Radek Oryszczyszyn Radek Oryszczyszyn
88
BLOG

Senatorzy z Podlasia, czyli argumenty przeciwko ordynacji większ

Radek Oryszczyszyn Radek Oryszczyszyn Polityka Obserwuj notkę 0

Jak powszechnie wiadomo, wybory do Senatu RP odbywają się według ordynacji większościowej. Na każde województwo przypada określona ilość mandatów, które przyznawane są tym kandydatom, którzy zdobyli w wyborach największą ilość głosów. W wyborach na Podlasiu, w poprzednich wyborach trzeba było przekonać do siebie ponad 70 tysięcy osób, aby zdobyć mandat.

Ordynacja większościowa zdobywa w Polsce coraz więcej zwolenników. Poza prostotą, o wiele częściej jej zwolennicy podkreślają, iż dzięki wyborom większościowym "głosujemy na ludzi, a nie na partie" i, oczywiście, tudno się z tym nie zgodzić. Tyle że zastanówmy się na chłodno, czy rzeczywiście lepiej jest głosować "na ludzi", a nie "na partie".

Wyniki sondaży przedwyborczych na Podlasiu wskazują, że w wyborach do Senatu największe szanse na zwycięstwo mają: Włodzimierz Cimoszewicz (niezależny) oraz dwóch kandydatów z Pis-u: Jan Dobrzyński oraz Jan Szafraniec (niedawno jeszcze w LPR). Ten pierwszy jeszcze dwa lata temu zdradził lewicowy elektorat efektowną rejteradą z wyścigu o fotel prezydencki – jak widać szybko mu ten grzech wybaczono. Dzisiaj skłonna jest na niego głosować cała mniejszość białoruska, Ukraińcy, prawosławni i oczywiście twardy popezetpeerowski elektorat lewicowy. Zaś motywy, dla których popiera się teraz Cimoszewicza nie mogą być merytoryczne, działa tutaj magia nazwiska, mechanizm człowieka "tutejszego", który zrobił karierę w wielkim świecie. Cimoszewicz roztacza na Podlasiu pewien magiczny wpływ nawet kiedy miesiącami nie wyciąga nosa z podmonieckiej Kalinówki.

Kiedy zaś puszczański niedźwiedź już się przebudził, udzielił obszernego wywiadu lokalnemu wydaniu GW, w którym popisał się czymś rzadko spotykanym: w dobrych kilku tysiącach znaków, jakie miał do dyspozycji, nie zdradził ani jednego konkretu, ani jednego punktu swojego programu. Szerokimi łukami omijał tematy kontrowersyjne, w czym nie przeszkadzali mu prowadzący rozmowę dziennikarze. Tak więc człowiek bez programu i bez wizji politycznej, dzięki zaletom i zdolnościom innego rodzaju, jest pewniakiem w wyściugu o senatorskie mandaty w województwie podlaskim.

Przypadek Dobrzyńskiego, depczącego po piętach Cimoszewiczowi, pokazuje, że część elektoratu zwraca jednak uwagę na afiliacje partyjne i oddaje swój głos na najbardziej "kojarzonego" polityka danej partii. Jak bowiem wytłumaczyć tak wysokie poparcie dla polityka, który jeszcze niedawno był wojewodą podlaskim i został po krótkim urzędowaniu zdymisjonowany w niejasnych okolicznościach? Znowu górę biorą proste skojarzenia, podejmowanie decyzji na bazie bardzo powierzchownych analiz. A jeśli wyważona analiza – to podyktowana dobrem partii, a nie sympatią do człowieka.

Wreszcie trzeci faworyt – Jan Szafraniec. Jeszcze niedawno w Lidze, nawet tam uważany za betonowego katolonarodowca, dzisiaj w PiSie. Jego kandydatura to ukłon w stronę elektoratu LPR-u, świetna zagrywka PiS-u, dająca mu szanse na dwa miejsca w Senacie. Szafraniec to drugi po Cimoszewiczu kandydat jeśli chodzi o doświadczenie parlamentarne. Znowu więc mamy swoisty "konkurs piękności" – głosuję na tego, kogo znam, kto pokazuje się w telewizji, którego nazwisko gdzieś kojarzę, a to, że ten ktoś uciekł z tonącego statku pozostawiając dawnych towarzyszy na pastwę pozaparlamentarnych głębin, to już mniej istotne.

Wydaje się, że jedyną osobą, która będzie zdolna pomieszać szyki kandydatom PiS-u jest Halina Święczkowska, startująca z poparciem Platformy Obywatelskiej. Jednak jej postać niezbyt dobrze wpisuje się w logikę tej kampanii. Święczkowska jest rozpoznawalna i lubiana, ale prawie wyłącznie w środowiskach akademickich, a to nie wystarczy, aby zebrać kilkadziesiąt tysięcy głosów. Kampania tak naprawdę zbliża się już do końca i obawiam się, że Halinie Święczkowskiej będzie niezwykle trudno zdobyć status "postaci" podlaskiego światka politycznego.

Nie zmienia to faktu, że serdecznie jej tego życzę. Głównie dlatego, że gdyby poprowadziła kampanię w rozsądny, ale i spektakularny sposób, mogłaby powalczyć o elektorat centrowy, który choć na Podlasiu nie jest zbyt mocny, to wciąż jest traktowany nieco po macoszemu. W wyborach do Senatu zagospodarował go jak do tej pory Włodzimierz Cimoszewicz, bardziej z braku alternatywy niż prawdziwej miłości. Święczkowska ma nad Cimoszewiczem tę symboliczną przewagę, że na Wydziale Prawa, gdzie oboje pracują, ona jest profesorem, a on – doktorem, jednak aby stać się prawdziwym konkurentem musi ona zdobyć to, co w wyborach do Senatu jest kluczowe – masową popularność. Jeśli jej się to uda, szykuje nam się bardzo ciekawy finisz – walka o centrum między Święczkowską a Cimoszewiczem grozi utratą jednego mandatu przez PiS. I musi to być walka bezpardonowa, bo innej w tych realizach prowadzić nie ma sensu.

W polskiej rzeczywistości politycznej wybory większościowe mogą przerodzić się w jarmark trybunów ludowych, gdzie większe znaczenie będzie miało to, jakiego koloru koszulę ma kandydat, niż to, w co wierzy i co mówi. Szczególnie wyraźnie widać to obecnie na Podlasiu. Kampania jest krótka, a kandydaci nie posiadają żadnego pomysłu na siebie. Być może znajdzie się koń trojański, który przewietrzy tę z lekka stęchłą atmosferę?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka