Decyzja Komisji Europejskiej ws., że tak się wyrażę, nadania ślimakom statusu ryb wywołała ciekawą reakcję mediów. Niby były oburzone, że takimi bzdetami zajmują się eurokołchoźnicy ale tak naprawdę to nawet nie było oburzenie. Mnie to bardziej przypominało reakcję na kolejną kobietę z brodą, 12-kilowego noworodka albo zdjęcia kosmitów. Dziwne, śmieszne, ciekawe ale niegroźne. Tymczasem jest to bardzo groźne. Nie, oczywiście nie o te ślimaki chodzi, a o coś znacznie ważniejszego.
Rzecz po pierwsze w tym, że KE nie dba nawet już o pozory jakiegoś sensownego działania tylko jawnie robi lub wspiera przekręty. Dlaczego nie stworzyć osobnej uchwały o dopłatach do ślimaków tylko udawać, że taki ślimak to w sumie taka ryba? W sumie prawie taki sum. Śliskie to to, wąsy dwa ma. No, nie wąsy tylko różki. Ale wyglądają podobnie. Po kielichu to od ryby nie odróżnisz. Dobra, dość złośliwości. Dlaczego więc skoro ryby mają swoją uchwałę o dotacjach, żyto, pieczarki i świniaki pewnie też, to nie można tego zrobić dla ślimaków? Nie mogłem tego pojąć ale już po chwili przyszło mi do głowy, że tu o czas i procedurę chodzi. Widocznie ślimakowe lobby wyliczyło, że stworzenie nowej uchwały to tyle, a tyle czasu, tyle, a tyle kasy, a i tak nie wiadomo czy się da załatwić. Tymczasem szybciutko załatwiło się mały aneksik, że ślimak to ryba i po sprawie. Czy takie przepychanie pod stołem przepisów, „lub czasopis…”, oops, przepraszam, „lub ślimaki” przypomina coś komuś?
KE lekce sobie waży przepisy, które sama tworzy. Całkiem jak u nas. A może to u nas jest całkiem jak tam? Nieważne, w końcu od paru lat „my”, o to samo co „tam”. Łapówy chodzą równo, a to że przy przepychaniu przepisów robi się z siebie debila, to drobiazg.
Sprawa druga, jeszcze bardziej fundamentalna, jest taka, że najwyraźniej hodowcy ślimaków, podobnie jak ci od świnek i pieczarek, mieli za mało odbiorców. W ich własnym mniemaniu oczywiście. Skoro zaś ludzie nie chcą jeść ślimaków (czy tam świń), a w zasadzie za nie płacić, bo jeść nie muszą, byle kaska szła, to niech państwo komuś tę kaskę zabierze i da ją nam. Bo ślimak (tudzież wieprz) to samo zdrowie, a to sprawa społecznie doniosła. Podobnie jak sowicie dotowana produkcja tytoniu, która następnie jest równoważona jeszcze sowitszymi grantami na zwalczanie nikotynizmu. Cały ten proceder to złodziejstwo na masową skalę. Dzisiaj robienie biznesów w Europie nie polega na wymyślaniu coraz lepszych biznesplanów (w klasycznym znaczeniu) tylko na znajdowaniu jak najlepszej niszy, w którą UE kieruje jakieś dotacje. Ewentualnie na tworzeniu sobie nowych nisz. Wszystko kosztem tych, którym się wydaje, że na unijnej redystrybucji korzystają (wciąż głosując na różnej maści lewicę), czyli tak zwanych najbiedniejszych. A g… tam korzystają. Najbiedniejsi nie kręcą ślimakowych lodów tylko płacą coraz wyższe VAT i akcyzę po to, żeby hodowcy różnej fauny i flory mieli na nowe samochody.
I jeszcze jedno mnie dziwi. Dlaczego w mediach kiedy była mowa o tych ślimakach, to na ekranie pojawiały się przebitki z obrad Parlamentu Europejskiego, a nie Komisji?


Komentarze
Pokaż komentarze (5)