Kto jak kto, ale Polacy na demonstracje pokojowe, na lewackie wytrychy, na ukąszenia heglowskie i na całą badziewiarską aktywność politycznie zorientowanych zielonych powinni być uodpornieni. Powinni przez ściany wyczuwać smród „wolnościowej” propagandy, o polskiej racji stanu powinni myśleć Józefem Mackiewiczem, na widok czerwonych sztandarów zwyczajnie w pysk bić powinni jej chorążych.
Powinni.
Tymczasem decydentem szeregu nadchodzących wyborów staje się człowiek bez horyzontów, którego główną rozrywką jest grillowanie, wyzwaniem intelektualnym emocje podczas "Milionerów", a poczucie elitarności wyznacza spotkanie z aktorem reklamującym banki.
Nie to jednak jest żałosne - gorzej, że obecnie ten „target” pretenduje do miana wykształconego i legitymuje się nawet jakimiś papierami uniwersyteckimi. I jako taki bezkrytycznie wierzy w prawdy podane przez media. Kompletnie brak zmysłu krytycznego. Napisali - znaczy prawda musi być!
Z drugiej strony jak poddawać krytyce cokolwiek, skoro warsztat intelektualny pełen jest zabawkowych narzędzi?
Brak wyniesionych z rodziny konotacji kulturowych, organiczna niemożność związania faktów w całość i ponownego ich poddania analizie. Do tego oczywiście przeświadczenie o swoich racjach nabytych z gazety, co to jej nie jest wszystko jedno. Książek nie czytają, a wszystko wiedzą - to jest dopiero fenomenalne.
I ci właśnie ludzie, nim minie rok od powstania polskiej Bazy Ramstein, zorganizują pod jej bramami demonstracje pokojowe pod hasłami: „US go home!”.
Zobaczycie!


Komentarze
Pokaż komentarze (2)