Radek Oryszczyszyn Radek Oryszczyszyn
64
BLOG

Pierwszy rok Truskolaskiego

Radek Oryszczyszyn Radek Oryszczyszyn Polityka Obserwuj notkę 0
Nowy prezydent Białegostoku rządzi miastem już rok. Minęło dokładnie 365 dni prezydentury, z którą Białostoczanie wiązali i - zdaje się - wciąż łączą duże nadzieje. Lokalne media próbują podsumować pracę prezydenta, wymieniając i oceniając po kolei poszczególne decyzje Truskolaskiego. Wszystkie te próby rozliczania - choć niewątpliwie bardzo potrzebne i poznawczo płodne - pomijają problem najważniejszy.
Tadeusz Truskolaski, pod niewątpliwym wpływem swoich zdolnych doradców, jest pierwszym w historii władz naszego miasta politykiem, który zrozumiał, na czym polega sprawowanie władzy w XXI wieku. Zrozumiał i realizuje to, co teoretycy, filozofowie nazywają post-polityką.
Poproszony o podsumowanie pierwszych trzech miesięcy pracy, Truskolaski zaczyna od znamiennego "Myślę, że nie odnotowałem żadnej dużej wpadki". Sukcesem okazuje się więc nie osiągnięcie zamierzonych celów, lecz unikanie wpadek!
To podstawowa zasada, którą kierują się post-politycy. Wzorem dla nich pozostaje Tony Blair, człowiek bez poglądów, bez kręgosłupa ideologicznego, człowiek dla którego najważniejszy jest wizerunek, który swoje cele i działania definiuje biorąc za priorytet wpływ tych działań na popularność swoją i własnej partii.
Wzory Blaira kontynuował w Polsce Kazimierz Marcinkiewicz. Donald Tusk najprawdopodobniej też pójdzie tym śladem. Chciałbym wyraźnie zaznaczyć, że nie ma we mnie potępienia wobec takiej strategii. Jestem realistą i zdaję sobie sprawę, że jeśli polityka w ogóle przetrwa, to tylko w takiej formie. Filozofowie już dawno obwieścili koniec ideologii, a najlepszym na to dowodem jest ostatnia kampania parlamentarna w Polsce, gdzie dwóch największych konkurentów spierało się wyłącznie o formę rządzenia, bo na poziomie programu obie partie są do siebie łudząco podobne.
Dlatego nie potępiam Truskolaskiego za to, że dba przede wszystkim o wizerunek. Gotów wręcz jestem docenić fakt, że mamy w końcu w Białymstoku polityka, który garściami czerpie ze aktualnych światowych trendów w tej "branży". Wszak lokalni politycy jak do tej pory prezentowali raczej tradycyjny, w dużej mierze "łopatologiczny", siermiężny styl uprawiania polityki. Uprawiali ją trochę tak, jak uprawia się pole. Truskolaski jest pierwszym, który wszedłszy do "obory", ma zamiar nie tylko się nie pobrudzić, ale wyjść z niej pachnący bardziej niż przed wejściem.
Na pytanie o swoje największe sukcesy prezydent wymienia otoczenie się zgranym zespołem współpracowników, modernizację stadionu popularnej w mieście drużyny futbolistów oraz wywalczenie organizacji światowego zjazdu esperantystów. Sceptycy powinni spytać, jaka jest proporcja pomiędzy splendorem, który dzięki tym osiągnięciom spłynie na Truskolaskiego, a rzeczywistymi korzyściami dla Białostoczan, w postaci - chociażby - nowych miejsc pracy?
Nawet dziennikarze przychylni Truskolaskiemu nazywają wymieniane przez niego osiągnięcia "błahostkami". Wygląda jednak na to, że - skoro poparcie dla prezydenta utrzymuje się na wysokim poziomie, a ludzie są zadowoleni z otwieranych jak grzyby po deszczu nowych galerii handlowych - nie ma sensu podejmować ryzykownych decyzji, nie mówiąc już o decyzjach kontrowersyjnych. Dopóki na głowy Białostoczan nie będzie się nic walić, prezydent konsekwentnie i z ujmującym uśmiechem będzie przekonywał dziennikarzy, że "staje do lustra z podniesioną głową". I tym samym przekona wszystkich, że wszystko jest na dobrej drodze, choć w rzeczywistości żadnej drogi nie ma, bo stoimy w miejscu, a w najlepszym razie poruszamy się o krok za plecami prezydenckich specjalistów od wizerunku.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka