Nie otwieraj żadnych urzędowych listów w piątek po południu! Zapomniałem sobie o tym i otworzyłem i krew mnie zalała. List wystosował do mnie Mater Misericordiae University Hospital Limited „Under the care of the Sisters of Mercy” in Dublin 7 – aby rzetelnie podać całą bizantyjską nazwę tego przybytku.
Szpital otóż był uprzejmy włożyć mi do koperty wezwanie do zapłaty…, ale od początku.
Parę dni temu zatkało mi się ucho lewe. Wieje tu, czapki się gubi, ucho się zapala, wiadomo. Nie, że bolało, ale denerwowało, bo półgłuchy chodziłem przez dzień czy dwa i w końcu przedwczoraj wieczorem po skajpowej konsultacji ze znajomym laryngologiem postanowiłem pomóc sobie sam, wziąć sprawy w swoje ręce i potraktować ucho strumieniem ciepłej wody wymieszanej z mydłem luksja (laryngolog powiedział mi, że to standardowa procedura i żebym nie pękał).
Niestety – by rzecz całą przeprowadzić potrzebna była strzykawka do wygenerowania strumienia wodnego. Udałem się zatem na przeciwpołożną strone ulicy North Circular Road do sąsiadów czyli na pogotowie ratunkowe dla północnego Dublina. Po strzykawkę oczywiście.
W poczekalni wyminąłem grupę różnych oczekujących na swoją kolej zawałowców, połamańców i innych zjazdowców i po dojściu do okienka poinformowałem babę, że ucho się zatkało i ze potrzebuję strzykawki do przepłukania.
Baba na to, że dobra dobra, odpaliła komputer i spisała wszystkie moje personalia, które jak ten debil podałem łącznie z „wyznanie – ortodox?”. – Chwilę pan poczeka... – wskazała mi tych połamańców, więc poczekałem małowiele i przyjęła mnie jakaś siostra Ratched pytając, co mnie sprowadza.
Ja na to, że cha cha cha, zabawna sprawa, ale ucho mi się zatkało i potrzebuję strzykawki i sobie je przepłuczę. A ona na to, że strzykawki mi nie da, bo mogą ją wyrzucić z pracy za rozdawanie strzykawek, ale sama przepłukać to też nie przepłucze. Na co ja, że nie rozdawanie, tylko mogę kupić, a po drugie: o co chodzi z tymi strzykawkami?
A ona na to, że mogę ją (tę strzykawkę - ma się rozumieć) wyrzucić gdzieś pod nogi i jakiś narkoman może się potem dorwać do niej. No to ja na to, że e tam narkoman, jeśli jest to taka ważna strzykawka ścisłego zarachowania, to ja owszem, za 20 minut ją oddam i ona sobie ją zutylizuje. Na co ona, że nołłej i że mam iść rano do swojego Pe-de czyli lekarza rodzinnego i on mi pomoże.
Dowidzenia dowidzenia.
Pięć minut to nie trwało. Następnego dnia kupiłem w aptece strzykawkę za 20 centów i ucho przepłukałem wg wskazań. A wieczorem otwierałem list, gdzie w rubryczce „statutory hospital charge” widnieje do zapłaty kwota 66 euro! I że "payment due within 7 days".
I co wy na to w Polsce powiecie???


Komentarze
Pokaż komentarze (11)