Świadkiem mi Najwyższy, że na blog posła Palikota zajrzałem bodaj pierwszy raz w życiu. Zaintrygowało mnie oburzenie kolejnymi, rzekomo skandalicznymi, pytaniami jakie poseł zamieścił w swoim dzienniku.
Pozwolę sobie zatem skomentować wpis. Zdanie po zdaniu.
„Czy jest prawdą, że Marta Kaczyńska otrzyma 3 mln zł odszkodowania z tytułu tragicznej śmierci Lecha i Marii Kaczyńskich?”
A kogo to obchodzi? Prywatna sprawa prywatnych ludzi. Tutaj Palikot pyta zatem pozornie bez sensu, ale…
„Czy jest prawdą, że polisa na życie śp. pary prezydenckiej została wykupiona przez Kancelarię Prezydenta na koszt podatników?”
…druga część pytania uzasadnia kontekst.
Powtarzam więc za Palikotem: czy to prawda?
Od różnych polityków słyszę, że owszem, jest taka praktyka, że polityków ubezpiecza się na koszt państwa. Jeśli tak jest, to jest to skandal.
Dlaczego z publicznych pieniędzy wykupuje się polisy, w których uposażonymi są prywatne osoby? Gdyby uposażonym był skarb państwa (od biedy można przyjąć takie uzasadnienie, że na śmierci prezydenta traci głównie państwo) to jeszcze jako-tako politycy mogliby tego bronić. Z tym też bym się nie zgadzał, ale jakaś logika – pozorna przynajmniej – by w tym była. Ale uposażenie dziecka przez rodzica, to uposażenie dziecka przez rodzica. A nie dziecka przez prezydenta! Zatem na koszt rodzica – a nie prezydenta – winno się to odbywać!
Polisa na grube miliony kosztuje niemało. Przypuszczam, że gdyby każdy obywatel mógł takie zabezpieczenie dla swoich potomków przyjąć za darmo, to z chęcią by skorzystał. Opłacanie składek polityków z budżetu odczytuję jako kolejne, bezczelne załatwianie sobie profitów i deputatów na koszt podatników.Politycy mają za darmo samochody, komórki, ochronę, mieszkania etc. To jest o tyle zrozumiałe, że dzięki temu w ogóle pracują (choć Kowalski w swojej firmie też pracuje i nikt mu za to nie płaci). Ale polisy??? W głowie mi się to nie mieści. Jaki wpływ na pracę polityka ma wykupiona polisa???
„Czy jest prawdą, że wszystkie inne ofiary katastrofy były ubezpieczone na sumy 100, 200 i 300 razy mniejsze?
Z czego wynikało tak wysokie ubezpieczenie pary prezydenckiej?
Czy życie zwykłego pracownika kancelarii jest setki razy mniej cenne niż życie prezydenta??”
Te pytania z kolei są drugorzędne. Zróżnicowanie polis wynika bowiem z bezsensownego założenia, że ludzie równi nie są, na co dowodem jest już sam fakt, że polisę prezydenta (czy innego polityka) opłaca państwo, a polisę Kowalskiego – Kowalski. A skoro równi nie są, to i sama gradacja tej nierówności nie powinna dziwić.
„Mam nadzieję, że to wszystko nieprawda.”
Ja również.
Tylko – panie Palikot – jakoś panu nie ufam. Nie ufam, bo pyta pan teraz, a nie po wyborach. Gdyby pytał pan po wyborach, a załóżmy, że wygrałby Komorowski, to miałoby to jakiś sens. Wtedy można by było porozmawiać o likwidacji tego patologicznego zjawiska.
A tak to przypuszczam, że pytania te to ordynarna kampania wyborcza, a prezydent (odpukać) Komorowski jak najbardziej z podobnej polisy skorzysta.
PS
Panie Palikot – pytanie pro forma: pan swoje polisy opłaca z własnej kiesy? Mam nadzieję, że tak.


Komentarze
Pokaż komentarze (109)