Dzisiaj w Białymstoku i regionie mieliśmy święto. Wbrew wszelkim znakom na niebie i ziemii Podlasie będzie miało ministra w rządzie Tuska. Następczynią Krzysztofa Jurgiela (niechlubny epizod na stanowisku ministra zakończony "aferą limuzynową"). Profesor Barbara Kurdycka, wieloletnia rektor, a obecnie prezydent Wyższej Szkoły Administracji Publicznej w Białymstoku została Ministrem Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
Społeczna recepcja tej wiadomości potwierdza stereotypowe poglądy na temat prowincjonalnych cech tradycyjnych wspólnot. Podlasianie poczuli nieodpartą dumę, iż córce tej ziemi udało się zajść tak daleko. Dziennikarze lokalnych mediów zastanawiają się, czy nowa minister "załatwi" sprawę Rospudy i przyspieszy budowę lotniska oraz trasy ekspresowej do Warszawy. Pani ekspedientka od rana chwali się klientom, że Kudrycka mieszka parę metrów od niej, a że córka za rok wybiera się na studia do Warszawy, to na pewno szanse maturzystki gwałtownie wzrosły...
Fakty natomiast są takie, że ministerstwo nauki to prawdopodobnie jeden z najmniej istotnych resortów, szczególnie po zlikwidowaniu ministerstwa rybołówstwa... Nakłady na naukę i szkolnictwo wyższe to niecały 2% PKB. Na badania i edukację wyższą przeznacza się w Polsce dwa razy mniej pieniędzy, niż wynoszą dopłaty dla rolników... Minister Nauki i Szkolnictwa wyższego zajmuje się rozdysponowywaniem tych nędznych w skali całego budżetu kwotą około 4 miliardów złotych, przy czym większość z tych środków rozdysponowuje Komitet Badań Naukowych.
Wydawało się, że tym, o co Kudrycka może powalczyć, to przeforsowanie częściowych opłat za studia na uczelniach państwowych. Jednak dziennikarka lokalnych mediów poinformowała mnie, że nowa minister wycofała się z tego pomysłu, prawdopodobnie pod naciskiem PSL-u, dla którego byłaby to dyskryminacja osób pochodzących ze wsi. W takie sytuacji wymarzone 3% PKB na naukę, jakie obiecuje każdy nowy rząd, staje się marzeniem ściętej głowy.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)