechnąłem, coś tam bąknąłem i zniknąłem, a w domu Magdalenka powiedziała, że ten Lee Marvin to już jej kolegów dowozić chciał do domu i że jest dość popularny w Dublinie.
I teraz tak: nie uczono mnie w szkołach asertywności ani empatii ani w ogóle tolerancji. Teraz podręczniki są nawet.
Uczcie wasze dzieci jak powiedzieć pedałowi: nie!
Mnie z zaskoczenia wziął i coś tam mamrotałem pod nosem zdruzgotany sytuacją, ale to nie jest wyjście. Jeśli homoseksualiści paradują jawnie i tajnie po ulicach, to jawnie i tajnie heterycy powinni deklarować ich odmienność i swój doń stosunek. Bo okazało się, że ja jestem zdeterminowany i podświadomie skrępowany poprawnością polityczną i weszli mi na łeb cbdu.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)