Ortodoks Ortodoks
57
BLOG

Demokracja w konwulsjach.

Ortodoks Ortodoks Polityka Obserwuj notkę 5

Można deliberować kto wygrał, kto przegrał. Różni kandydaci mieli różne cele, więc ich wyniki należy rozpatrywać z punktu widzenia ich realnych możliwości. Z tego punktu widzenia np. wygrał, choć przegrał Korwin-Mikke, a przegrał, choć też przegrał, Olechowski.
 
Jest jednak coś co zdaje się być faktem niezaprzeczalnym, a jednocześnie nie dość mocno podkreślanym. Owszem mówi się to i owo, ale tylko na marginesie, że „trzeba coś z tym zrobić”, ale na serio nikt tego nie rozważa.
 
Chodzi oczywiście o frekwencję.
Obstawiałem, dość prowokacyjnie, że będzie to 35%. Sugerowały to zresztą sondaże, co jak widać podważa sondaże nie tylko w kwestii kto wygra (tylko tu znów zdziwko – trafili z prognozami?), ale też w kwestii ilu zagłosuje. To naprawdę jest sprawa co najmniej żenująca. Będzie zatem ok. 50-55%.
Żeby było „zabawniej” są tacy, którzy twierdzą, że to dużo!!! A mnie pusty śmiech ogarnia. Dużo???
 
Wszystko to mimo ostrych, w ocenie mediów i samych zainteresowanych, podziałów między dwiema wrogimi sobie siłami.
Wszystko to mimo, podobno, historyczności wyboru. Rzekomo wybór Komorowskiego lub Kaczyńskiego miał (ma?) określić ostatecznie naszą niepodległość i wiele innych spraw fundamentalnych.
Wszystko to mimo, podobno powszechnego, przekonania, że demokracja to wspaniały ustrój. Nic, tylko brać w tym udział.
Wszystko to mimo ogromnych pieniędzy przeznaczanych na propagandę pro-wyborczą. Pieniędzy publicznych, żeby była jasność. Przecież wszystkie te stowarzyszenia robiące akcję w telewizjach nie robią tego za darowizny. Robią to za granty od rządu.
 
Zwłaszcza to ostanie trudno pojąć, tzn. fakt prowadzenia tej propagandy. Rozchodzi się o to, że propagandzistom wcale nie chodzi o przekonanie jakiegoś znawcy polityki, który akurat na wybory się obraził. Chodzi o przekonanie tzw. mas. Ludu po prostu. Sprzątaczek, robotników, urzędników, rolników, handlowców etc. Wszystkich tych, którzy nie tylko mają demokrację gdzieś, bo nie mają czasu, bo im się nie chce, bo coś im wypadło. Przede wszystkim oni po prostu pojęcia bladego o polityce nie mają. To oczywista oczywistość.
Dlaczego do licha ciężkiego zachęcać do głosowania kogoś, kto jest, jeśli nawet nie prostakiem, to przynajmniej człowiekiem prostym. Nie znającym się po prostu na rzeczy. To mniej więcej tak jakby przed operacją przeszczepu serca błagać o radę przygodnego elektryka, który akurat w szpitalnej poczekalni wymienia żarówki.
Komu pomoże to, że taki zachęcony jednak pojawi się on przy urnie?
 
Wyłącznie politykom. Także być może tym, którzy z bycia w okolicach polityki zrobili sobie sposób na życie. Skorzystają na tym wyłącznie ci, którym co prawda dobro kraju jest obojętne, ale za to zależy im na maksymalnej legitymizacji swojego postępowania. Złodziejstwa po prostu.
Politycy, co też ciekawe, robą dobrą minę do złej gry. Teraz to już nawet frekwencja 50% uznawana jest za wysoką. Mówi się o „mobilizacji” i „dużym zainteresowaniu”. Że jak? Panie i Panowie! O czym mowa!?
 
Dlatego też dzisiejsi zwycięzcy kojarzą mi się dość dziwnie. Wyobrażam ich sobie jako zwycięzców w wyborach na bycie kapitanem Titanica. No cóż, wygrali, ale co z tego?
 
Zwycięzcy – ci lub kolejni – zapewne kiedyś zaproponują, abyśmy za nieobecność przy urnie płacili grzywny. Tymczasem winno być odwrotnie! Płacić powinni ci, którzy głosować chcą! Tylko głos kogoś, kto za niego zapłaci, ma jakiekolwiek znaczenie.
 
To nie jest tak, że generalnie demokracja jest dobra, tylko u nas nie działa, bo są wypaczenia. Moi mili, to nie wypaczenia – to skutki. Demokracja po prostu tak ma. Ten ustrój, liczący sobie coś koło stu lat (ani demokracja ateńska, ani np. wczesna-amerykańska nic wspólnego z naszą nie mają) ledwie powstał, to już chwieje się w posadach.
 
Tak jak kiedyś niewielu mogło sobie wyobrazić koniec feudalizmu, tak dziś niewielu sobie wyobraża koniec demokracji. Ale ten koniec jest nieubłagany. Demokracja niechybnie bowiem prowadzi do socjalizmu, co z kolei prowadzi do nędzy i zacofania. Lud co prawda socjalizm kupuje, ale nędzy już niekoniecznie. Nawet jeśli nie kojarzy, że jest ona wynikiem socjalizmu.
 
Jedyne wybory prezydenckie, w których nie głosowałem, to były te z roku 90-tego. Po prostu wtedy nie miałem jeszcze skończonych 18 lat. Jak chłopiec, bo nie mężczyzna przecież, nienawidziłem komuny jak większość Polaków. Rzecz jasna bardziej „genetycznie” niż w wyniku przemyśleń. Ale już w 1990 podczas studia wyborczego zobaczyłem przebitkę z ulicznej sondy. Redaktor zapytał dwie urocze blondynki na kogo głosowały. One odpowiedziały, że na Cimoszewicza, bo on jest najprzystojniejszy.
 
Wtedy do mojej chłopięcej głowy dotarł pierwszy sygnał, że jak tak to ma wyglądać, to cała ta demokracja w rzeczywistości niewiele się od komuny będzie różnić. No, może sama demokracja różnić się będzie, ale skoro rządzić będą ludzie wybrani przez ignorantów, to skutki mogą być niewiele inne.
 
Jedynym problemem jest to, co po demokracji powstanie. To nie jest problem na dziś. Te wybory nie oznaczają końca demokracji. One są po prostu kolejnym kroczkiem na tej nieuniknionej drodze. Niemniej jej nieuniknioność jest pewna.

 

Ortodoks
O mnie Ortodoks

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka