Śmierć dwójki Polaków zamordowanych kilka dni temu na jednej z ulic południowego Dublina wzbudziła "dialog społeczny" i stała się przyczynkiem do postulowanych zmian w kodeksie karnym Republiki Irlandii (chodzi głównie o przykręcenie śruby nieletnim) .
Wszystko pięknie, rozmawiają, debatują, chcą zmieniać, ale: co z winnymi tego morderstwa (Polacy zostali zakłuci śrubokrętem) ?
Ano - dowiadujemy się wprawdzie dzień po dniu, że przesłuchuje się kolejnych i abarotna tych samych świadków, ale jednocześnie w The Irish Independent napisali, że być może nie uda się wskazać i osądzić mordercy, bo...
...bo po pierwsze nie ma narzędzia zbrodni;
...bo po drugie podejrzani nie współpracują z policją i nie chcą zeznawać;
...bo nieliczni świadkowie składają sprzeczne zeznania;
...bo nikt się nie przyznał.
Od wieeelu Polaków słyszałem, że irlandzcy współpracownicy, szefowie czy sąsiedzi zdecydowanie potępiają ten mord, choć - jak widać - czynią to bez przymusu. Postawa taka płynie z ich serc i rzadko wypowiadają się z emfazą na ten temat. To zdrowe, szczere i dlatego cenne.
Polacy odwrotnie; wielu zapomina o postawieniu pytania: kto zabił, dlaczego, ile odsiedzi? Wielu koncentruje się na przekonywaniu Irlandczyków, że w życiu, że my nigdy nie pomyślelibyśmy, że to "Irlandczycy zabili nam ziomków" tylko, że zrobiły to jakieś nieokreślone skumbaki i już jesteśmy o krok od przepraszania.
Może się czepiam, ale nawet w tak tragicznych okolicznościach dopatruję się mentalnego upadku tzw. emigranta zarobkowego znad Wisły i znad Buga i jego nieporównywalnego z niczym imperatywu podległości.
Aha - podejrzanych przesłuchują i wypuszczają; tak było do wczoraj, ale nie sądzę, by dziś nastąpił przełom.
I jeszcze jedno: w najbliższą sobotę na głównej ulicy Dublina - O'Connell Street (18.30) - zorganizowany zostanie marsz "United against violence".


Komentarze
Pokaż komentarze (1)