Ortodoks Ortodoks
562
BLOG

Zakazać budowania domów na terenach zalewowych?

Ortodoks Ortodoks Polityka Obserwuj notkę 7

Aby na te pytanie odpowiedzieć należy najpierw udzielić odpowiedzi na pytania poniekąd pomocnicze. Mianowicie: dlaczego zakazywać? Na jakiej podstawie?
 
Jest przecież tak, że domy budowane są na terenach stanowiących własność budującego. Skoro zatem Kowalski jest posiadaczem działki na polderze to dlaczego zakazywać mu tam budowy domu? Pomijam już fakt, że podobno miały być zniesione tzw. pozwolenia na budowę, co postawiłoby taki zakaz w dość dziwnej sytuacji.
 
Kolejne pytanie pomocnicze brzmi: skoro gmina/państwo nie chce (?) żeby Kowalski pobudował się na polderze to dlaczego sprzedano mu ten grunt? A jeśli mu go nie sprzedano (bo miał go z dziada, pradziada) to dlaczego definiując w jego miejscu polder nie wywłaszczono Kowalskiego? Może to naiwne ale wydaje mi się, że jeśli państwo/gmina bierze się za gospodarkę wodną i tworzy na mapach jakieś poldery czy inne tereny zalewowe, to powinno konsekwentnie wziąć na siebie ciężar własności tych terenów. Wtedy miałoby z głowy problem „zakazywać czy nie”, bo po prostu byłaby to własność państwowa/gminna, na której mieszkać mogłyby sobie najwyżej zające i kuropatwy.
 
Z tych rozważań wychodzi mi, że jakikolwiek zakaz budowania domów na terenach zalewowych to bzdura.
 
 
No dobra. Ale te rozważania zahaczają o prawo własności, co jak wiadomo w Polsce ma znaczenie mniej istotne niż inne „prawa”. Z tych innych praw wychodzi zupełnie odwrotna pointa niż ta, którą przedstawiłem akapit powyżej. Ale po kolei…
 
Jest tak że państwo demokratyczne, a właściwie ludzie nim sterujący, obiecają wyborcom wszystko, byle tylko wygrać wybory. Politycy generalnie żyją horyzontem jednej kadencji. Ci, którzy wybiegają na dwie kadencje naprzód mówi się, że są wizjonerami i mężami stanu. Tacy co myślą o dekadach zdarzają się raz na całe wieki (to oni są dla demokratów przykładem dla argumentacji, że demokracja jednak działa).
Partie obiecują zatem, że zrobią za ludzi wszystko. Za darmo. Obywatele nie muszą się niczym przejmować. Obywatele zapominają jednak o małym haczyku. Otóż z każdego danego im „prawa” na 100% bardzo szybko wyrodzi się „obowiązek”. Obowiązek tym bardziej opresyjny, im bogatsze były obietnice wyborcze.
 
Posłużmy się przykładem państwowej ochrony zdrowia. Politycy obiecują, że wyleczą wszystkich ze wszystkiego. Za darmo. Bardzo szybko okazuje się, że pieniędzy na to w budżecie nie ma, bo ludzie (nie wiedzieć czemu) nagle zaczynają zgłaszać się do lekarzy z czym się da. A to z rzeżączką, a to z rakiem płuc. Politycy orientują się, że to „za darmo” zaczyna kosztować zbyt wiele. Oświadczają wówczas: „Hola, hola drodzy państwo. Nie tak się umawialiśmy. Nie było mowy o masowych rakach płuc w III stadium. Jak chcecie tak chorować to proszę o akcyzę na papierosy”. Kiedy okazuje się, że to mało pojawiają się inne opresje. „Musimy, dla waszego dobra oczywiście, zakazać wam palić w restauracjach!”. A jak to nie wystarczy, to okaże się, że wizyty kontrolne u onkologa staną się „obywatelskim obowiązkiem” i wszyscy pod państwowym przymusem będziemy musieli się regularnie badać. Wszystko po to aby państwo mogło nas dalej „za darmo” leczyć, bo inaczej to nie da rady.
 
Jak to się ma do powodzi? Ano tak, że ludziom od zawsze udowadnia się, że ubezpieczanie domów jest bez sensu. Odszkodowanie i tak będzie. Że bez sensu jest unikać budów na terenach zalewowych, bo i tak przyjedzie wojsko i ewakuuje, a rząd potem odbuduje. Dlaczego się więc przenosić?
 
Politycy dojrzewają dziś do wniosku, że owszem – odbudowywać powodzian trzeba – ale nie może być tak, że „prawo do odbudowy” obędzie się bez opresji. Państwo będzie więc chętnie łożyć na odbudowę powodzian, ale tylko wtedy, kiedy będzie zakaz budowania się na terenach zalewowych. Paradoks?
 
Premier Pawlak stwierdził wyraźnie, że ludzie mają prawo odbudować się na polderze, a państwo ma obowiązek łożyć na ich ratowanie. Ci więc, którzy już zasiedlają tereny zalewowe mają gwarancję, że pieniądze dostaną. Przynajmniej póki Pawlak ma coś do powiedzenia. Natomiast niemal pewne jest, że nowych „uprawnionych” przybywać nie będzie. Nawet gdyby Kowalski krwią podpisał, że nigdy-przenigdy nie będzie przyjmie od państwa żadnego odszkodowania z tytułu powodzi byle tylko pozwolili mu zamieszkać na polderze (bo Kowalski akurat tak lubi), to i tak mu się na to nie pozwoli.
 
Państwo wbrew logice i prawu własności zakaże prawdopodobnie budowania domów na zagrożonych terenach. Będzie to jednak zgodne z logiką i prawem demokracji. Nihil novi.  
 
Na koniec moja odpowiedź na pytanie tytułowe: Nie zakazywać budów i jednocześnie nie łożyć pieniędzy na odszkodowania. Proste? Proste ale „niedemokratyczne”.
Ortodoks
O mnie Ortodoks

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka