Nie wiem, co czuje Wałęsa wpinając Madonnę w klapy swoich marynarek. Wiem jednak, że podpieranie się Wizerunkami dla jednych jest "świadectwem", ale dla innych to zwyczajna muka.
Niechże zresztą Wałęsa wpina; jego to sprawa choć szkoda, że w dniu, w którym odebrał GW logo Solidarności sam Jej sobie odpiął. Byłoby czyściej w sferze sacrum.
Teraz zaś jest tak, że wróciła sprawa kataryny, która udzieliła wywiadu Dziennikowi. Wielu z nas się to nie spodobało. Między innymi p. Paliwodzie. Motywy niesmaku są paradoksalne – w mojej opinii to Paliwoda wydaje się chcieć być na sztandarach, ale brakuje mu chorążego i zastępów, a kataryna - przeciwnie. Znalazłaby i jedno i drugie, ale siedzi na dupie z boku. I chwała jej za to.
Większości prawej strony nie w smak takie jej zachowanie - po pierwsze rozproszona i chaotyczna bez panimatczynej spódnicy chciałaby być prowadzona i mieć kogoś, kto w jej imieniu nie da się zapędzić w kozi róg. Że my też mamy Małysza i "swojego" blogera na sztandarach.
A po drugie części prawej strony wydaje się podobać deklarowana anonimowość kataryny - to może znaczyć, że jak przyjdzie czas, że jak przyjdzie "co do czego" to w ewentualne pióra nie ona stroić się będzie.
Mój Boże - z nieograniczonymi możliwościami regeneracji bezinteresownego skurwysyństwa właściwymi wielu Polakom, bez kantara, bez przywódcy, bez wizji, z "jakoś to będzie" przewodzenie takiej hałastrze wymaga zaślepionej głupoty albo grubego cynizmu.
Wierzę, że kataryna taka nie jest - bo jeśli da się zbratać, to się dla wielu zdewaluuje. Potrzebna jest jaka jest.
Chaotycznie, ale zdenerwowałem się na prezentowaną tu optykę kurzą: widziane z dołu, choć rosną skrzydła i niekontrolowane sranie gdzie popadnie.
P. Paliwodę cenię sobie poczytać; obawiam się jednak, że sam już sobie nie czyści swoich butów i w ogóle stracił kontakt z podłożem.
PS. Czasem, jak mi tęskno w tej Irlandii i myślę sobie "za jakie grzechy" to przypominam sobie mój głos oddany niegdyś na KLD i potem ze dwa czy trzy razy na Bronisławów i poklepuję obły bok mojego wiernego zmywaka i mruczę: "jeszcze za mało, jeszcze za mało...".


Komentarze
Pokaż komentarze (3)