Osobiście, jako zdecydowany zwolennik zupełnie innego kandydata (link z boku) podchodzę do sprawy z dystansem. Analizując sytuację dwóch kandydatów o najlepszych sondażach dostrzegam jednak sześć powodów, dla których Komorowski z Kaczyńskim może te wybory przegrać.
1.Niedoszacowane sondaże PiS.
Z faktami nie ma co dyskutować. Sondaże z reguły są dla PiS gorsze niż rzeczywistość. Mówi się, że to wynik „obciachowości” PiS. Że to niby wstyd przyznać się ankieterom, że jest się za Kaczyńskim. Sądzę, że jeśli nawet jest w tym ziarno prawdy, to decyduje coś innego. Otóż najradykalniejsi zwolennicy PiS po prostu w ogóle nie rozmawiają z ankieterami. Ankieter jakiegoś OBOP-u prędzej usłyszy od radykała „won manipulatorze”, niż „tak, jestem za PiS”. I jeśli tak jest, to wcale mnie by to nie zdziwiło, bo rzetelność ośrodków badawczych i mediów jest delikatnie mówiąc mizerna.
2.Profesjnalizm kampanii.
Niedoszacowanie niedoszacowaniem ale bez dobrej kampanii Kaczyński nie odrobiłby tak szybko strat. A straty były przecież poważne. Jeszcze przed katastrofą, a nawet parę dni po niej, nikt (poza PiS) nie brał na poważnie po uwagę innego rozstrzygnięcia niż zwycięstwo Komorowskiego. Ja również byłem tego pewien, choć „elektoratem” kandydata PO nie jestem.
Wielu zastanawiało się pewnie co stanie się z Jarosławem. Czy śmierć brata przybije go i zniechęci do polityki, czy też może jeszcze bardziej go utwardzi. Wygląda, że prawdą jest to drugie. Bez wątpienia Kaczyński cierpi. Niemożliwe jest aby było inaczej. Niemniej radzi sobie przy tym wszystkim nad podziw dobrze. Ewidentnie osobista tragedia nie przekłada się negatywnie na jego instynkt polityczny. Historia potwierdza, że nie zawsze wybierał on właściwą taktykę (w końcu więcej wyborów przegrał niż wygrał) ale akurat dziś działa po prostu optymalnie.
Trudno powiedzieć jaka w tym rola sztabu, a jaka samego kandydata. To tajemnica kuchni i tak pewnie zostanie. Ale znów – z faktami nie ma co dyskutować. Moment ogłoszenia kandydatury, sposób jej ogłoszenia, pozostawanie kandydata w cieniu, mega-mobilizacja podczas zbiórki podpisów, unikanie debat, przemówienie do Rosjan. To seria ruchów, które krok po kroku zmniejszają dystans do Komorowskiego. To po prostu bardzo dobra kampania.
3.”Zawłaszczanie katastrofy”.
Kampania, która dla PO stoi pod znakiem „zawłaszczania katastrofy”. PiS faktycznie mocno skupia się na wątku katastrofy, „kontynuowaniu misji Lecha” itd. Ale czy można nazwać to „zawłaszczaniem”? Nie sądzę.
Po pierwsze co innego niby miałby robić PiS, a co więcej sam Jarosław, brat Lecha? Kombinować na prędce jakiś nowy, sztuczny kontekst? Jakiś nowy projekt polityczny? Nonsens.
Po drugie akurat PiS-owi z patosem po prostu do twarzy.Nie oceniam czy to źle, czy dobrze. Tak po prostu jest. Podniosły nastrój, niechęć do publicznych żartów, to zawsze był znak rozpoznawczy PiS. Jest to po prostu naturalny sposób bycia ludzi tych partii i stawiam dolary przeciwko orzechom, że większość ludzi PiS w przeżywaniu tragedii (nawet publicznym) jest najnormalniej szczera.
Platforma podnosi larum, że PiS zamiast rozmawiać o programie, gra na emocjach.
4.Emocje.
No właśnie. Jest to typowa moralność Kalego. Bo niby jak inaczej niż dzięki emocjom antypisowskim PO wygrała poprzednie wybory?
Kto inny jak– za przeproszeniem – gówniarzeria dała zwycięstwo PO w 2007? Gówniarzeria, którą główną motywacją było to, żeby już więcej tego wrednego Kaczora w TVN nie pokazywali. Gówniarzeria, której sprawy merytoryczne nie interesowały wcale, i która być może pierwszy i ostatni raz zjawiła się w lokalach wyborczych.
Do kogo więc pretensje, że ludzie wybierają emocjami, a nie intelektem? Demokracja. Tak to już jest.
Nastroje dziś wydają się być jeśli nie propisowskie, to co najmniej neutralne. A tak nie było już bardzo dawno.
5.Wakacje.
Dzieciaki, o których nieco wulgarnie pisałem wyżej, są tym elektoratem, który może pogrążyć Komorowskiego, tak samo jak wyniósł PO 3 lata temu. To wcale nie 40-50-latkowie, „lepiej wykształceni i z dużych ośrodków” mogą to uczynić.Oni, jako-tako świadomi swoich sympatii do PO, do urn pójdą tak czy inaczej. Przynajmniej w większości. Znam wielu takich osobiście – wolą nie pojechać na wczasy niż odpuścić Kaczorowi. A gówniarzenia? Będzie się prażyć na plażach, żreć extasy, grać na Playstation itp. Dziś polityka ich nie obchodzi. Oni mają wakacje, a emocje antykaczywstowskie już nie tak aktywne. Akcja „schowaj babci dowód” już nie chwyci, bo to passe.
6.Komorowski.
Sam kandydat PO po prostu nie daje rady. Jest nieznośnie sztuczny. Nie potrafi ponieść ze sobą ludzi. Nie jest zdolny do zdobywania nowych głosów – może co najwyżej bronić się ramach swojego żelaznego, antypisowskiego elektoratu (a podobno to PiS jest oblężoną twierdzą). O programie szkoda gadać, bo nigdy czegoś takiego nie było. Snując scenariusz political-fiction znacznie lepiej dla PO byłoby, aby teraz kandydował Sikorski. Ale kości zostały rzucone już wcześniej.
Jestem pewien, że Tusk żałuje, że tak się stało. Sam był spiritus movens tego stanu rzeczy ale patrząc obiektywnie, to naonczas decyzje podejmował jak należy. Przecież śmierci Lecha Kaczyńskiego przewidzieć nikt nie miał prawa. Wtedy z Lechem, jak mówiło się tu i ówdzie, wygrałoby na wet puste krzesło wystawione przez PO. Los sprawił, że kunktatorstwo Tuska może się zemścić. Tusk stawiając na mizerotę i figuranta chciał sobie zapewnić wszechwładzę, a może zapewnić sobie porażkę na wszystkich frontach.Bo jeśli sytuacja gospodarcza się posypie (a dług publiczny puchnie i puchnie) to w 2011 PO może stracić wszystko.
Wydaje się więc, że Kaczyński ma przewagę, mimo że nie widać jej jeszcze w sondażach. Jest przy tym wszystkim jedno małe „ale”. Kilka ostatnich wyborów wygrywali ci, którzy tuż przed wyborami byli przegrani, więc wszystko może się jeszcze odwrócić.
Tylko czy tym razem będzie podobnie?
Osobiście, jako zdecydowany zwolennik zupełnie innego kandydata (link z boku) podchodzę to tego z dystansem


Komentarze
Pokaż komentarze (8)