Przeczytałem dziś w Gazecie Wyborczej reportaż o Polakach z Wilna, domagających się od władz miasta odszkodowań za utracone po wojnie mienie. Chodzi o liczne nieruchomości, do których rości sobie obecnie prawo około 10 tysięcy Polaków. Władze litewskie z niepokojem obserwują rosnącą ilość wniosków o odszkodowania, czemu trudno się dziwić. Z drugiej strony, zarówno autorzy reportażu, jak i jego bohaterowie, pretensje do utraconego po wojnie majątku uważają za coś całkowicie naturalnego.
Historia opisana przez Wyborczą jest o tyle pouczająca, że pokazuje, jak łatwo jest zmieniać miarę i poczucie przyzwoitości w zależności od tego, w jakiej się zostało postawionym perspektywie. Odmawiamy Niemcom i Żydom praw do utraconego przez nich mienia, jednocześnie nie widząc nic nieprzyzwoitego w domaganiu się odszkodowań od Litwinów. Boimy się powrotu na majątki i do kamienic naszych miast ich dawnych właścicieli, nie potrafiąc zrozumieć, że tego samego mogą się bać litewscy mieszkańcy Wilna i okolic. Uznajemy Wrocław, Poznań czy Opole za polskie miasta, jednocześnie nie będąc w stanie zrozumieć, że dla Litwinów Wilno również może być ich miejscem.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)