Wczoraj rozpoczęły się publiczne zapisy na akcje prywatyzowanego koncernu energetycznego Tauron. Rząd szczyci się swoimi sukcesami prywatyzacyjnymi. Po sprzedaży części PZU nadszedł czas na część Tauronu. Rząd się cieszy, bo udaje mu się dzięki temu zbliżyć (nieznacznie zresztą) do realizacji obietnicy równoważenia budżetu.
Problem w tym, że deklarowanie równoważenia budżetu przychodami prywatyzacyjnymi nie jest obietnicą, tylko groźbą.
Bo cóż to niby oznacza? Oznacza to, że kolejne rządy pozaciągały gigantyczne długi, aż przyszedł Tusk z Rostowskim i Gradem, i jęli długi spłacać. Także te, które sami wcześniej zaciągali w naszym imieniu. I panowie ci mają czelność chwalić się, że spłacą je sprzedażą majątku trwałego! Tupet niebywały!
„Podbiję bębenka” stwierdzając, że panom tym należy się Trybunał Stanu. Za chwilę wyjaśnię dlaczego tak uważam.
Rząd ma obowiązek prywatyzować. Fakt. Prywatyzacja uzdrawia rynek i co do tego wątpliwości nie mam. Z tym, że rząd winien mieć świadomość czym majątek prywatyzowany jest i skąd się wziął. Co za tym zaś idzie musi wiedzieć na co pieniądze z prywatyzacji powinny pójść.
Tak się bowiem składa, że majątek skarbu państwa nie jest darem od krasnoludków bądź Marsjan. W całości został albo zagrabiony przedwojennym właścicielom (różnych obywatelstw i narodowości), albo powstał już na bazie tegoż zagrabionego majątku.
Wszystkie przedsiębiorstwa, fabryki, linie energetyczne, banki, stocznie, kopalnie, szpitale. Wszystko. Nie chcę w tym miejscu drążyć co należałoby sprywatyzować, a co nie (choć swoje zdanie mam), a jedynie zwrócić uwagę na ten prosty fakt, skąd się to wszystko wzięło.
Chora zasada wspólnej własności nie zmienia postaci rzeczy, że majątek ten powinien służyć w pierwszym rzędzie zadośćuczynieniu wywłaszczonym, oraz realizacji zobowiązań wobec ludności budującej cały ten ogrom przedsiębiorstw. Czas na pytanie, jakie to zobowiązania?
Są to głównie zobowiązania emerytalne. Niestety ludzie żyjący dziś z emerytur nie mają żadnej świadomości, że nie żyją za swoje składki. Nie wiedzą, że ich składki trafił szlag. Nie wiedzą, że żyją za pieniądze obecnie pracujących. Skoro zaś tak, to pracujący dziś nie odkładają na siebie, bo nie mają już z czego. Jedynie część ląduje w tzw. OFE. A reszta, powiększona o grube miliardy z podatków, ładowana jest w ZUS. O tym jakie ma to znaczenie za chwilę…
Bezwzględnie zatem należy całość, lub prawie całość, wpływów prywatyzacyjnych kierować do funduszy emerytalnych! Działanie inne jest po prostu złodziejstwem na masową skalę. A już chwalenie się (sic!), że wpływy te zrównoważą budżet, to po prostu granda. Powtarzam, za takie działanie należy się Trybunał Stanu.
Rostowski powinien zrobić to, na co nie staje mu odwagi. Zmniejszyć deficyt cięciami wydatków. Jest to wyjście jedyne, ale obecny rząd nie jest do tego zdolny. On jest niezdolny do niczego. Najwyżej do grabienia.
Dobrze, teraz obiecane „jakie ma to znaczenie”, oraz to, co tym największym oszustwem jest.
Pewnie tego nie dożyję, ale kiedyś w podręcznikach do historii (jeśli w ogóle będą podręczniki) repartycyjny system emerytalny będzie nazywany największym oszustwem wszechczasów. Wzmocniony dodatkowo jego przymusowością, co jest dość oczywiste, bo dobrowolnie nikt by na to nie poszedł. Chyba że dureń, który wierzy w „argentyńskie” systemy pożyczkowe.
Czymże bowiem taki system jest? Jest zwykłą piramidą finansową. Zapewnia on jako-taką wydajność wyłącznie wtedy, gdy na „zyski” poprzednich wchodzących pracują coraz większe rzesze nowo przyjętych.
Gdybym ja, Ortodoks, zaproponował Państwu – blogerom z Salonu – takie rozwiązanie (ja byłbym oczywiście na szczycie piramidy) zostałby na początek wyśmiany. Chwilę zaś po tym jak nieliczni dali by mi się jednak namówić, do mych drzwi zapukałby jakiś smutny pan z nakazem aresztowania. Bo dla wszystkich, oprócz państwa, jest to nielegalne.
Tylko że z różnych powodów kiedyś strumyczek nowych robionych w bambuko wysycha. I to właśnie obserwujemy na własne oczy. Żyjemy, choć większość wciąż nieświadoma tego faktu, w oczekiwaniu na krach ostateczny.
Rządy mają absolutną świadomość tego zjawiska. Zabezpieczyły się więc na wypadek gdyby ludzie też taką świadomość nabyli. Rządy po prostu nie dają wyjścia. Masz płacić i już.
Na dodatek przepieprzają ostatnie środki mogące jeszcze sytuację odwrócić. Marnują ostatnią szansę na zakończenie historycznego oszustwa.
Po raz trzeci powtarzam. Przed Trybunał Stanu złodziei!


Komentarze
Pokaż komentarze (29)