Jarosław Kaczyński ogłosił zarys programu. To tylko zarys, ale wcale nie spodziewam się, żeby program docelowy był wiele bardziej konkretny. Generalnie wynika z niego, że kandydat Kaczyński obiecuje wszystko wszystkim. No, może nie obiecuje, mówi jedynie, że chciałby żeby wszyscy mieli wszystko. To taki kanon polskiej polityki: nikt nie zapłaci ci tyle i ile polityk ci obieca.
Jest więc i o autostradach, i o bezpieczeństwie, i o wałach rzecznych. Jeden tylko wątek jest w niniejszym dokumencie całkowicie pominięty, o czym na końcu. Przyjrzyjmy się chwilę pierwszej części programu, czyli tej części, która rodzi bezpośrednio wydatki państwa. Mówi ona o tym, komu co się należy.
Trzeba dostrzec, że warunki pracy i życia na wsi są często trudne, a wsparcie polskiego rolnictwa z funduszy unijnych nie dorównuje temu, z którego od dziesięcioleci korzystają rolnicy w Europie Zachodniej.
Nasze państwo musi wprowadzać coraz lepsze sposoby wspierania rodzin i tworzyć bardziej przyjazny klimat dla rodzicielstwa.
Młodym ludziom musi pomagać w ich starcie życiowym, aby zakładali rodziny nie na emigracji, lecz we własnym kraju.
Nie można godzić się z nierównością szans edukacyjnych polskich dzieci. Trzeba lepiej troszczyć się o naukę i kulturę, bo zaniedbania w tych dziedzinach będę trudne do odrobienia.
Władze muszą wyprowadzić system ochrony zdrowia z obecnego stanu zapaści. Należy wzmocnić nasze publiczne szpitale i przychodnie. Każdy, bez względu na stopień zamożności, musi mieć pewność, że w razie potrzeby otrzyma pomoc medyczną bez kolejek i na właściwym poziomie.
Musimy pamiętać o ludziach, którym bez własnej winy żyje się gorzej niż innym. Trzeba skuteczniej pomagać rodzinom i środowiskom, które same nie potrafią wyrwać się z biedy. Więcej naszej solidarności potrzebują osoby niezdolne do samodzielnej egzystencji i ci, którzy się nimi opiekują.
Świat zna przecież sposoby rozwiązywania podobnych problemów.
No właśnie, panie Kaczyński. Świat zna. Ale czy pan zna? A jeśli pan zna, to czemu o nich nie pisze wprost?
Utrzymywanie dzisiejszej wersji państwa opiekuńczego jest powodem gigantycznych problemów, długu publicznego i zbliżającej się zapaści finansów publicznych. Pan zaś sugeruje, że nie tylko winno się ten stan rzeczy utrzymać, ale wręcz wzmocnić jeszcze bardziej pamiętając o potrzebujących.
Skąd zamierza pan wziąć na to wszystko pieniądze? Dlaczego nie ma tu nic o podatkach, poza zwykłym truizmem, że system ma być przyjazny? O, przepraszam, jest też coś takiego: Nie możemy zapominać o bezpieczeństwie finansów publicznych, które wymaga, aby wspólne środki wydatkowano odpowiedzialnie i efektywnie.To rzeczywiście wszystko wyjaśnia.
Gratuluję zarysu programu. Jest znakomity. Oby tak dalej, oby tak dalej….


Komentarze
Pokaż komentarze (45)