- Panowie generałowie. Wasze państwa przyjęte zostały do NATO, co moim zdaniem jest błędem, ale jestem żołnierzem i wykonuję rozkazy, więc moje zdanie nie ma tu znaczenia. Ten ostatni rozkaz jest taki, że mam was wprowadzić w „co i jak w NATO”. Powiedzmy sobie otwarcie: wielu z was jest czynnymi bądź uśpionymi agentami Moskwy… (na sali szum), proszę o spokój, wykonujecie rozkazy, a mój jest: siedzieć i słuchać.
No. Dopóki ostatni z oficerów waszych wojsk nie zejdzie do grobu dopóty wszystkie poziomy zabezpieczeń naszych systemów odrzucać będą jakikolwiek wasz akces. Nie mówię tu o taktyce: o doraźnych akcjach czy operacji konwergencji systemów. Mówię o strategii. Będzie tak do – czy ja wiem – 2050 roku. Siedzieć, słuchać, wykonywać – w tych trzech słowach zawiera się wasz dozgonny program zadań. W prasie oczywiście będzie to przedstawione inaczej. Ale my nie wierzymy wam jak parszywym psom, to nic osobistego zresztą, sami powinniście zrozumieć…
Tak mniej więcej wyobrażam sobie Pentagon wprowadzenie dla generałów nowoprzyjętych państw. I wyobrażam sobie wewnętrzny gulgot tych ostatnich – ale jak to?! Dlaczego?
Ostatnimi dniami czuję się podobnie jak ci generałowie, choć – w odróżnieniu od nich – pracy na dwa fronty nie prowadziłem i nie prowadzę. Czuję się tak po lekturze wielu komentarzy internetowych sprowadzających się do: „Przestańcie już nudzić tym stanem wojennym, kto to w ogóle pamięta, patrzcie w przyszłość, a wy tylko szukacie agentów. Przestańcie babrać się w historii, dajcie spokój Jaruzelskiemu, chciał pomóc Polsce… Nie będzie w Polsce normalnie, dopóki nie umrze ostatni człowiek pamiętający stan wojenny…”
I tak dalej. Tak pisze młodzież, która niebawem przejmie władzę na razie kontentując się cedowaniem jej w wyborach na rzecz partii miłości. Tym samym z jednej strony daje sobie ona wieloletnie alibi dla własnych ewentualnych niepowodzeń i usprawiedliwienie popełnionych przyszłych błędów („no, bo wciąż żyją ci, co pamiętają i się babrzą w historii”), a z drugiej obnaża swój oportunizm.
Nie ma dla nich przeżycia pokoleniowego, a tylko wspólne fascynacje, nie ma tradycji, jest trend, nie ma historii, są jej interpretacje. Jest postawa wypracowana codziennym łykaniem medialnej trucizny.
Jaka będzie ta Polska, którą pokierują oni? Bez oglądania w tył, bez rozdrapywania ran, bez świadomości historycznej, z rosnącą pogardą dla starych i funkcjonującym mechanizmem „nikt nas już nie rozliczy, bo ci co by mieli rozliczać, to też my”?
Czy lodziarnie powołane w czasach zamętu wciąż wtedy będą się kręcić? Co będzie normą po śmierci ostatniego pamiętającego czym był 13 grudnia?
Ja tego nie dożyję. Spocznij.


Komentarze
Pokaż komentarze