Deregulacja kojarzy mi się raczej z likwidowaniem ministerstw niż z tworzeniem nowych. Ale cóż, jakie państwo takie deregulacje. Premier Tusk zapowiedział niedawno powołanie ministra ds. deregulacji co samo w sobie jest takim kuriozum, że ręce opadają. Cóż to bowiem oznacza? Najpewniej to, że rząd nie jest w stanie (osobiście sądzę, że jest ale nie chce) deregulować gospodarki na poziomie ministerstw do tego przeznaczonych. Gdyby bowiem był w stanie (a raczej chciał) to powołałby na stanowiska np. ministra gospodarki czy też skarbu państwa ministrów-likwidatorów. Ich zadaniem byłoby doprowadzenie do takiej sytuacji, w której ministerstwa te okazałyby się zbędne, a sami opuściliby swe funkcje jako ostatni ludzie w swoich nieświętej pamięci resortach. Wypadałoby jeszcze powołać kogoś, kto spełniłby tę rolę również w ministerstwie finansów, z tą tylko różnicą, że akurat to ministerstwo w szczątkowej formie mogłoby pozostać (np. do obsługi podatku pogłównego). Tak powinien postąpić liberał, a taka etykietka trzyma się Tuska od zawsze.
Ale co to, to nie. W Polsce ministerstw się nie likwiduje. To zresztą domena nie tylko „liberała” Tuska ale wszystkich premierów po kolei. W 1984 Orwella ministerstwo obfitości pospołu z ministerstwem prawdy ogłaszało, że cena czekolady spadła i wynosi np. 120 dolarów, choć jeszcze wczoraj wynosiła 100 dolarów. Ludzie się cieszyli jak dzieci, bo rząd ceny obniża. No i u nas tak samo – ludzie (ci o poglądach „liberalnych”) się cieszą, że rząd dereguluje. Dereguluje tworząc nowe ministerstwa. Trzeba tu koniecznie dodać, że u Orwella tych ministerstw na całe wszechpotężne państwo wystarczało bodaj cztery.
Jeśli ministra od deregulacji Tusk powoła to szybko się okaże, że pic na tym polega, że piętnaście ministerstw dalej tworzy nowe, coraz głupsze regulacje (każdy musi się przecież czymś wykazać), a jeden minister działa aby je likwidować. Czyje będzie na wierzchu? Lud i tak to kupi. To tak jak z komisją przyjazne państwo co to miała deregulować i liberalizować. Deregulacja w jej wykonaniu to m.in. rozszerzenie definicji pojazdów zabytkowych na pojazdy, znajdujące się w inwentarzu muzealiów.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)