Artykuł taki: http://www.rp.pl/artykul/429002.html (wyszperałem w archiwum Rzepy) zamieścił ok. miesiąca temu (ale warto to odświeżyć) Mikołaj Steppa – z-ca prezesa Fundacji Wspomagania Wsi. Popatrzmy na szczegóły…
„Celem programu (tego, co to go FWW prowadzi) jest zmiana zachowań ekonomicznych tej części naszego społeczeństwa.”
Bardzo mi się nie podoba gdy ktoś za moje pieniądze kombinuje jakby to zmienić moje zachowania, w tym ekonomiczne. Ale po co tym razem?
„Lokalni trenerzy umożliwiają przekazanie wiedzy finansowej dalej, bezpośrednio mieszkańcom wsi, wskazując im metody efektywniejszego zarządzania skromnymi domowymi budżetami.”
I nikomu nie przyjdzie do głowy przekazywać wiedzy dlaczego te domowe budżety są skromne, tylko jak nimi zarządzać. Słowem się nie mówi o tym, że gdyby nie składki i podatki to chleb nie kosztowałby 2 zł tylko 1,50zł, benzyna 1,50zł zamiast 4 zł, że o papierosach i alkoholu nie wspomnę, a wtedy budżet zrobiłby się mniej skromny, a może i nieskromny. Nie. To nie jest ważne. Podatki mają być, i to wysokie, a my co najwyżej poudajemy, że da się jakoś za te skromne budżety przeżyć. I będziemy jeszcze wygadywać głupoty o „zarządzaniu”. Zarządzać pensją lub emeryturą 700 zł? Żarty jakieś czy co?
„Charakterystyczny dla tej znaczącej liczebnie grupy (prawie połowa polskiego społeczeństwa) jest brak zaufania do instytucji finansowych i ich usług.”
I czemu się tu dziwić? Część z tych firm to quasi państwowe monopole lub oligopole. Reszta to korporacje, które ramię w ramię z państwem łupią ludzi. Banki przecież już kombinują jak tu przepchnąć prawo nakazujące posiadanie konta osobistego, a ubezpieczalnie jak tu załatwić sobie obowiązek posiadania ubezpieczenia od powodzi. Wszystko rzecz jasna dla dobra najuboższych.
O oszczędzaniu w bankach (i nie tylko) poniżej ale nawet taka rzecz jak to, że odsetki od lokat są opodatkowane, a odsetki od kredytów nie są kosztem uzyskania przychodu (zmniejszającym przez to podatek) świadczy o bandyckim charakterze państwowo-korporacyjnego systemu.
„W większości ludzie ci nie posiadają kont bankowych.”
Jak wyżej…
„Nie prowadzą racjonalnej gospodarki dostępnymi funduszami i, żyjąc z dnia na dzień, prezentują pogląd o bezcelowości oszczędzania.”
Różnej maści „ekonomiści” plotą głupoty o potędze procentu składanego, uzasadniając, że odkładanie przez dłuższy czas choćby skromnych kwot, spowoduje efekt kuli śnieżnej i zaowocuje fortuną za ileś tam lat. No dobrze, procent składany faktycznie ma w sobie zamontowany efekt kuli śnieżnej. Rzecz w tym, że zazwyczaj odsetki bankowe są co najwyżej równe inflacji (celowo generowanej przez państwo wspólnie z bankami), a to oznacza, że efektywna rentowność oszczędności wynosi max 0%. Wybaczcie ale nawet i 20-letni procent składanych od 0% oznacza, że na koniec ma się „fortunę” wartą tyle ile zsumowana wartość wszystkich składek. I tak składka 10 zł odkładana 30 lat da nam na koniec efekt w postaci całych 3600 zł. Jest to majątek godny 30-letich oszczędności. To już lepiej tę dychę przepić albo dać dziecku na cukierki.
„Przy podejmowaniu decyzji o zaciągnięciu pożyczki działają w sposób impulsywny, nie przeprowadzając analizy ryzyka spłaty.”
Nie robią tego również banki. Banki bowiem są w takiej sytuacji, że „nie mogą upaść”, w czym przy okazji każdego kryzysu państwo ochoczo je upewnia. A skoro tak, to po co się martwić kredytami, o których z góry wiadomo, że klient ich nie spłaci?
„Nie są też odpowiednio zabezpieczeni przed nieprzewidzianymi wypadkami losowymi.”
Co to znaczy „odpowiednio”? Skoro państwo i tak da zapomogę jak nam chałupa spłonie albo utonie, to ubezpieczać się nie ma sensu. To raz. Dwa to to, o czym pisałem wyżej, tj. bandyckim charakterze działań firm ubezpieczeniowych.
Jakby to spointować? Może tak: zamiast tworzyć kretyńskie akcje proponuję w ramach edukacji ludzi słabiej zorientowanych wprowadzić jedną zasadę. Mianowicie wszystkie ceny należy publikować netto. Jak człowiek kilka razy odwiedzi sklep i sam na palcach będzie musiał policzyć, że kilkadziesiąt procent kosztów zakupów to podatki, to bardzo szybko się wyedukuje. Ludzie en bloc są słabo zorientowani w procesach makroekonomicznych, społecznych itp., co wynika z niskiej zdolności pojmowania pojęć abstrakcyjnych wśród większości populacji, ale wbrew pozorom w skali mikro poruszają się nieźle, czyli swojego portfela pilnować potrafią. Co prawda to mogłoby skończyć się pogonieniem „sprawiedliwych społecznie” rządów w cholerę i może właśnie dlatego publikowanie cen netto jest zakazane w obrocie detalicznym.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)