25
BLOG
Spotkanie przyjaciół
Wczorajsza debata Kaczyński-Kwaśniewski była w istocie spotkaniem dwóch podobnych do siebie pod wieloma względami polityków. Chyba dlatego było to wydarzenie raczej nużące. Kwaśniewskiego z Kaczyńskim łączy nie tylko wspólna wizja roli państwa w gospodarce, ale również skrajny pragmatyzm jako metoda osiągania politycznych celów. Różnice rysują się wyłącznie na bardzo powierzchownym poziomie – na pierwszy rzut oka widać było, że budowana jest nieco na siłę. Kwaśniewskiego z Kaczyńskim łączy wiele. Oto kilka punktów wspólnych. 1. Świadomość polityczna obu panów kształtowana była w PRL-u. Zarówno Kwaśniewski, jak i Kaczyński przejawiają głęboką tęsknotę na państwowym monopolem światopoglądowym. W przypadku tego pierwszego patronem takiego monolitu jest Adam Michnik, w przypadku drugiego – Władysław Gomułka. Postawa Kwaśniewskiego jest pluralistyczna z pozoru, tak samo, jak pluralistyczna z pozoru jest Gazeta Wyborcza. Kaczyński odwołuje się do monopartyjnych tęsknot starszego elektoratu, który – choć być może i prawicowy – cenił sobie stabilność i przewidywalność peerelowskiej rzeczywistości. 2. Obaj dyskutanci są geniuszami pragmatyzmu politycznego, a cała ideowo-światopoglądowa otoczka jest tylko skuteczną zasłoną dymną. Obaj poszliby na pakt z diabłem, byle tylko zdobyć i utrzymać władzę. Co więcej, Kaczyński i Kwaśniewski są w tej chwili jedynymi politykami w Polsce, posiadającymi tak wielkie zdolności w tej dziedzinie. Platforma Obywatelska, uważana powszechnie za partię technokratów, w rzeczywistości umiejętność odsunięcia na margines idei w imię bezwzględnej walki o władzę posiadła w nieznacznym stopniu. Stąd dwie spektakularne porażki wyborcze PO w przeszłości i bardzo prawdopodobna porażka w październikowych wyborach parlamentarnych. 3. Zarówno Kaczyński, jak i Kwaśniewski nie różnią się w sprawach gospodarki. Sprawy obyczajowe, które mogłyby stanowić zarzewie konfliktu, również w rzeczywistości nie stanowią przedmiotu sporu. Obaj są reprezentantami w rzeczywistości bardzo umiarkowanej linii światopoglądowej, zaś wszelkie odchyły – czy to w lewo Kwaśniewskiego, czy też w prawo – Kaczyńskiego – są bardziej ukłonami w stronę skrajnych elektoratów niż wyrazami rzeczywistych poglądów obu panów. 4. I w końcu, last but not least, Kaczyńskiego z Kwaśniewskim łączy to, co było powodem zgody na debatę – nienawiść i lęk przed Platformą Obywatelską. Tylko zdecydowany triumf jednego z dyskutantów mógł wzmocnić Tuska, który wówczas mógłby wyzwać zwycięzcę na "decydującą" debatę. Trudno się dziwić, że pojedynek zakończył się patem – takie były najprawdopodobniej ustalenia sztabowców. To wszystko umożliwia udzielenie prostej odpowiedzi, dlaczego wczorajsza debata była tak nużąca. Był to po prostu pojedynek retorów, dość sprawnych, trzeba przyznać, ale w gruncie rzeczy bardzo do siebie podobnych.



Komentarze
Pokaż komentarze