11 stycznia w księgarniach pojawi się przetłumaczona na język polski nowa książka Tomasza Grossa "Strach". Tym razem autor kontrowersyjnej książki o zagładzie Żydów w Jedwabnem podejmuje problematykę antyżydowskich pogromów na terenie Polski w latach 1945-1946. Można się spodziewać, że i ta książka, podobnie jak poprzednie publikacje Grossa, wzbudzi kontrowersje i będzie przedmiotem żarliwych dyskusji.
Niejako uprzedzając debatę na temat "Strachu", dwa ważne dzienniki, Rzeczpospolita i Gazeta Wyborcza, piszą o książce Grossa w swoich weekendowych wydaniach.
W Rzeczpospolitej możemy przeczytać wnikliwe, solidne sprawozdanie z recepcji "Strachu" w prasie amerykańskiej. Główna teza książki, iż pogromy w Rzeszowie, Kielcach, Krakowie i wielu innych polskich miastach wynikały z przebudzenia immanentnego w Polskim charakterze zoologicznego antysemityzmu, została przez większość amerykańskich komentatorów przyjęta z bezkrytycznym entuzjazmem. Zajęte podczas wojennej zagłady żydowskie nieruchomości były - według Grossa - dostatecznym powodem, by wzbudzić w Polakach nienawiść i "Strach" przed odebraniem tego majątku tak wielkie, że prowadzące do zachowań bestialskich. Wyssany z mlekiem matki, polski antysemityzm, powodowany zwykłą obawą o odebranie nie swojego majątku, doprowadził - według Grossa - do zachowań, które nie miały precedensu w kilkusetletnim współżyciu na tych terenach narodów polskiego i żydowskiego.
Publicysta Rzeczpospolitej Piotr Zychowicz ze sporym niepokojem opisuje jednotonowy chór amerykańskich entuzjastów tez Grossa. Tylko niewielu publicystów zachowało wstrzemięźliwość wobec bardzo radykalnych jak na dzieło naukowe tez Grossa. Ci, którzy wyrazili swą wstrzemięźliwość zwracali uwagę przede wszystkim na pomijaną przez amerykańskiego historyka sytuację wewnętrzną Polski, na rolę służb bezpieczeństwa w prowokowaniu pogromów oraz na fakt, iż wśród władz znienawidzonej przez większość narodu stalinowskiej władzy sporą część stanowiły osoby pochodzenia żydowskiego.
Z kolei w świątecznej Gazecie Wyborczej otrzymujemy fragmenty "Strachu" po polsku. O ile Rzeczpospolita zdecydowała się na wyprzedzenie nadchodzącej debaty o "Strachu" głosami zagranicznych recenzentów, o tyle Wyborcza umieściła fragmenty książki bez żadnego komentarza.
Paradoksalnie, choć prawdopodobne stanowisko obu gazet wobec książki Grossa będzie całkowicie odmienne, fragmenty zamieszczone w Wyborczej doskonale potwierdzają obawy Zychowicza z Rzeczpospolitej. "Strach" zagrozi dialogowi polsko-żydowskiemu, co prognozuje publicysta Rzepy. Z niewielkiego fragmentu książki, zamieszczonego w Wyborczej, można wywnioskować, iż "Strach" nie jest historyczną analizą, krytyczną wobec źródeł i rozważnie rozpatrującą wszystkie "za" i "przeciw".
Jako osoba bez wykształcenia historycznego nie czuję się na siłach, aby kompetentnie rozpatrywać merytoryczne tezy stawiane przez Grossa. Niepokojący jest natomiast inkwizytorski język, jakim napisana jest książka. Z poczuciem pewnej znajomości sprawy mogę natomiast stwierdzić, że sposób, w jaki Gross pisze o społecznym mechanizmach stygmatyzacji i kozła ofiarnego, niewiele ma wspólnego z naukową uczciwością. Dziwi fakt, że siedemdziesięcioletni Gross chce widzieć rzeczywistość w tak czarno-białych barwach. Nie jest to cnota historyka, który powinien wiedzieć, że rzeczywistość, szczególnie zaś przeszłość, zawsze jest bardzo skomplikowana, wieloaspektowa i relatywna.
Być może rzeczywiście było tak, że zoologiczny polski antysemityzm rozbudzony strachem przed powrotem właścicieli żydowskich domów i kamienic mógł doprowadzić do krwawych pogromów. Być może plotka o dziecku uprowadzonym przez Żydów w celu sporządzenia rytualnej macy z chrześcijańskiej krwi jest prawdziwa. Być może. Chętnie bym się o tym dowiedział z wiarygodnego, obiektywnego i wyważonego źródła. Książka Grossa wywołuje to, co oznajmia jej tytuł: strach i agresję. Prowadzi do społecznej stygmatyzacji, tym razem nie Żydów, ale Polaków, wspiera to, co sama potępia.



Komentarze
Pokaż komentarze (23)