Ortodoks Ortodoks
118
BLOG

Niemcy – Argentyna. Przedwczesny finał?

Ortodoks Ortodoks Polityka Obserwuj notkę 55

Będzie się działo. Oj będzie. Taki mecz równie dobrze mógłby zdarzyć się w finale i nikogo by to nie zdziwiło.
 
Obie drużyny w 1/8 mocno skorzystały na sędziowskich błędach. Fakt. Ale obie zapewne i tak by sobie poradziły z rywalami.
Nie sposób przewidzieć wyniku starcia obu potęg. Choćby dlatego, że nie można wykluczyć kolejnych baboli arbitrów. Nie sposób też przewidzieć pojedynczych, nieprzewidywalnych zdarzeń.
 
Ale można spróbować ocenić oba zespoły.
 
Argentyńczycy są w pojedynkę lepsi. Dysponują potężnym atakiem. Duet Podolski-Klose nie jest wart nawet połowy tego, co jedna tylko noga Messiego. Rzecz w tym, że to niekoniecznie dobrze.
 
Niemcy nie mają żadnej mega-gwiazdy. Jedyny piłkarz aspirujący do takiego statusu na mundial nie pojechał. Niemcy mają zespół, lecz bez indywidualności. To też niekoniecznie dobrze.
 
Indywidualności jakimi dysponuje Argentyna powodują, że gdy mecz układa się po ich myśli, to potrafią oni przeciwnika stłamsić i upokorzyć. Może zdarzyć się też tak, że jeden błysk geniuszu może wynik przechylić na korzyść Argentyny. Słabość tkwi jednak w tym, że to stłamszenie ogłuszonego trafieniem rywala może w ogóle nie nastąpić. Efekciarstwo może uniemożliwić dobicie rannego, który może się podnieść i znienacka odrobić straty. Ponadto zbiorowiska gwiazd nie zawsze sobie radzą, gdy mecz zaczyna się toczyć niezgodnie z oczekiwaniami. Wtedy indywidualności mogą zespół zabić. Wczorajsza porażka Brazylii jest tego dobrym przykładem. Ponadto Diego Maradona nie wygląda na człowieka, który rzeczywiście nadaje ducha swojemu zespołowi. On raczej nie przeszkadza i liczy na to, że wszystko jakoś się ułoży. Ale gdy pójdzie źle, to czy nie doprowadzi on do katastrofy? Dobrze, że federacja obstawiła go licznymi doradcami, bo mogłoby być krucho z Argentyną.
 
U Niemców jest odwrotnie. To nie jest zespół, który potrafi strzelić bramkę dzięki genialnej, indywidualnej akcji. Trudo się też po nich spodziewać zmasowanych i efektownych ataków ośmieszających rywala. Tylko że Niemcy są bardziej odporni na niepowodzenia i stres. Ponadto u żadnego z nich nad możliwością dobicia przeciwnika nie przeważy chęć wykonania sztuczki technicznej. Niemieccy piłkarze są „mniej warci”, bo nie zapewniają takich korzyści marketingowych jak np. Argentyńczycy, czy Brazylijczycy. Ale słabi nie są. Szczególnie w kupie. Szczególnie w tych mistrzostwach grają po prostu znakomicie i jakby nie po swojemu.
 
Argentyna ani razu nie na tym mistrzostwach nie stała pod ścianą. Niemcy zaś potrafili z pełnym spokojem odnieść pewne zwycięstwo nad Ghaną, mimo pełnej świadomości, że porażka odsyła ich do domów. To był jedyny „klasycznie niemiecki” mecz Niemców w RPA. Ścierpieli wszelkie nieszczęścia, które na nich spadły w meczu z Serbią i zrobili swoje. Zmasakrowali też Anglię co jest wyczynem niełatwym.
Argentyna? Ciekawi mnie, czy cała ta misternie stworzona konstelacja gwiazd poradzi sobie w trudnych chwilach. Oczywiście o ile one nastąpią. Co prawda w eliminacjach do MŚ Argentyna musiała walczyć do końca i nie zawiodła, ale jednak nie grali wtedy z Niemcami. I to z Niemcami w takiej formie. Do tej pory Argentyna nie pokazała wielkiego futbolu, a Messi nie potrafi przebić swojego mistrza. Mistrza, który wciąż w Messiego wierzy. Ale jeszcze jeden taki mundial Messiego i zacznie się o nim mówić jako o wybitnym piłkarzu ligowym, ale nieskutecznym w reprezentacji krajowej.
 
Jeśli Argentyna trafi pierwsza, to… mecz się nie skończy. Jeśli pierwsi zapunktują Niemcy, to…
…i właśnie to jest zagadka.
 
Będzie co oglądać. Byle by tylko sędziowie nie zawalili.

 

Ortodoks
O mnie Ortodoks

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (55)

Inne tematy w dziale Polityka