O czasu przejęcia władzy w Białymstoku przez Platformę Obywatelską, głównym ideologiczno-propagandowym rysem nowej ekipy stało się nadanie Białemustokowi charakteru miasta rozwijającego się. Truskolaski i jego współpracownicy wykorzystali zręcznie podjęte jeszcze przez ekipę ustępującego prezydenta Ryszarda Tura decyzje, dokładając kilka swoich pomysłów.
Bez wątpienia miastu potrzebna jest polityka modernizacyjna, bo jest pod względem zapóźnienia cywilizacyjnego bodaj ostatnim pośród miast wojewódzkich. Nawet na tle podobnych pod względem potencjału Lublina i Rzeszowa, prezentuje się marnie: bez porządnego połączenia lądowego ze stolicą, bez lotniska, z jednym do niedawna centrum handlowym, a przede wszystkim bez spektakularnych inwestycji zagraniczych.
Zdystansowane spojrzenie na politykę PO wskazuje, że rządzący postawili co prawda na modernizację, ale w dużym stopniu modernizację "na pokaz" i bardzo powierzchowną. Odkładając strategiczne decyzje na potem, skupiają się bardziej na sprawieniu wrażenia, iż Białystok się rozwija, niż na poszukiwaniu naprawdę poważnych czynników rozwoju miasta.
Szosa Via Baltica najprawdopodobniej ominie Białystok, co pewnie miastu bardzo nie zaszkodzi, jednak brak jakiejkolwiek inicjatywy władz miasta w tym zakresie może niepokoić. Interesów lokalnej społeczności należy bronić niezależnie od skali korzyści. Tymczasem miasto skupia swoje wysiłki na rozwoju kulturalnym (ogromny wzrost nakładów na ten cel), co oczywiście jest krzepiące, jednak miasto zacofane cywilizacyjnie powinno swoje priorytety definiować inaczej.
Pięknym gestem pokazującym mało poważny stosunek Platformy do poważnego problemu zacofania cywilizacyjnego miasta jest pomysł wyposażenia Rady Miasta w laptopy, dzięki którym będą mogli od jej przewodniczącego otrzymywać uchwały, bez konieczności dostarczania ich na papierze. Włodzimierz Kusak ryzykownie zakłada, że radni komputerów nie posiadają i w związku z tym, za publiczne 120 tysięcy złotych, jest skłonny jest ich w te komputery wyposażyć. Przyzwyczailiśmy się już do tego: efektowny chwyt propagandowy za pieniądze podatników.
Mrozi więc krew w żyłach zdjęcie pochylonego nad laptopem Kusaka na pierwszych stronach gazet, celebrowanie publicznego hot-spota w miejscu, gdzie ryzykowne byłoby wyjęcie z kieszeni komórki, nie mówiąc o laptopie, a wszystko to w mieście, z którego podróż do Warszawy (180 km) zabiera około 3 godziny.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)