Polityk, oprócz rąk, nóg, głowy i wszystkiego tego co ma każdy „zwykły człowiek”, ma też coś jeszcze. Ma program. To co potocznie zwie się programem można rozpatrywać na trzech płaszczyznach. Idąc od ogółu do szczegółu są to: meta-przekaz, konkrety, technika.
Przekładając z mojego na polski mogę rozwinąć to w ten sposób:
Meta-przekaz jest tym z czym polityk się kojarzy w warstwie idei. To tak zwana wizja Polski, którą kandydat przedstawia. Nie da się tego dotknąć ale niemal każdy wie, że konkretny polityk kojarzy się z konkretnym meta-przekazem. Może to być skojarzenie pozytywne lub negatywne. Kaczyński przykładowo to dla zwolenników nieustraszony pogromca układu i komuchów, dla przeciwników faszysta i niebezpieczny demagog.
Od meta-przekazu nie sposób uciec niemniej niektórzy politycy (i ich doradcy) twierdzą, że to absolutnie najważniejsza rzecz. Mówią, że niezbędna jest jakaś idea „łącząca ponad podziałami”. O tym, że nie ma czegoś takiego wiedzą ale się nie przyznają. Każdy z oponentów wie bowiem, że to jego przekaz ma tym łączącym. Stara się go więc możliwe szeroko i głęboko rozpowszechnić.
Moja osobista opinia jest taka: niedobrze mi się robi gdy słucham polemik politycznych, które nieustannie opierają się na meta-przekazie. Ileż można o tym słuchać i czytać?
Wiadomo, że pominąć się tego nie da ale istotę polityki stanowi to, co ma ten meta-przekaz materializować. Czyli konkrety. Projekty ustaw, pomysły zarówno strategiczne jak i taktyczne. Tutaj z politykami jest znacznie większy problem. Konkretne pytania o konkretne rozwiązania spotykają się z odpowiedziami typu: „musimy być tu rozważni”, „nie możemy zapominać o…”, „chcemy to zrobić ale teraz nie mówmy o konkretach”. Politycy robią co mogą aby tylko uciec w meta-sferę. Żeby tylko nie dać się zmusić do prostego powiedzenia „tak” lub „nie”. Żeby tylko nie powiedzieć czegoś, co za jakiś czas można mu wyciągnąć jako zarzutu.
Co z ZUS, co z podatkami, co z edukacją, co ze służbą zdrowia, co z euro, co z UE? Odpowiedzi brak. Ostatni wywiad z Kaczyńskim na S24 potwierdził, że nic konkretnego nie zamierza on mówić. Z Komorowskim jest jeszcze gorzej, bo on nawet ogólników unika. Właściwie tylko kandydaci niszowi mówią coś konkretnego ale oni jak wiadomo szans nie mają, więc mogą gadać do woli. W tej liczbie mieści się również mój kandydat, co do poglądów którego wiem wszystko co bym chciał wiedzieć. Ale on najpewniej do drugiej tury nie wejdzie. Czekam za to co powiedzą tzw. „główni kandydaci”.
Wiem, że prezydent może niewiele ale jednak to i owo mógłby powiedzieć. Że np. taką-a-taką ustawę to by podpisał, a inną zawetował. Że np. będzie dążył do takiego-a-takiego referendum. A tu tymczasem nic.
Jest jeszcze trzeci poziom. Poziom technik sprawowania władzy, zdobywania poparcia dla konkretnych pomysłów etc. To konferencje prasowe, kampanie medialne, spotkania z wyborcami. Kuchnia po prostu. O kuchni jako takiej w ogóle nie powinno się mówić, tymczasem mówi się nad wyraz wiele.
Jak już pisałem konkretnych pomysłów brak, więc techniki te sprowadzają się do wspierania meta-przekazu danego polityka. A szkoda, bo siły powinny być kierowane gdzie indziej. Niemniej jest jak jest. Jak to się kończy? Ano tak, że głównymi tematami kampanii są takie historie jak ta, że ŚP Lech Kaczyński trzymał podczas orędzia dłonie w dziwny sposób, że Komorowskiemu zawiesiła się strona WWW etc. Jakie to ma do diabła znaczenie? Dlaczego zamiast o długu publicznym rozmawia się o jakimś głupim errorze?
To, że politycy unikają konkretów jak ognia jest dość zrozumiałe. Ale dziennikarze? Dlaczego skupiają się wyłącznie na pierdołach? Dlaczego nie dociskają polityków ciągłymi pytaniami? Dlaczego zadowalają się zbywającymi niby-odpowiedziami? Dlaczego komentując „najnowsze wydarzenia polityczne” mówią o reklamówkach ŚP Marii Kaczyńskiej? Dla równowagi przypomnę też peruwiańską czapkę Tuska.
Polityk idący na wywiad powinien się bać. Tak właśnie – bać. Powinien się bać, że dociekliwy dziennikarz nie odpuści. Polityk powinien być przygotowany jak student na egzamin. Jak coś nie pójdzie – bania.
Parlament produkuje rocznie setki ustaw. Tymczasem spory o jakieś konkretne projekty rosną w siłę kilka razy w roku. Co dzieje się z pozostałymi ustawami? O czym w tym czasie rozmawiają z politykami dziennikarze? O reklamówkach i zawieszających się stronach. Ewentualnie o tym co akurat bąknął Palikot.
Korzystając z okazji tzw. „kampanii wyborczej” chciałbym dowiedzieć się od kandydatów co KONKRETNIE zamierzają w sprawie waluty euro, w sprawie długu publicznego, w sprawie ZUS. Na początek wystarczy. Chodzi mi o konkrety, tj. jakie ruchy w tym zakresie kandydat by wetował, a jakie wspierał. Proste?
Panowie kandydaci – liczę na odpowiedzi. Chociaż nie, nie liczę. Ale mimo wszystko czekam, bo innego wyjścia nie mam.


Komentarze
Pokaż komentarze (36)