- Zobaczysz, będzie jeszcze tak, że jak w TVN powiedzą, że jutro z nieba będą spadać biedronki, to ludzie po ulicach z garnkami będą biegać i je łapać – powiedział mi przez telefon mój brat (który w Irlandii był raz, turystycznie i ponownie w odwiedziony się nie wybiera, bo mówi, że to pozbawione świadomości społeczeństwo).
Brat jest starszy i mądrzejszy więc nie zajmuje się dialektycznym dzieleniem włosa na czworo, stąd też moje pytanie: „ale konkretnie, o co chodzi, dlaczego biedronki, skąd TVN?” zbył milczącą dezaprobatą dla mojego oderwania od polskiej rzeczywistości. Jak bym był pod ręką to pewnie blachę bym zarobił, za zadawanie głupich pytań.
- Trzeciego maja wracałem z mszy do domu i na całej ulicy Mickiewicza w Ch. (tam właśnie mamy dom rodzinny, choć rozrzuciło nas po świecie) wisiały dwie polskie flagi. Dwie! Ludzie nie tak dawno za wieszanie takich flag życie tracili, w Powstaniu padali, w jej imieniu kulę w łeb dostawali, ale teraz to nieważne… Nikomu się nie chce. I potem tacy idą do urny i głosują… - dodał na zakończenie.
Kiedy mu powiedziałem, że patriotyzm można mierzyć nie tylko eksponowaniem flagi, ale na przykład nie chlaniem za kierownicą czy nie oszukiwaniem w podatkach, to znów mnie ofuknął mówiąc: - Odwracasz kota ogonem zupełnie jak te cholerne gazety. To, o czym mówisz, to oczywiście rzeczy istotne, ale my teraz o tym nie mówimy. My mówimy o grzechu zaniechania. A najłatwiej sprowadzić tę rozmowę na chlanie Polaków, antysemityzm i ich oszustwa i już mamy stylistykę TVN-u i Wyborczej, o którą zresztą pytałeś na początku – powiedział. – Może coś o Rydzyku dodasz, potencjalny łowco biedronek!
I tak siedzę teraz i myślę na tym.
Nie ma to jednak jak starszy brat!


Komentarze
Pokaż komentarze (7)