Opublikowane dziś przez wszystkie dzienniki sondaże przedwyborcze nie pozostawiają złudzeń: możliwości mobilizacji elektoratu przez PiS już się wyczerpały, natomiast Platforma notuje niespotykany wcześniej wzrost poparcia. Dotychczas wydawało się, że partia liberalna w Polsce nie jest w stanie przekroczyć magicznego progu 25%.
Debata Tusk-Kaczyński zmieniła wszystko. Platforma wygrała tyle, ile była w stanie wygrać, zaś PiS - dzięki umiejętnej strategii "zamrażania" swojego elektoratu - nie stracił zbyt wiele. Wzrost poparcia dla PO wynika z przejścia części popierających LiD na stronę Platformy. To lewica jest największym przegranym ostatnich dni.
Dlatego dzisiejsza debata to "gra o wszystko" Kwaśniewskiego i jego zwolenników. Dla Platformy to również walka niezwykle istotna, obrona wydartych LiD-owi w poprzednim tygodniu punktów poparcia.
Kwaśniewski jest w defensywie, więc na pierwszy rzut oka wydaje się wygodnym "chłopcem do bicia". Mam wrażenie, że dzisiaj Tusk przypieczętuje prowadzenie swojej partii w sondażach. Trudno sobie wyobrazić, gdzie sztabowcy LiD-u mogliby uderzyć, sprowadzając przeciwnika na kolana.
Oczywiście prowadzenie w sondażach PO powoduje, że to Donald Tusk staje się głównym rozgrywającym w tej kampanii. Kwaśniewski zapewne będzie mówił dużo o koalicji POPiS po wyborach, próbował rzucić PiS w ramiona Platformy. Tusk będzie pewnie mówił o rządzeniu samodzielnie, w koalicji z PSL-em. Nawiasem mówiąc, w tej chwili wzmacnianie PSL-u przez PO powinno być dla Tuska priorytetem, bo ludowcy mogą wzmocnić przyszłą koalicję głosami osób, które na liberałów nigdy w życiu nie zagłosują, a na PSL - owszem. Jest to być może sposób na odebranie również LiD-owi dwóch-trzech procent poparcia. Prawdopodobne, że w ten sposób zagra dzisiaj Donald Tusk.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)