Włodzimierz Cimoszewicz będzie jedynym przedstawicielem lewicy w nowo wybranym Senacie RP. Sześćdziesiąt miejsc przypadło Platformie Obywatelskiej, a 39 - Prawu i Sprawiedliwości.
Około 30% wyborców nie będzie miało swojego reprezentanta. Mam tu na myśli głównie elektorat LiD-u i PSL-u. Podział mandatów w sposób rażący nie odpowiada preferencjom wyborców, a przecież mamy do czynienia z ordynacją większościową.
Ordynacja większościowa prowadzi do niebezpieczeństwa zniechęcenia wyborców, jeśli mamy sytuację dużej ilości "głosów straconych", czyli oddanych a kandydatów, którzy nie otrzymali mandatu. Mechanizm ten prowadzi do groźnej w skutkach "racjonalizacji" wyborów politycznych: głosujemy nie tyle na tych, z którymi się zgadzamy, ale - decydując się na tzw. "mniejsze zło", oddajemy swój głos na tych, którzy mają większe szanse na zwycięstwo. Tutaj negatywną rolę odgrywają - rzetelne lub nierzetelne - sondaże, które kształtują rzeczywistość, wpływając znacząco na decyzje wyborców.
W szeregu artykułów opublikowanych w latach 40. i 50. Maurycy Duverger opisał powtarzalne konsekwencje długiego stosowania systemów większościowych. Otóż prowadzą one w krótszej lub dłuższej perspektywie czasowej do dychotomizacji sceny politycznej. Ordynacje większościowe uniemożliwiają tworzenie nowych partii, które nie są w stanie zwyciężyć w systemie "winner take's it all", jak również prowadzą w rezultacie do dwubiegunowości systemów partyjnych. Nieco później zauważono, że systemy większościowe stosowane przez wiele lat sprzyjają upartyjnieniu sceny politycznej: niezależni kandydaci nie mają szans. Dodatkowo, w systemach większościowych mamy do czynienia z tzw. "regionalizacją" poparcia. Na przykład, mniejszość prawosławna nie ma szans na posiadanie swojego reprezentanta w Senacie, pomimo że stanowi spory odsetek populacji na Podlasiu. Nie trzeba być geniuszem aby zauważyć, że wszystkie te czynniki wpływają negatywnie na frekwencję.



Komentarze
Pokaż komentarze (13)