Tym razem Argentyna. Jeszcze na 100% ale ichni sejm sprawę już zaaprobował.
Jakiś czas temu przedstawiłem na S24 listę postulatów socjalistów z XIX wieku. Wykazałem, że wszystkie są już spełnione (gdzieś od paru dekad). W zawieszeniu pozostawiłem pytanie po co dalej lewica ma istnieć? Skoro wszystko już osiągnęła (i zapewniła de facto nieodwracalność procesu „postępu”) to powinna się chyba rozwiązać.
Ale lewica istnieje dalej. Po to aby się „pochylać” i walczyć. Lewica walczy oczywiście dalej i przykleiła się w tym celu do różnego rodzaju mniejszości, wykluczonych itd. Pederaści zostali wzięci na tapetę już dość dawno. Po pierwsze dlatego, że to oczywista mniejszość, o której „prawa” można walczyć. Po drugie dlatego, że korzenie lewicy opierają się na jawnym antyklerykalizmie. Każdy pomysł na zrobienie na złość klerowi jest dobry. Po trzecie zaś…
No właśnie. To „po trzecie” jest dla mnie jednym z podstawowych powodów, dla którego małżeństwom homoseksualistów się sprzeciwiam. Otóż lewactwo różnej maści pozałatwiało różnym nierobom setki różnych dopłat, deputatów, dotacji, zasiłków. Lewica wkrótce zauważyła, że często należą się one… małżeństwom. Zwłaszcza tym posiadającym dzieci. Jest zaś zupełnie jasne, że tuż za postulatem małżeństw stoi postulat macierzyństwa homoseksualnego.
No to jakże to tak? Nie może być! Trzeba koniecznie, żeby becikowe czy ołówkowe należało się również np. parze lesbijek.
Zezwolenie na to oznaczałoby, że do wykarmienia byłoby o 5-10% więcej darmozjadów (bo na tyle szacuje się populację homo) i o kolejne X% heteryków, którzy zawieraliby małżeństwa po to, żeby wyłudzić jakiś deputacik.
Powód ten znikłby gdyby znikły wszelkie socjale. Wtedy nie miałoby znaczenia czy małżeństwo jest hetero czy homo. Wtedy ten argument bym porzucił jednak…
Jest oczywiście jeszcze kwestia druga. Kwestia tego rodzaju, że dzieci bezwzględnie powinny być wychowywane przez kobietę i mężczyznę. Ponieważ notka nie o tym mówi, toteż argumentował za tym nie będę. Ograniczę się jedynie do określenia swojego stanowiska w tej kwestii.
Tyle że znów, jeśliby z istoty małżeństwa homo wyłączyć ich macierzyństwo i jednocześnie zlikwidować wszelki socjal, to same małżeńskie parki (czy nawet grupy) homoseksualistów by mi nie przeszkadzały.
Ale tyle tych warunków – na dziś absolutnie nie do spełnienia – że nie ma o czym gadać. Zatem małżeństwom homoseksualnym mówię NIE!


Komentarze
Pokaż komentarze (3)