Ortodoks Ortodoks
134
BLOG

O Korwinie, TVP i innych - z Chevalierem polemicznie.

Ortodoks Ortodoks Polityka Obserwuj notkę 12

Dni temu kilka Chevalier popełnił ciekawy tekst. Utrzymany w drwiąco-kpiącej poetyce sugerował jakoby wolnościowcy (a co najmniej jeden z nich, ale reszta jest przecież nieodrożnialna po stylu i po meritum) przejawiali postawy a’la homo sovieticus. Postawy te to przede wszystkim narzekanie, że gdyby nie rzucane im pod nogi kłody to na pewno zdobyliby poparcie znacznie szersze niż obecne, śladowe.

Chevalier napomina, że przecież żadnych kłód nie ma, i że wolnościowcy – z samym Korwinem na czele – winni poszukać problemu w sobie, a nie w „onych”. Na dowód braku tychże kłód autor pyta:

Wolny rynek od czego jest?

Ja wiem od czego jest wolny rynek, ale wiem jednocześnie, że w Polsce go nie ma. Nie wiem skąd Chevalierowi przyszło do głowy, że w naszym pięknym kraju mamy cokolwiek innego, niż podłą, fasadową namiastkę wolnego rynku. Kilka tysięcy ustaw, w tym gros regulujących rynek. Ustaw często ze sobą sprzecznych, dających pole do nadużyć i niepohamowanej korupcji. Gigantyczne podatki – im większe są, tym bardziej się je maskuje, aby obywatel raczył się z nimi nie stykać na co dzień. Zalegalizowana kastowość niektórych zawodów. I wiele, wiele innych.

Wiem, że całkiem wolnego rynku nie ma nigdzie, ale jeśli wolny rynek to stan zupełnego zdrowia, a faszyzm/komunizm to terminalne stadium gorączki krwotocznej, to nasz system wygląda na grypę. I to nie sezonową, a pandemiczną. Z dzisiejszego punktu widzenia dobrze by było, abyśmy żyli w stanie lekkiego przeziębienia. To już byłoby naprawdę coś.

Kontynuując wolnorynkowe rozważania, najważniejsze dla niniejszej polemiki jest to, że mamy setki koncesji, zezwoleń i licencji. W tym tych dotyczących mediów.

 

Chevalier pyta dalej:

Przedsiębiorczość i zmysł do interesów od czego jest? Chęć i pracowitość od czego jest?

A niechby pan Janusz Korwin-Mikke dorobił się wlasnej stacji telewizyjnej, własnej gazety, własnego portalu - i społeczeństwo poznałoby jego prawdziwe poglądy.

 

Odpowiedź jest prosta. Właśnie dzięki przedsiębiorczości i pracowitości Korwin dorobił się i gazety, i portalu. Ponieważ politycznie nie znaczy nic od dobrych 20 lat, to trudno podejrzewać, że stworzył swoje „imperium” dzięki politycznym wpływom.

To jednakże nie jest wystarczające do tego aby poglądy (nawet najrozsądniejsze) uzyskały poparcie więcej niż garstki ludzi. Póki co duszami rządzą radio i telewizja. I dlatego właśnie i radio, i telewizja obłożone są koncesjami jakie portali czy gazet nie obejmują. Są po prostu zbyt groźne dla establishmentu. Poza tym kto taki ma w Polsce duże telewizje? Zygmunt Kilkogra-Nazwisk? Wejchertowie z Walterami? Chevalierze! Kto w latach 80-tych, w młodym wieku, dostawał zielone światło na potężne interesy? Byle Kowalski z Koluszek? W jaki sposób powstały Radio Zet i RMF FM? Pamiętasz? Bo ja owszem. Nie ma to nic kompletnie wspólnego z wolnym rynkiem.

 

Idźmy dalej. Nawet jeśli zdarzy się, że ktoś stworzy jakąś małą telewizyjkę, małe radyjko, to stanie się przedmiotem wściekłych ataków mediów głównych, o ile nadaje przekaz niezgodny linią majorsów. Nie mówiąc już o tym, że nie dysponując wpływami z reklam (głównie od państwowych firm i dużych korporacji, które z władzą nigdy nie drą kotów) skazany będzie na wieczne balansowanie na krawędzi.

A przecież psim obowiązkiem mediów i dziennikarzy jest zarabiać szmal.

 

 

W kwestii oczekiwania Korwina odnośnie jego obecności w mediach publicznych Chevalier pisze:

A, chodzi o dostęp do mediów publicznych, o równe traktowanie kandydatów w mediach publicznych?

Oczywiście, że chodzi. A dlaczego ma nie chodzić? W końcu to media publiczne, które Korwin utrzymuje w tym samym stopniu co dajmy na to Kaczyński z Komorowskim. Chevalier tłumaczy, dlaczego o TVP ma nie chodzić:

Media publiczne to socjalizm w czystej formie. I wolnościowiec chciałby, by jego kandydat był promowany za pieniądze ukradzione obywatelom? Dać wolnościowemu kandydatowi bezpłatny czas na antenie, bo tak się należy? Toż to roszczeniowość gorsza od związkowej. Pan Janusz Korwin-Mikke - jeśli chce być wiarygodny - powinien zrezygnować z bezpłatnego czasu antenowego dla kandydatów, oraz z udziału - też bezpłatnego - w programach publicystycznych, czy z transmisji debat ze swoim udziałem. Nie ma darmowych obiadów - nie ma darmowego czasu na antenie. Niech pan Janusz Korwin-Mikke poprzestanie na wykupieniu reklam w TVP czy Polskim Radiu.

 

Tłumaczenie to Chevalier powtórzył i wzmocnił tekstem:

dla Korwina i dla wolnościowców każda ściągana przez państwo opłata, która nie idzie na zadania wypełniane przez państwo jako przysłowiowego "stróża nocnego", to "zalegalizowana grabież". A czy godzi się apostołowi i prorokowi wolnościowej konfesji korzystać z owoców zalegalizowanej grabieży?

 

Jeśli zatem podprowadzę Twój portfel, a Ty potem zaczniesz krzyczeć „oddaj, to moje, to mi się należy!”, to rozumiem, że będę mógł Cię zbyć jako natręta, któremu tylko uroiło się, że „mu się należy”? Ta logika uprzywilejowuje złodziei i uniemożliwia okradzionemu żądać rekompensaty.

 

Drogi Chevalierze! Twoja zgrabna sztuczka erystyczna wygląda na błyskotliwą, ale nie wszystko złoto co się świeci. Cóż z tego, że zgrabnie bawisz się słowem, skoro nie zmienia to faktów. A fakty są takie, że Korwin (chciał czy nie chciał) jest stroną „umowy”, w myśl której w zamian za opłatę podatkową może korzystać z określonych praw. Może.

Czy, wracając do mojego pytania, jeśli złodziej ukradnie Ci portfel, a Ty dogoniwszy złodzieja odkradniesz mu go, to czy też jesteś złodziejem? Nie jesteś, zapewniam Cię. Nawet w świetle naszego popapranego prawa. Korwin idąc do TVP bierze co jego. I tyle. TVP nie jest bowiem właścicielem podatków Korwina, a jedynie ich posiadaczem. Uzurpatorem po prostu.

 

Stosując zresztą tę fałszywą logikę Korwin winien zrezygnować z wielu rzeczy. Tylko najpierw musiałby od państwa dostać precyzyjne wyliczenie w jakiej skali i z czego. Ile budżet dopłaca do Korwinowych biletów kolejowych? Tę kwotę Korwin powinien sam dopłacić. To samo z lekarzami, szkołami etc.

Więcej nawet. Każdy wolnościowec (a nawet każdy inny kto nie wierzy w socjalizm), który tylko uświadomi sobie, że nim jest, winien sobie od razu w łeb palnąć ze zgryzoty, bo tak się składa, że nie da się w ogóle żyć nie „korzystając z dobrodziejstw” socjalizmu.

 

Powtarzam, Korwin ma nie tylko prawo, ale i obowiązek upominać się o swój czas (nie zmanipulowany) w TVP. TVP ma zaś obowiązek Korwina (i innych) pokazywać w formie nieprzekłamanej. Nie on wybierał ten złodziejski system, w którym przychodzi mu walczyć w wyborach. Nie on go wybierał, ale on za niego płaci, i on ma z tego nie korzystać?

 

Kończąc wątek wpływu politycznego poprzez media: czy ktokolwiek wyobraża sobie Tuska lub Kaczyńskiego, którzy co prawda mają swoje gazety i swoje portale, ale we wszystkich telewizjach są gośćmi od wielkiego dzwonu, a jak już są, to tylko po to aby móc nimi pomanipulować, ośmieszyć?

Śmiem twierdzić, że przy jednoczesnym działaniu destrukcyjnym (pomijanie i ośmieszanie) kandydata X, i jednoczesnym nachalnym promowaniu kandydata Y, telewizje mogą wypromować kandydata Y na prezydenta, nawet jeśli byłby to koń lub puste krzesło. Tyle, że media nie mają potrzeby tego robić. Pisałem już o tym kiedyś.

 

 

Na czym owo ośmieszanie zatem polega? Na ten temat można napisać kilka książek, ale nawet tekst Chevaliera, że:

zwłaszcza kobiety przyjęłyby z uznaniem postulat odebrania im praw wyborczych; gwoli uczciwości dodajmy, że pan Janusz Korwin-Mikke chciałby odebrać prawa wyborcze wielu osobom, nie tylko kobietom. Również np. emerytom. Kto zaprzeczy, że emeryci powinni móc poznać prawdziwe poglądy pana Janusza Korwina-Mikke?,

pokazuje, jak dalekie jest niezrozumienie przekazu Korwina. Chevalier albo kupił medialną manipulację, albo sam ją promuje.

 

Korwin nie chce odbierać praw wyborczych nikomu szczególnemu (kobietom, emerytom). Korwin po prostu nie jest demokratą, a to powoduje oczywistą chęć, nie tyle odebrania, co po prostu likwidacji czegoś takiego jak prawa wyborcze. Komunikat, Korwin chce odebrać prawa wyborcze kobietom (Chevalier z czapki dodaje jeszcze emerytów) sugeruje, że on chce w ramach demokracji kobiety/emerytów dyskryminować. I na tym polega manipulacja.

 

Społeczeństwo nie może zatem poznać poglądów Korwina. Jeśli już, to poznaje ich karykaturę. Nie może ono więc Korwina poznać i pokochać.

Uprzedzę spodziewaną kontrę jakoby społeczeństwo nie zechciało pokochać kogoś, kto jawnie deklaruje, że społeczeństwo to praw wyborczych mieć nie powinno. Każdy kto zna choć trochę historię wie, że rozmaitej maści jedynowładcy (od autentycznie oświeconych monarchów, przez technokratycznych wodzów, aż po demagogicznych tyranów) cieszyli się ogromnym, autentycznym poparciem społecznym. Nie twierdzę, że tak byłoby na pewno z Korwinem – twierdzę tylko, że to możliwe.

 

 

Reasumując. W normalniejszej rzeczywistości medialnej po pierwsze Korwin nie byłby jednym rozpoznawalnym wolnościowcem. Problem pt „Korwin nie daje rady” by więc pewnie znikł, bo byłoby wielu innych, którzy radę by dawali. Po drugie wolnościowcy mogliby zapewne liczyć na poparcie kilkunastoprocentowe. Tak jest w wielu miejscach na świecie, i nawet jeśli osoby te nie tworzą odrębnego ugrupowania, to tworzą zwarte i silne frakcje w ramach partii większych. Nie widzę żadnego powodu (poza omawianymi powyżej), aby poglądy wolnościowe były w Polce nadal tak mało znane i rozumiane, a o ich popieraniu nawet nie ma co mówić.

Ortodoks
O mnie Ortodoks

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Polityka