Polska lewica ma cztery twarze. Każda z twarzy uważa, że jest prawdziwa i każda stara się "znieść" pozostałe. Każda ma swoje bruzdy i zniekształcenia. Każda używa innego makijażu, aby te ułomności ukryć. I każda w końcu kapituluje.
Pierwsza twarz polskiej lewicy to postkomuniści. Wymieniam ich jako pierwszych tylko dlatego, że są w tej chwili na polskiej scenie najsilniejsi. To Aleksander Kwaśniewski, Jerzy Szmajdziński, ale również próbujący przejąć ten elektorat Wojciech Olejniczak i Grzegorz Napieralski. Jej siła oparta jest na dwóch bardzo odległych od siebie filarach: poparciu elektoratu tęskniącego za peerelowską przeszłością oraz wsparciu finansowym establiszmentu pookrągłostołowego. Stąd podwójne oblicze postkomunistów: z jednej strony socjalizm na sztandarach, z drugiej zaś liberalna ekonomia w praktyce. Trzeba w końcu zadowolić i starców z legitymacjami PZPR w szufladach, i wielkich oligarchów z wypchanymi portfelami. Postkomuniści uważają się za jedyną poważną siłę na polskiej lewicy. Mają przy tym wsparcie sporej części intelektualistów i środowisk opiniotwórczych - przede wszystkim Gazety Wyborczej i Przeglądu. Zachowawczy w sprawach obyczajowych, są skazani na sojusz z liberałami z Partii Demokratycznej i Platformy Obywatelskiej, jeśli mają zamiar rządzić. A rządzenie jest ich głównym celem. Ich "żelazny" elektorat z roku na rok wymiera, w związku z czym próbują - niezbyt skutecznie - ubierać się w przebrania "nowoczesnej europejskiej socjaldemokracji". Niestety, wiatr od wschodu podwiewa ten kostium i ujawnia prawdziwe, postkomunistyczne, skropione wódką wyborową, oblicze.
Drugą twarzą polskiej lewicy jest lewica populistyczna, skupiona w tej chwili wokół partii Andrzeja Leppera. Tylko na pierwszy rzut oka zebrane w Samoobronie towarzystwo nie stanowi jedności. Lewica populistyczna cechuje się daleko posuniętym cynizmem politycznym, co zbliża ją do postkomunistów. Szermuje hasłami socjalnymi, nie przejmując się za bardzo obiektywnymi ograniczeniami ekonomicznymi. Problem tego środowiska stanowi brak poparcia zarówno intelektualistów, jak i środowisk biznesowych. Lewica populistyczna usilnie walczy o poparcie nie tylko "sierot po PRL-u", ale również środowisk katolicko-niepodległościowych. Bliżej jest jej do socjalizmu w stylu południowoamerykańskim, niż technokratycznej socjaldemokracji w stylu Tonego Blaira. Czołowe postacie tego nurtu to Andrzej Lepper, Piotr Ikonowicz, Zygmunt Wrzodak, Leszek Miller. Ten ostatni jest przypadkiem nietypowym, bowiem w celach populistycznych używa retoryki neoliberalnej, czym ma zamiar przyciągnąć zwolenników w typowo robotniczej Łodzi. To bardzo ciekawa strategia, ale nieprzewidywalność jest jedną z istotnych cech tej formacji. Lewica populistyczna uważa się za jedyną lewicową siłę w Polsce. Z powodu braku wsparcia finansowego, nie dysponuje dostępem do środków masowego przekazu.
Trzecią twarzą polskiej lewicy jest lewica kawiarniano-uniwersytecka. Z różnym skutkiem próbuje przenieść lewicowość w stylu francuskim na grunt polski. Nie posiada reprezentacji partyjnej, a swoją lewicowość traktuje bardziej jako towarzyski lans niż praktykę polityczną . Z natury swojej krytyczna, twierdzi, że w Polsce nie ma "prawdziwej lewicy:. Najczęściej czyni to głosem Sławomira Sierakowskiego i jego "Krytyki Politycznej". Skupiona na uniwersytetach i w kawiarniach, woli czytanie książek i pisanie krytycznych artykułów niż praktykę, i tym samym robi nieco na przekór aktywistycznym zaleceniom Marksa. A propos Marksa, lewica kawiarniano-uniwersytecka próbuje go z uporem maniaka wskrzesić, co nie zawsze się jej udaje. Czyta natomiast namiętnie słoweńskiego filozofa Sławoja Żiżka, który z kolei próbuje ożywić myśl leninowską. Niestety, z tych całonocnych dyskusji i opasłych tomów Krytyki Politycznej żadnej rewolucji jak na razie nie było... Środowisko Krytyki Politycznej od czasu do czasu wchodzi w tajne alianse, najczęściej z młodszą częścią lewicy postkomunistycznej, ale uniwersyteckie niezdecydowanie widocznie nie pozwala na zawarcie stałego paktu i rozpoczęcie socjalistycznej reformy. Pozostają więc zadymione kawiarnie i rozmowy do rana...
Czwartą twarzą polskiej lewicy jest młodzieżowa lewica anarchistyczno-antyglobalistyczna. Zdecydowanie najmniej znacząca - w dużym stopniu na własne życzenie, bo odrzucająca wszelką politykę partyjną jako zdradę ideałów lewicowości. Jej patronem jest nieśmiertelny Che Guevara. Działalność polityczna tej grupy polega na happeningach, demonstracjach w obronie mniejszości seksualnych, szkodzeniu wielkim korporacjom i bitwach z policją. Nie dysponuje żadnymi znaczącymi środkami finansowymi i jest traktowana przez resztę pobłażliwie. Nie powołuje się na konstruktywne koncepcje ekonomiczne i raczej rzadko wypowiada się w sprawach polskiej gospodarki. Bardzo często mówi o ochronie środowiska i chętnie zajmuje stanowisko w sprawach obyczajowych. Przedstawiciele tego środowiska "umierają politycznie" jeszcze w trakcie lub niedługo po skończeniu studiów, najczęściej zajmując dobrze płatne stanowiska w korporacjach, w których wcześniej wybijali szyby.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)