Radek Oryszczyszyn Radek Oryszczyszyn
117
BLOG

W odpowiedzi Ziemkiewiczowi, czyli jakich polityków lubią Polacy

Radek Oryszczyszyn Radek Oryszczyszyn Polityka Obserwuj notkę 8

W środowej Rzeczpospolitej, jak zwykle, felieton Rafała Ziemkiewicza (udostępniony też na stronie internetowej Rz) pod znamiennym tytułem "Polak maniakalno-depresyjny". Zasadnicza teza tego błyskotliwego tekstu brzmi: Polacy popadli w pułapkę popadania w skrajności: od popierania szalonych awanturników do ugłaskanych "ciepłych kluch". W ten sposób autor tłumaczy między innymi triumf spolegliwego Tuska nad awanturniczym Kaczyńskim. Spokój i cisza ma być odtrutką na hałas i wrzask. Ziemkiewicz traktuje tę zmianę dialektycznie, po Heglowsku, jako niekończące się koło historii. Zawsze po pierwszym następuje drugie, a po nim wraca pierwsze i tak bez końca, toczy się polska historia.

Ziemkiewicz nie zwraca jednak uwagi, że ci, których nazywa awanturnikami, prawie zawsze powracają i tym samym przezwyciężają tę swoistą logikę dziejów. Wałęsa przetrwał, Niesiołowski również, by nie wspomnieć o Kaczyńskich. Awanturnicy wstają jak feniks z popiołów, wracają z podwójnym impetem, powracają w blasku.

Dlatego nie wierzę w tę dialektykę. Polacy kochają sarmacki indywidualizm, walkę o wszystko, walkę nie bez ofiar. Zwolennicy kompromisu, ci mówiący "kochajmy się", giną. Sukces Tuska był tutaj wydarzeniem bez precedensu. Od czasu, kiedy PO zrezygnowała z retoryki liberalnej na rzecz powszechnej, ludowej i obywatelskiej, wróżyłem jej podobny koniec do tego, jaki był udziałem Unii Wolności. Zaś Tusk miał według mnie szanse polec jako "moralny zwycięzca" u boku Kuronia i Mazowieckiego. Te dwa ostatnie przykłady świetnie pokazują, że kto nie rwie się do konfrontacji, ten na starcie przegrywa.

A być może Tusk wcale nie jest "spolegliwcem", może naród rzeczywiście rozpoznał w nim generała armii przeciwko IV RP? I w tej chwili, kiedy siedzi okrakiem nad pokonanym oponentem, naród oczekuje politycznego szafotu, lud żądny jest krwi? Nie sądzę, aby Tusk chciał zadać ostatni cios.

Ryzyko jest wielkie. Jeśli komisjami, procesami i służbami specjalnymi będzie chciał wbić ostrze, naród może potraktować go tak, jak potraktował rząd po wystąpieniu Sawickiej na dwa dni przed wyborami. Może uznać, że przesadził. Jeśli natomiast zbyt często pokaże swe kompromisowe, "ciepłokluchowe" i pokojowe oblicze, może skończyć jak Unia Wolności - polityczny trup, ofiara losu, która weszła na ring a nie chce podnieść rękawicy.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Polityka