W nadawanej dzisiaj bezustannie na TVN24, sensacyjno-żenującej historii byłego wiceministra Bolesława Piechy, tak naprawdę bulwersujące jest coś, co umknęło uwadze wielu komentatorów. Muszę przyznać, że poranna jajecznica utknęła mi w przełyku, kiedy wsłuchiwałem się w telefoniczną rozmowę wiceministra z dziennikarzem TVN24.
- Powiedział nam pan do kamery, że nie spotykał się Pan z Robertem Pachowskim w restauracjach w Warszawie...
- No i...
- No ale widziano Pana z Robertem Pachowskim w Bibliotekarzu dwukrotnie...
- ... Daj Pan spokój....
- Panie ministrze no niestety widział to nasz dziennikarz, więc mamy to z najlepszego źródła z jakiego można było to wiedzieć.
- No i co? Co Pan proponujesz?
- Może trzeba poprawić tą wypowiedź...
- No ale co ja mam tam powiedzieć? No Boże święty....
- No że się Pan spotkał...
- No może lepiej by było, ma Pan może rację
To, że stopień skorumpowania poprzedniej ekipy nie odbiegał w znaczącym stopniu od "średniej" ostatnich lat, nie trzeba udowadniać. Działania Ministra Ziobry, skierowane do byłych przyjaciół i towarzyszy, Kaczmarka, Lipca, Leppera i innych, bardzo dobrze świadczą o samoświadomości i pokorze wobec własnych słabości rządu kierowanego przez Kaczyńskiego. Dlatego szemrane interesy i dopisywanie w ostatniej chwili na listę leków refundowanych produktów "zaprzyjaźnionej" firmy nie powinny nikogo dziwić.
Dlatego poranna jajecznica nie stanęła mi w gardle, kiedy dowiedziałem się o całej sprawie. Tym bardziej, że PiS natychmiast, zgodnie ze standardami demokracji, ogłosił, że sprawę spotkań Piechy wyjaśni w trybie natychmiastowym. Brawo! Straciłem natomiast apetyt pod wpływem sposobu, w jakim przebiegała rozmowa między dziennikarzem a byłym wiceministrem.
Pierwsze, co razi, to knajacki język, jakim posługuje się Piecha. Stopień arogancji i niewyszukane słownictwo przypomina "najlepsze" wzory rozmów Michnika z Rywinem, Lipińskiego z Beger, Oleksego z Gudzowatym. Rozumiem, że polityk PiS-u poczuł się osaczony po przyłapaniu go na kłamstwie, jednak nawet z takich sytuacji można próbować wyjść z honorem. Po raz kolejny opinia publiczna przekonuje się, że ludzie, których sama wybrała, pod względem języka, stylu i honoru nie sytuują się ani wyżej, ani nawet na tym samym poziomie, co statystyczny every-man. Oni są głęboko poniżej średniej krajowej.
Drugie, co mnie zaskoczyło, to owo "Co pan proponujesz" i pozostałe mało wyszukane próby obrony beznadziejnej sytuacji Piechy. Ta krótka rozmowa mówi moim zdaniem bardzo dużo nie tylko o żenującym stylu komunikowania się polityków poza światem kamer i mikrofonów. Między dziennikarzem a politykiem widoczna jest podskórna chęć zawarcia swoistego geszeftu, porozumienia, które umożliwiłoby Piechnie wyjście z twarzą z całej tej historii. Oczywiście bardziej skłonny do rozwiązania sprawy jest Piecha, stąd to "To co pan proponujesz?" - rozpaczliwa prośba o pomoc wyrażona językiem najgorszych dzielnic warszawskiej Pragi.
Dzisiaj kolejny polityk okazał się następną reinkarnacją Nikodema Dyzmy, bohatera przedwojennej powieści Dołęgi Mostowicza. Dołączył tym samym do poprzednich Nikodemów D.: Renaty B., Andrzeja L., Adama L., Beaty S. Czekamy na następnych. Czuję, że nie długo.



Komentarze
Pokaż komentarze (23)