Spokojne rozmowy o koalicji między PO a PSL, przerwane awanturą o stadion, dawały nadzieję na najspokojniejszą kadencję w ostatnich kilkunastu latach. Wczorajsze inauguracyjne posiedzenie parlamentu rozwiały tę moją nadzieję na nudę. Marzyły mi się cztery lata bez ciągłych awantur, cztery lata podczas których czołówki gazet i serwisów informacyjnych zajmą informacje o ciekawych wydarzeniach kulturalnych, w ostateczności obyczajowych. Wczorajsze awantury pokazały, że znowu będzie ciekawie. Ciekawie w negatywnym sensie tego słowa.
Po raz kolejny złą twarz pokazała Platforma Obywatelska. Pierwszym symptomem „złego” była zupełnie niezrozumiała awantura o lokalizację Stadionu Narodowego, rozpętana przez Gronkiewicz-Waltz i Drzewieckiego. Wczoraj okazało się, że przyjazna i pojednawcza wobec opozycji postawa Tuska niekoniecznie przekłada się na przyjazną postawę pozostałych ludzi PO. Zbigniewowi Romaszewskiemu należy się fotel wicemarszałka Senatu i próba blokowania jego kandydatury jest ze strony Platformya grą nie fair. Co więcej, wygląda na to, że motywacją do takiego zagrania była wyłącznie pusta mściwość.
Takie zagrania Platformy jeszcze bardziej rozjuszą i zmobilizują wszystkich „wojowników” Prawa i Sprawiedliwości, z Jarosławem Kaczyńskim na czele; ostatecznie potwierdzą się w przekonaniu, że gra w opozycji powinna być jak najostrzejsza, już nie na granicy faulu, ale brutalna i bezwzględna. Zaś Jarosław Kaczyński dostał dzięki wczorajszemu zachowaniu senatorów Platformy jasny komunikat: mój brat powinien aktywnie włączyć się w walkę z PO. Oczywiście prezydent będzie robił to znacznie subtelniej, stosując różnorodne zmyłki i uniki. Jednocześnie będzie oczywiste, że prezydent gra w drużynie przeciwnej kolektywowi Tuska.
Nic więc ze spokoju w polskiej polityce. Nic z modlitw o cztery lata nudy…



Komentarze
Pokaż komentarze