Przejechałem ostatnio prawie całą "dziewiętnastkę", wracając z Bieszczad do Białegostoku, przy okazji obserwując, jaki stan zaawansowania cywilizacyjnego prezentuje polska "ściana wschodnia". Wnioski, jakie wyciągnąłem z tej podróży, nie są optymistyczne dla województwa podlaskiego.
Okazuje się, że Polska B w ciągu ostatnich kilku lat gwałtownie się skurczyła. To optymistyczna konstatacja. Dużo smutniej się robi, kiedy uświadomimy sobie, że coraz wyraźniej widać, iż ta "zacofana" Polska skurczyła się do obszaru województwa podlaskiego.
Podróżując po Polsce, również po takich miejscach jak Krosno, Sanok, Rzeszów czy Lublin, nasz kraj przypomina jeden wielki plac budowy. Nawet długotrwałe stanie w korkach przestaje być denerwujące, jeśli wiemy, że właśnie budowana jest nowa, dobra droga. Przejeżdżając przez południowo-wschodnią Polskę widać ogromny skok cywilizacyjny, jaki ostatnio zrobił ten region: coraz lepsze drogi, supermarkety, zakłady przemysłowe, powstają tam jak grzyby po deszczu.
Podróż dziewiętnastką z południa na północ jest bardzo pouczająca. Zachęcam do sprawdzenia tego własnej skórze, jeśli ktoś nie wierzy w moje słowa. Praktycznie cały odcinek od Rzeszowa, przez Lublin aż do granic naszego województwa wylany jest porządnym, miejscami czteropasmowym asfaltem. Męki zaczynają się dokładnie na granicy województw - między Międzyrzeczem Podlaskim (paradoksalnie województwo mazowieckie - sic!) a Łosicami (podlaskie). Droga się zwęża, pojawiają się dziury, słowem - robi się niemiło. I tak aż do Białegostoku (a droga do Sokółki, gdzie kończy się "dziewiętnastka, też pozostawia wiele do życzenia). To smutne doświadczenie, szczególnie dla mieszkańca Białegostoku.
Przypomniałem sobie o tej podróży, kiedy przeczytałem, że w Regionalnym Programie Operacyjnym województwo podlaskie otrzymało 638 mln euro, mniej niż choćby województwo warmińsko-mazurskie. Nie sposób winić za ten stan rzeczy zarządu województwa - krytyka Roberta Tyszkiewicza z PO jest całkowicie nieuzasadniona i dowodzi, że nawet politycy Platformy uciekają się do niezbyt przyzwoitych chwytów przedwyborczych. Pieniądze w RPO są przyznawane głównie ze względu na ilość mieszkańców województwa, a tych jest - w porównaniu z warmińsko-mazurskim - mniej. Pozostaje tylko pytanie, czy z powodu mniejszej populacji mamy być skazani na gorsze drogi? Wydaje się, że potrzebny jest regionalny lobbing "ponad podziałami", bo poza dobrymi chęciami - które już chyba w województwie się pojawiły - potrzebne są pieniądze, aby wyciągnąć Podlasie z cywilizacyjnej zapaści.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)