Programy interwencyjne są elementem krajobrazu telewizyjnego od lat. Gdyby zapytać przypadkową osobę czym się one zajmują, do czego służą, to zapewne usłyszelibyśmy, że pokazują ludzką krzywdę, piętnują niegodziwości, są sposobem naprawiania świata poprzez propagowanie oczekiwanych postaw. Byłby to opis, który rzeczywiście pokazuje część tego czym się różne Uwagi! zajmują.
W tym miejscu pozwolę sobie na małą dygresję. Znana jest zapewne wszystkim postać niejakiego dżinna. Nie konkretnego, tylko takiego w ogóle. Jest to duch mający między innymi moc spełniania życzeń. Bywa jednak, że diżinn taki spełnia życzenia niejako na opak. Tu posłużę się dość wulgarnym przykładem; mężczyzna życzący sobie przyrodzenia długiego do samej ziemi może być niemal pewien, że dżinn spełniając życzenie po prostu pozbawi go nóg.
Koniec dygresji. Jej pointa jest taka, że podobnie działają programy interwencyjne. Wszystkim wydaje się, że robią dobrą robotę, tymczasem szkodzą na potęgę. Dzieje się tak ze względu na motywację, która jak sądzę przyświeca tego typu programom. Jest to intencja złożona z dwóch elementów. Po pierwsze nie chodzi o to by króliczka złapać, tylko aby go gonić. W końcu o czymś te programy mają być więc doprowadzenie w jakiś sposób do rzeczywistości wolnej od „problemów społecznych” nie jest bynajmniej w ich interesie. Po drugie wnioski przedstawiane najczęściej przez reporterów na kanwie danego wydarzenia są niewłaściwe, a na pewno nieszczere.
Pewność co do nieszczerości intencji reporterów można zweryfikować w prosty sposób. Wystarczy przeprowadzić eksperyment myślowy zakładający dwie strony medalu jednej sytuacji. Co tam eksperyment. Troszkę cierpliwości i zobaczymy jawną hipokryzję na żywo.
Na okoliczność tej notki nie będę podawał jednak konkretnych przykładów i dla uproszczenia podam przykład. Jeśli lejtmotywem programu będzie krzywda przedsiębiorcy, którego nękają kontrole i urzędy (np. notorycznie utrudniając mu możliwość sprzedaży piwa w jego restauracji), to wnioski będą takie: „Podłe urzędasy i głupie przepisy gnębią przedsiębiorczość”. Jeśli zaś mowa będzie o tym, że w tej samej knajpie nabyła piwo osoba (załóżmy nawet, że dorosła, trzeźwa itd.), która chwilę później dostała np. zawału na skutek jakiejś reakcji alergicznej na chmiel, to wnioski będą takie: „W Polsce prawie każdy może sprzedawać piwo. Nie trzeba przechodzić żadnych szkoleń, a koncesje są fikcją. Nikt tego procederu nie kontroluje. To skandal!”.
I właśnie tak to niestety działa. Jakkolwiek się nie obrócisz to d… będzie z tyłu. Żaden program interwencyjny nie ma jakiejś przemyślanej koncepcji przedstawiającej kompleksową wizję świata sprawiedliwego, uczciwego itd. Wszystkie one pokazują tylko wybrane sytuacje, i to z takich pozycji z jakich akurat jest to wygodne (czytaj: napędzie widzów i reklamodawców).
Głośna niegdyś sprawa piekarza, któremu skarbówka dowaliła niszczącą firmę grzywnę za nieodprowadzenie podatków za darowany biednym chleb nie nasunęła na przykład żadnemu dziennikarzowi tak oczywistego wniosku, że problem nie w urzędniku, który do tego doprowadził, tylko w samym istnieniu podatku od darowizn, tudzież VAT.
Dlatego różnym Uwagom i Sprawom dla reportera nie ufam za grosz.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)