To stary i sprawdzony filmowy gag, a także przytrafiająca się czasami amatorom kajakowych wycieczek sytuacja. Ryzykowny moment, kiedy wsiadamy do łódki kołyszącej się na wodzie: jedna noga jest już w łódce, druga jeszcze na lądzie. Aby nie wpaść do wody, należy z determinacją połączoną z wyczuciem, zdecydowanie przemieścić środek ciężkości na łódkę, tym samym unikając przymusowej kąpieli. Tego, kto zbyt długo się zastanawia, czy chce pozostać na brzegu, czy też popłynąć z nurtem, niechybnie czeka kąpiel.
Donald Tusk i jego rząd znajdują się właśnie w tym ryzykownym momencie. Wczorajsze expose było długim i dosyć zręcznym balansowaniem pomiędzy odważną i twardą polityką liberalną a solidaryzmem społecznym i obietnicami socjalnymi.
Odpływającą łódką jest świetnie rozwijająca się gospodarka, jednak Tusk przez cały czas nie jest zdecydowany, czy chce do niej wsiadać. Szkoda mu porzucić te 50% poparcia, które teraz posiada - poparcia ludzi, którzy niekoniecznie chcą wsiadać do łodzi z napisem "liberalizm". Łódka jednak odpływa i brak zdecydowania może się dla Tuska skończyć zimną kąpielą. Łódka odpłynie bez nas, a premier pozostanie brodząc na brzegu, przy złośliwym rechocie opozycji i zawiedzionych nadziejach socjalnego elektoratu.
Godzenie wody z ogniem jest ryzykownym przedsięwzięciem. Trudno uwierzyć, że uda się pogodzić obietnice cudu gospodarczego z deklaracjami o państwie solidarnym licząc tylko na wzrost produkcji i oszczędności administracji publicznej, która to - przecież - również stanowi elektorat nie aż tak bardzo liberalny.
Wbrew marzeniom Tuska, nie da się płynąć i stać na brzegu. Ciekawe, czy premier przypomni sobie o tym, zanim kłopotliwy "rozkrok" nie zmusi go do nieprzyjemnej kąpieli w błocie i szlamie niezrealizowanych obietnic.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)