Miał rację Robert Krasowski pisząc niedawno w Dzienniku (22-23.12.2007) o rewolucji, jaka dokonała się na polskiej scenie politycznej 21 października ubiegłego roku. Zdecydowane zwycięstwo sił posierpniowych i całkowita porażka lewicy stanowią syndrom radykalnego przewartościowania w polskiej polityce, które może ustanowić nowy ład na długie lata.
Wszystko zależy od tego, czy misja pogrążenia lewicy będzie wspólnym celem PO i PiS. Jeżeli tak się stanie, to zmiana konstytucji i wprowadzenie ordynacji większościowej będzie ostatecznym gwoździem do trumny.. Niewiele będzie takich miejsc w Polsce, gdzie kandydaci lewicy będą w stanie zwyciężyć kandydatów PO i PiS.
Niekoniecznie jednak ostateczne pogrążenie lewicy jest na rękę PO i PiS. W razie pogłębienia się antagonizmów między obiema partiami i w rezultacie ostatecznego przekreślenia opcji wspólnego rządzenia w przyszłości, lewica może okazać się niezbędnym koalicjantem do uzyskania większości w parlamencie. Pozornie tylko taka możliwość dotyczy tylko Platformy, bo patrząc na podobieństwa programowe, szczególnie w zakresie polityki socjalnej i gospodarki, to również PiS, dla którego uczestniczenie we władzy okazało się podczas poprzedniej kadencji sprawą ważniejszą od wątpliwych estetycznie i historycznie koalicji, może być skory do zawiązania koalicji z lewicą. Tym bardziej, że z roku na rok podziały posierpniowe tracą na aktualności i wadze.
Tak czy inaczej, los polskiej lewicy leży teraz w rękach PO i PiS. Platforma może, jeśli zechce, przeforsować ordynację większościową. W tym czasie PiS przejmuje retorykę socjalną i z racji bycia najsilniejszą opozycją, najprawdopodobniej zdominuje ten dyskurs.
Lewica leży więc na łopatkach, a na jej przyduszonej piersi zasiadają Tusk i Kaczyński, przygotowani, acz jeszcze niezdecydowani, do zadania ostatecznego ciosu.
Pozostają więc lewicy dramatyczne, pełne fałszywego patosu, przedśmiertne drgawki. Bo czymże innym są niedawne doniesienia o zmianach kolorów Sojuszu Lewicy Demokratycznej na zielone, aby podkreślić ekologiczny profil tej partii? Czyż historia nie jest przewrotna i dowcipna, serwując nam przepotwarzanie się komunistów w socjaldemokratów, a następnie ekologów? Czymże innym, jak nie przedśmiertnymi skurczami lewicy są płomienne wystąpienia posłanki Senyszyn, takie jak jej ostatni wpis na blogu pod tytułem "Przepraszam za Kościół"? Lewica nie przypomina już dziecka, które w obliczu ignorowania go przez współtowarzyszy zabaw w piaskownicy próbuje za wszelką cenę zwrócić na siebie uwagę. To coś o wiele bardziej poważnego - to jej przedagonalne drgania.
Ma rację mój znajomy, z którym rozmawialiśmy dzisiaj przy kawie na te tematy. Choć sympatyzuje z lewicą, nie martwią go śmieszności posłanki Senyszyn i reszty. Ma rację twierdząc, że warunkiem odrodzenia się prawdziwie lewicowej myśli w Polsce jest polityczna śmierć tego, co nazywaliśmy lewicą do tej pory.
Jestem ciekaw, czy - podobnie jak mitologiczny Feniks - po zbliżającym się samounicestwieniu - polska lewica się odrodzi, a jeśli tak, to w jakiej formie? I czy - jak w mitologii - nastąpi to za 500 lat, czy - być może - wcześniej?



Komentarze
Pokaż komentarze (2)