Radek Oryszczyszyn Radek Oryszczyszyn
42
BLOG

Zwycięstwo Tuska, lecz czy przegrał Kaczyński?

Radek Oryszczyszyn Radek Oryszczyszyn Polityka Obserwuj notkę 3

Wśród komentarzy dominują głosy, że wczorajsza debata Kaczyński-Tusk zakończyła się zwycięstwem Donalda Tuska i spektakularną porażką Kaczyńskiego. Rzeczywiście, patrząc na to, co się stało nie sposób pozbyć się wrażenia, że to Tusk dominował. Udawało mu się praktycznie wszystko, począwszy od chytrego otwarcia w postaci pytania o wzrost cen chleba, które nawiasem mówiąc nie było chwytem do końca fair, choć Kaczyński powinien być przygotowany na takie zagrania. Następnie Tusk sprytnie podchwycił przejście na "ty" przez Kaczyńskiego i wykorzystał to na własną korzyść: dzięki temu nie musiał tytułować Kaczyńskiego premierze i tym samym zniósł piedestał, wyrównując poziom dyskusji.

Jedynie w części prowadzonej przez Monikę Olejnik Kaczyński "jako tako" się trzymał, ale chyba bardziej dzięki nieudolności prowadzącej, niż swojej błyskotliwości. Kaczyński wyraźnie zlekceważył rywala, potraktowawszy najprawdopodobniej hasła swoich sztabowców o "nijakości" Tuska jako "oczywistą oczywistość", nie zaś propagandowy chwyt pisowskich spin-doctorów.

Na konferencji prasowej, która odbyła się niedługo po zakończeniu debaty, Kaczyński podarował dodatkowy punkt Tuskowi, przyznając się do posiadania "takiego małego pistoleciku" we wczesnych latach dziewięćdziesiątych. W ten sposób nie do końca trafione wspomnienie Tuska o groźbach pod jego adresem ze strony Kaczyńskiego znowu okazało się bronią w rękach tego pierwszego.

Co wczorajsza debata może zmienić na tydzień przed wyborami? Niewątpliwie podniesie się prestiż Tuska, który - wbrew staraniom sztabowców LiDu i PiS-u - zajmie miejsce najważniejszej obok Kaczyńskiego postaci tej kampanii. Miejsce, dodajmy, odebrane mu wbrew wszelkim sondażom i obiektywnej rzeczywistości. Pomoże mu w tym dodatkowo wycofywanie się skompromitowanego Kwaśniewskiego z kampanii LiD-u. W tym sensie sytuacja wraca do normalności.

Nie wierzę natomiast, że usilne próby Tuska odwoływania się do "zwykłych ludzi", "wszystkich Polaków" przyniosą jakiś spektakularny efekt. Platforma może po tej debacie odebrać kilka punktów LiD-owi oraz elektoratowi niezdecydowanemu, ale walka o odebranie wyborców PiS-owi jest z góry skazana na porażkę.

Dlatego właśnie uważam, że gra w tej debacie była - posługując się nomenklaturą teorii gier - rozgrywką o sumie niezerowej. Zwycięstwo Tuska wcale nie oznacza porażki Kaczyńskiego w tym sensie, że ten ostatni najprawdopodobniej niewiele straci. Elektorat PiS-u, oscylujący wokół 30%, został już dostatecznie silnie zmobilizowany i wdrukowany w Kaczyńskiego teorię układu, walki z korupcją itd, itp., aby pod wpływem pewnego spadku formy swojego lidera, przenieść swoje głosy na PO. Sytuacja na scenie politycznej jest w tej chwili taka, że elektoraty PO i LiD są o wiele bardziej "mobilne" i potencjalnie mogą "przepływać" pomiędzy Tuskiem a Olejniczakiem. Elektorat PiS ma w tej chwili wybór: głos na PiS albo nieuczestniczenie w wyborach, a takich ludzi łatwiej jest przekonać do siebie.

Jarosław Kaczyński, pomimo wczorajszej medialnej porażki, wcale nie przegrał, bo przegrać mu było zdecydowanie trudniej. Tusk zwyciężył, ale bardziej z samym sobą, a nie ze swoim politycznym rywalem. 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka