Radek Oryszczyszyn Radek Oryszczyszyn
77
BLOG

Parlamentarzyści z Podlasia

Radek Oryszczyszyn Radek Oryszczyszyn Polityka Obserwuj notkę 1

Zacznę od tego, co mnie zaskoczyło. Nie byłem zdziwiony wynikiem wyborów (ani w Polsce, ani na Podlasiu), zaskoczyła mnie natomiast skala zwycięstwa Platformy. Podobnie było z frekwencją - spodziewałem się, że będzie wyższa, ale nie, że aż taka wielka.

Udało mi się natomiast dosyć precyzyjnie przewidzieć ilość mandatów dla poszczególnych ugrupowań. Stawiałem na 8 mandatów dla PiS, 5 dla Platformy i po jednym dla LiD-u i PSL-u. Prawie się sprawdziło.

Prawo i Sprawiedliwość zdobyło ostatecznie 7 z 15 miejsc w sejmie (38,81% poparcia). Oczywiście bez żadnych problemów weszli Putra i Jurgiel. Spektakularność ich zwycięstw jest w niektórych kręgach prawdziwym fenomenem. Putra wygrywa nazwiskiem i legendarnym wąsem, zaś Jurgiel, nie przemęczając się zanadto, zrobił kampanię "człowieka tutejszego", polityka znanego w kraju, a jednocześnie "chłopaka z sąsiedztwa". Okazuje się, że wystarczy dokładnie oplakatować kilka kwartałów ulic wokół swojego miejsca zamieszkania, aby dostać się do sejmu. Kolejny poseł PiS, Jarosław Zieliński to człowiek z Suwałk, który był jedynym poważnym kandydatem PiS z tego regionu i choćby dzięki temu mógł być spokojny o mandat. Mandat otrzymał też Mariusz Kamiński, reprezentant Pisowskiej młodzieży, Lech Kołakowski z Łomży, wielki przegrany wyborów na prezydenta tego miasta. Ostatni mandat dla PiS przypadł Kazimierzowi Gwiazdowskiemu. Wynik PiS-u można scharakteryzować nastepująco: spokojne, pewne zwycięstwo. Aż trudno się powstrzymać przed stwierdzeniem, że gdyby się trochę bardziej postarali, mogliby ugrać więcej.

Platforma Obywatelska zdobyła 5 mandatów, co biorąc pod uwagę różne słabości ten partii na Podlasiu należy uznać za sukces. Oczywiście najważniejszą ułomnością podlaskiej platformy jest brak wyrazistego lidera. Robert Tyszkiewicz mógłby taką postacią zostać, gdyby zaznaczył się bardziej swoją aktywnością na forum krajowym. A ma ku temu szansę, bo jako podlaska "jedynka" dostał się bez trudu do sejmu. Kłopotów z tym nie miał również drugi na liście Platformy Leszek Cieślik. Porażką, którą wróżyłem, okazała się kandydatura Mirosława Lecha, wójta podbiałostockiego Korycina - postaci ciekawej, popularnej i "z potencjałem", której zalety nei zostały w tej kampanii wykorzystane. Przede wszystkim brakowało odwagi wystawienia Lecha z pierwszego miejsca, co mogło potencjalnie wykreować go na gwiazdę, choć wrodzona skromność tego zacnego jegomościa mogłaby to utrudnić. Lech przepadł i najpewniej dojdzie do wniosku, że jego miejsce jest w Korycinie, przy ludziach, a nie na Wiejskiej. 

Drugim pod względem ilości oddanych głosów posłem z PO będzie Damian Raczkowski, startujący z ostatniego, trzydziestego miejsca. O jego sukcesie zdecydowało poważne podejście do kampanii, młodość oraz pracowitość w sejmie poprzedniej kadencji. Kampania Raczkowskiego to chyba najbardziej profesjonalnie przeprowadzona kampania w tych wyborach na Podlasiu.

Do sejmu z listy PO wchodzi też główny konkurent Tyszkiewicza o władzę w partii Józef Klim. Przed wyborami obie frakcje ostro się starły. Zwycięzcami okazali się "rokitnicy" Raczkowski i Klim, którzy interwencją w centrali wypchnęli sekretarza PO na Podlasiu Jarosława Dworzańskiego na 12 miejsce, co zakończyło się ostatecznie rezygnacją tego ostatniego z kandydowania. Środowiska inteligenckie w Białymstoku sympatyzujące z PO są podzielone na zwolenników Klima i Tyszkiewicza. Okazało się, że Klim ma ich wystarczająco wielu, aby zdobyć mandat.

Najciekawszą postacią, która wywalczyła mandat dla PO, jest radny sejmiku województwa Jacek Żalek. Ten typowy polityczny outsider nie jest zbyt aktywny w sejmiku, jak gdyby całą swoją energię zbierał na czas kampanii. Wtedy wszędzie jest go dużo i należy przyznać, że radzi sobie całkiem skutecznie. Wystarczy przypomnieć, że jeszcze niedawno Jacek Żalek był aktywnym działaczem Młodzieży Wszechpolskiej, a potem LPR-u i tylko pod wpływem taktycznych roszad w Sejmiku przeniósł się do Platformy. Polityczny kameleon - powie jeden, skuteczny i sprawy polityk - powie drugi.

Lewica i Demokraci otrzymała na Podlasiu dwa mandaty. Pierwszy dla "jedynki" - Jarosława Matwiejuka, prawnika i nauczyciela akademickiego, konstytucjonalisty, a przede wszystkim sprawnego samorządowca. Drugi mandat otrzymuje Eugeniusz Czykwin, przedstawiciel mniejszości prawosławnej, poseł V kadencji. Czykwin swoje posłowanie zawdzięcza oczywiście wyznawcom prawosławia, którzy tym razem - inaczej niż poporzednio - poszli do wyborów, najprawdopodobniej głównie po to, aby zagłosować na Cimoszewicza, kandydującego do Senatu. Jeden mandat przypadł Polskiemu Stronnictwu Ludowemu, a kontretnie Janowi Kamińskiego, dla którego jest to reelekcja.

 W wyborach do Senatu stawiałem na "pewniaka" Cimoszewicza i dwa pozostałe mandaty dla kandydatów PiS. Przewidywania się sprawdziły, choć dzisiejsze, niepełne dane PKW wskazywały na jeden mandat dla Haliny Święczkowskiej z PO.

Włodzimierz Cimoszewicz "zmiażdżył" pozostałych kandydatów. Ciekaw jestem, jaką pozycję zajmie w Senacie jako kandydat niezależny. Nowi senatorowie PiS to Jan Dobrzyński, były wojewoda podlaski i Bohdan Paszkowski, następca Dobrzyńskiego i obecny wojewoda. Bohdan Paszkowski może mówić o szczęściu, bo zwycięstwo PO w kraju nie wróżyło mu długiego urzędowania, a tak płynnie zmieni stanowisko wojewody na fotel marszałka. 

Podsumowując, najbardziej liczę na to, że zwycięstwo PO będzie sprzyjać wyłonieniu się spośród jej przedstawicieli prawdziwego regionalne lidera - realnego konkurenta dla Putry i Jurgiela, bo przecież geniuszami polityki to oni nie są....

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka