Dług publiczny puchnie. Jego rozmiary są już naprawdę niebezpieczne. Nie jest wcale dobrze usprawiedliwiać się, że w Grecji czy Portugalii jest gorzej. No, jest gorzej, i co z tego? Nie chodzi o to, żeby gdzieś indziej „było gorzej” (a u nas tylko mniej źle), tylko żeby u nas było dobrze.
Wszystko wydawało się pod kontrolą póki trwała niezła koniunktura, która nota bene napędzana była kredytem właśnie, czyli pośrednio jest ona przyczyną dzisiejszych kłopotów. Gdy koniunktura się skończyła, przychody spadły, pojawił się problem. Bo zadłużenie bynajmniej nie spadło. Kwoty wymagalne były, są i będą. Co gorsza rosną. Raz, że drożeje kredyt (bo nasza wypłacalność jest bardziej wątpliwa), dwa, że pojawiają się realizacje wydatków, od których wydaje się nie być odwrotu.
Np. wydatki na Euro 2012 nie są bynajmniej inwestycją (mam na myśli głównie stadiony). Jakoś nie było zbyt wielu chętnych do sfinansowania budów z prywatnej kasy. Musiały to wziąć na się państwo i gminy.
Taka impreza to luksus w postaci zorganizowania igrzysk. Takie igrzyska mają pokazać światu jacy jesteśmy mocni. Pokażą oczywiście, tylko pytanie co dalej? Utrzymywać cały ten ambaras będzie trzeba. Jak się to dobrze obmyśli, to może nie będzie tak źle, ale w dobre myślenie naszych polityków szczerze wątpię.
Zdarzają się też sytuacje nadzwyczajne. Obecna powódź na ten przykład. Skąd – ja się pytam – rząd chce wziąć te miliardy na pokrycie strat? Komu zabiorą, żeby odbudować drogi, osiedla itd.? Może jeszcze bardziej się zadłużymy? Ale to jest raczej niemożliwe. Żeby nie zniszczyło to naszej sytuacji międzynarodowej to trzeba by było do tego zatrudnić księgowych Enronu. Oni może dali by radę. Ale oni chyba jeszcze siedzą. Ponawiam więc pytanie: skąd się znajdzie ta obiecana przez Tuska kasa? Z wykopalisk?
Co z tym fantem zrobić na przyszłość?
Konstytucja nakłada tzw. progi ostrożnościowe dotyczące deficytu budżetowego i długu publicznego. Politycy nie traktują jednak tych progów jako bytów wirtualnych. Oni traktują je jako momenty, do których po prostu należy się zadłużać.
Teoretycznie powinno być tak, że próg 50-50% powinien być czymś abstrakcyjnym. Czymś czego na poważnie brać pod uwagę nie sposób. Ten próg to po prostu moment, do którego w absolutnie nadzwyczajnych sytuacjach można się zadłużać.
Jest niestety inaczej. Jak już napisałem politycy uważają zadłużenie np. np. 50% za zdrowe. „Konstytucja pozwala”, powiadają. No i cóż z tego, że pozwala? Gdyby konstytucja pozwalała na zadłużenie 500% to też bylibyście, państwo politycy, skłonni je zrealizować?
Między innymi ze względu na taką postawę polityków jestem za zmianą konstytucji w tym zakresie i wpisanie w niej całkowitego zakazu tworzenia długu publicznego. To jednak na dziś fikcja. Skupmy się zatem na tym, co nieco bardziej prawdopodobne.
Postuluję na tę okoliczność:
1.Zakaz uchwalania budżetu rocznego z deficytem (w wersji łagodniejszej ustalenie max. progu schodzącego na przestrzeni paru lat).
2.Po osiągnięciu tego stanu nakaz uchwalania budżetu z nadwyżką budżetową (w celu jak najszybsze spłaty zadłużenia globalnego). To też można określić na X lat.
Powyższe należałoby przyjąć w drodze ustawowej. Nie byłoby to przecież sprzeczne z konstytucją, a na pewno korzystne.
Panie i Panowie politycy. Możecie to zrobić. Nie musicie, ale możecie. Pamiętajcie tylko, że jeśli tego nie zrobicie, to Titanic zatonie. Wiem, że wy o siebie martwicie się średnio – macie przecież przygotowane dla siebie szalupy. Pamiętajcie jednak, że wkurzeni pasażerowie mogą je wam albo ukraść, albo zniszczyć.
Państwo pasażerowie. Do Was z kolei się zwracam z apelem abyście teraz i w przyszłości pamiętali o długu publicznym wrzucając kartę wyborczą do urn.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)