Ortodoks Ortodoks
1638
BLOG

Wykład o długu publicznym. Całkiem za darmo!

Ortodoks Ortodoks Polityka Obserwuj notkę 7

O dziwo ostatnio jakby mniej tekstów o krzyżu - vel Krzyżu - oraz Smoleńsku – vel Drugim Katyniu. Nawet mimo usilnych prób dalszego lansowania tematu tu i ówdzie. Np. jedna z telewizorni próbowała zrobić newsa na zasadzie „dziś na Krakowskim Przedmieściu nie działo się nic – co państwo (to pytanie do gości) na to?” A dziś, co prawda w towarzystwie niezmordowanego pana P., na SG dwa teksty o długu publicznym. Ha! To i ja dorzucę swój kolejny, bo warto. Czytam bowiem komentarze pod owymi tekstami i mam 100% pewności, że komentatorzy nie zawsze wiedzą co to jest „dług publiczny”. Piszą o nim czasami jak starożytny egipski chłop o zaćmieniu słońca. Niby kiedyś to widział ale to taka totalna abstrakcja, że nie bardzo wiadomo z czym to zjeść. Ja zatem z uporem maniaka będę tłumaczył skąd dług publiczny się bierze i czym w praktyce jest. Robiłem to już wcześniej ale co tam; takiego tłumaczenia nigdy za mało.
 
Otóż jak już wspominałem niegdyś „dług publiczny” nie jest długiem zagranicznym (nie przede wszystkim w każdym razie). To nie jest tak, że „Polska wisi Niemcom X Euro”. Dług publiczny to dług Polaków względem Polaków. To po pierwsze.
 
Po drugie: „dług publiczny” w ogóle nie jest długiem w znaczeniu takim, jakie się nasuwa na myśl jako pierwsze. Nie jest bowiem tak, że Kowalski wisi Nowakowi 100 zł, i jak ten Kowalski będzie już miał te 100 zł, to je Nowakowi odda. To nie tak. Dług publiczny moi drodzy to wyrażone w kwocie ZOBOWIĄZANIE. Wyrażone w kwocie nieistniejącej – to bardzo ważne zastrzeżenie w tym kontekście.
 
Po trzecie: skoro jest to zobowiązanie, a nie dług w rozumieniu „pożyczonej kwoty X”, to jesteśmy już prawie w domu. Dlatego że zobowiązanie to innymi słowy… zobligowanie. Obligacja rzec by można. I właśnie jesteśmy w domu.
 
Obligacja. Jak to wygląda w praktyce? Ano tak, że posłużę się łopatologią, jak to mam czasem w zwyczaju.
1.Jest obywatel Kowalski i jest Państwo. Kowalski ma 100 zł.
2.Państwo mówi Kowalskiemu, że za 20 zł zapewni mu: drogę, szpital, szkołę dla dziecka itd. Kowalski mówi, że ok.
3.Państwo mówi dalej: „za kolejne 20 zł mogę Ci zapewnić fajną emeryturę”. Kowalski mówi, że kolejnych 20 zł nie odda, bo to za dużo.
4.Państwo na to: „to nie dawaj – pożycz”. Konkretnie: „kup obligacje za 20 zł, a Państwo za np. 20 lat odkupi je od Ciebie za 20 zł, ale co rok wypłaci Ci 1 zł odsetek, żebyś nie był stratny”. No i da emeryturę rzecz jasna, bo Państwo cudownie te 20 zł pomnoży. Kowalski myśli, że to w sumie fajny biznes. Daje państwu 20 zł, a Państwo da mu z tego kiedyś emeryturę. Państwo oprócz tego odda mu te 20 zł. A jeszcze co rok 1 zł Odsetek! Super!
 
 
Kowalski jest jednak idiotą, bo zapomniał, że i te odsetki co rok, i te 20 zł co to Państwo ma mu je oddać, i ta emerytura, będą pochodzić z pieniędzy… Kowalskiego. Nie krasnoludków przecież. Pożyczył państwu, czyli SAM SOBIE. Sam sobie jest winien 20 zł plus odsetki. Przez 20 lat sam sobie oddawał w odsetkach po złociszu (czyli oddał sobie 20 zł), a na koniec oczekuje zwrotu kapitału (czyli kolejnych 20zł)! I jeszcze emerytury!
Sam sobie wykreował wizję, że sam sobie odda za 20 lat kasę na emeryturę! Kiedy za 20 lat okaże się, że to bez sensu, to Kowalski powie: „zaraz, zaraz – a moje dwie dychy?” Najpewniej powie swojemu dziecku, żeby oddało.
 
To jest, moi drodzy, ów mityczny dług publiczny.
Dlatego, moi drodzy, całkiem logiczne jest coś, co wydaje się na zdrowy rozum bez sensu. To znaczy to, że wszyscy są dłużnikami (wszyscy mają „dług publiczny”), a nikt nie jest wierzycielem. Bo przecież dług publiczny mają wszystkie państwa.
Problem w tym, że dług jest oczywiście fikcyjny, ale zobowiązania całkiem realne. To znaczy wszyscy oczekują, że obiecane gruszki z wierzby spadną. To znaczy znajdą się te dodatkowe dwie dychy co to je Kowalski pożyczył Państwu, czyli sobie.
Niestety gruszki nie spadną, bo nie urosły. Pieniądze bowiem, wbrew potocznej opinii, nie biorą się z drukarni, lecz z pracy.
 
No dobra, jeszcze jedno zdanie. Kowalski nie jest idiotą, tylko po prostu myśli życzeniowo. Kombinuje, że jemu to Państwo odda z pieniędzy Nowaka. Rzecz w tym, że Nowak myśli, że z pieniędzy Kowalskiego. To tak, jakby wszyscy liczyli, że kosztem innych graczy trafią 6-tkę w totka. Problem w tym, że jak już wszyscy trafią, to cała ta 6-tka jest g…. warta. Prawda?
 
No i teraz jest tak, że każdy oczekuje, że Państwo mu da. Bo przecież obiecało. A komu ufać jak nie Państwu?

 

Ortodoks
O mnie Ortodoks

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka