Krzysztof Osiejuk Krzysztof Osiejuk
1794
BLOG

Toyah - Książka "Twój pierwszy elementarz" - 1 fragment

Krzysztof Osiejuk Krzysztof Osiejuk Kultura Obserwuj notkę 23
Abigail i Brittany Hensel– Bliźniaczki syjamskie, mieszkające w Stanach Zjednoczonych zrośnięte tak niefortunnie, że wyglądają jak człowiek o dwóch głowach Kiedy dziennikarz, w jedynym dużym wywiadzie, jakiego dziś już 22 letnie dziewczynki, udzieliły, zapytał je, jak to jest mieć dwie głowy, obie odpowiedziały, że tego powiedzieć nie potrafią, bo tak się złożyło, że mają tylko po jednej. A ja uważam, że jeśli ktoś myśli, że to nie jest bezpośredni dowód na istnienie Boga, to jego już nic nie przekona.
 
Aborcja – Ostatnio dwoje zagranicznych naukowców zaproponowało rozważenie nowego cywilizacyjnego rozwiązania pod nazwą  aborcji po urodzeniu. Pomysł jest taki, by kiedy dziecko się urodzi, rodzice – wraz z psychologami – mieli czas na zastanowienie się, czy to dziecko jest światu w ogóle do czegoś potrzebne. Jeśli zapadnie decyzja negatywna, dziecko zostanie uśmiercone. Metoda zabójstwa nie została jeszcze określona, jednak przypadek Eluany Englaro podpowiada rozważenie śmierci głodowej. Chyba jednak wszyscy ci co mówili, że autor Philip K. Dick to wariat, powinni złożyć samokrytykę.
 
AdTheLad – Bloga chyba nie prowadzi, ale bardzo cenny jako komentator. Londyńczyk. W odróżnieniu od Michała Dembińskiego – raczej moher, niż leming. I znacznie lepiej od Michała mówi po polsku. Właściwie nie do rozpoznania. Wystąpiliśmy razem z Coryllusem podczas debaty blogerów zorganizowanej przez Pawła w ramach kampanii prezydenckiej Jarosława Kaczyńskiego. Wyglądał fantastycznie! Bez niego bylibyśmy jak ubodzy wieśniacy. Inna sprawa, że wobec systemowego bojkotu ze strony Sztabu, ten występ i tak był bez znaczenia.
 
Agent Tomek – Szydercze przezwisko, stworzone przez kulturę popularną na rzecz moralnego skompromitowania jednego polskiego policjanta, i coś za co Polska kiedyś będzie musiała zapłacić. Policjant ów – działając pod przykryciem w środowisku najbardziej niebezpiecznych przestępców – został przez protektorów owych przestępców tak znienawidzony, że udało im się skutecznie doprowadzić do tego, by nazwa „agent Tomek” budziła wyłącznie powszechny i pełen pogardy śmiech. Sam policjant, na szczęście, wydaje się zupełnie dobrze sobie radzić. Ci których ścigał, niestety, też.
 
Agora – Wedle relacji byłego dziennikarza Gazety Wyborczej, Michała Cichego, medialny koncern reprezentujący w Polsce interesy Diaspory. A ja się już tylko zastanawiam, cóż takiego szczególnego jest w Polsce, że oni się postanowili zgłosić właśnie tu. Kościół?
 
Aktorzy – Mam znajomych, którzy sugerują, ze moja niechęć do aktorów bierze się stąd, że większość z nich nie lubi PiS-u i ja ich za to nienawidzę. Otóż nie. Mój bardzo zdystansowany stosunek do tej grupy zawodowej sięga czasów bardzo, bardzo dawnych. Otóż jeszcze na studiach miałem koleżankę Kasię Mrożewską, w której się przez pewien czas kochałem. Kasia była śliczna, wesoła i mądra. Tak się przy tym złożyło, że była wnuczką słynnego polskiego aktora Mrożewskiego i córką lokalnych aktorów stąd, z Katowic. Ponieważ była naprawdę dziewczyną wyjątkową, kochał się w niej też pewien mój serdeczny kumpel. No i obaj się tak za tą Kasią Mrożewską uganialiśmy. Pewnego razu umówiliśmy się, że pójdziemy do Kasi z wizytą. Przyszliśmy pod jej drzwi, zadzwoniliśmy dzwonkiem, Kasia nam otworzyła, powiedziała, żebyśmy weszli… i w tym momencie przed nami stanęli Kasi rodzice. I proszę sobie wyobrazić, że oni wyglądali dokładnie tak jakby stali na scenie. Stali tacy eleganccy, uśmiechnięci, uroczyści, jakby właśnie ćwiczyli kolejną rolę. Powiedzieliśmy, że myśmy tylko przyszli oddać zeszyt, czy coś takiego, i zwialiśmy gdzie pieprz rośnie. Przy całym szacunku. Daję słowo, że ucieklibyśmy stamtąd nawet gdyby oni nam uroczyście zadeklarowali, że za 30 lat będą głosować na Prawo i Sprawiedliwość.
 
Aleksander Ścios – Kiedyś lubiłem go czytać. Dlaczego? Nie bardzo wiem. Może dlatego, że jego zdania były czyste i zgrabnie skonstruowane. A może dlatego, że kiedy go poznałem, byłem bardzo mało zdystansowany do tak zwanej niezależnej prawicowej publicystyki, a taki Ścios gwarantował odpowiednią dawkę emocji. To jednak było kiedyś. Dziś dla mnie Ścios jest tylko kolejnym blogerem, który mi najwyżej powie, że Kiszczak to morderca, Tusk z Komorowskim też, a FYM nie ma racji. A to mi zdecydowanie do niczego nie jest już potrzebne. Poza tym, ja Ściosowi nie potrafię zapomnieć, że, któregoś dnia, po tym jak Onet dal mi nagrodę blogera roku, napisał do mnie prywatną wiadomość, w której mnie bardzo gorąco prosił bym zrozumiał, że owa nagroda była onetowską prowokacją, która miała na celu skłócenie prawicowych blogerów, a ja zaledwie narzędziem w ich rękach. Teoria ta, w moim rozumieniu, była tak głupia, ze musiałem uznać, że jej autor nie może być ani trochę od niej lepszy. No i tak się to skończyło. Wciąż jednak ktoś mi poleca kolejne teksty Ściosa, tłumacząc, że jest naprawdę świetny. Tak jak ja.
 
Amstern – Osobiście nie znam, nie wiem kto to taki, nie czytam, jak czytam to nie lubię. Jednak ponieważ wygląda na to, że jest on przedstawicielem naszego zachodniego sąsiada w naszej blogowej przestrzeni, uznałem za konieczne o nim wspomnieć. Niemcy to jednak Niemcy. Lepiej o nich nie zapominać.
 
Anastazja P. – Postać fikcyjna. Prostytutka, rzekomo świadcząca usługi politykom. Wymyślona przez System i zrealizowana przez krakowskiego dziennikarza Gazety Wyborczej Jerzego Skoczylasa, w celu skompromitowania politycznej opozycji. Wówczas chodziło głównie o dwóch: Stefana Niesiołowskiego i Andrzeja Kerna. Niesiołowski sobie poradził nienajgorzej. Kern niestety już nie.
 
Andrzej z Działdowa – Jak idzie o Szkło Kontaktowe, postać kultowa. Ideologicznie i intelektualnie coś w typie Starego. No i zagadka. Kto wie, o czym  mowa, orientuje się, że do Szkła dodzwonić się jest nie sposób. Znamy przypadki osób, które próbują to robić już od wielu lat, i kiedy wreszcie spotka ich to szczęście, ze wzruszenia nie są w stanie wydusić z siebie słowa. Andrzej z Działdowa dokonuje tej sztuki, ile razy na to, by w Szkle Kontaktowym wystąpić, przyjdzie mu ochota. On nie jest ani pracownikiem stacji, ani osobą współpracującą. Przynajmniej nie oficjalnie. Przekaz jest taki, ze on jest zwykłym widzem, który po prostu ma szczęście. Swego czasu, kwestia, jak Andrzej z Działdowa to robi, była przez moment w programie dyskutowana. Grzegorz Miecugow poinformował wówczas, że oni to wiedzą, ale nie mogą powiedzieć. Na tym temat się skończył. Andrzej z Działdowa, jak gdyby nigdy nic, dalej niemal codziennie do Szkła Kontaktowego dzwoni i opowiada, co mu leży na sercu. Jakiś czas w temu, na oficjalnej stronie miasta Działdowo pojawiła się informacja, ze ów Andrzej otrzymał nagrodę od lokalnego prezydenta, czy może burmistrza, za popularyzowanie w Polsce miasta. Było jego zdjęcie i nazwisko. W sumie kryminał, ale to wiemy tylko my. Prawda?
 
Arabski – Janusz. Dziś, po tym jak się okazało, że za PRL-u współpracował ze służbami, jakoś się schował, natomiast jeszcze niedawno uchodził za najważniejszego anglistę z okolic Uniwersytetu Śląskiego. Coś takiego jak Zbigniew Lewicki w Warszawie. Mam z nim związane dwa wspomnienia. Pierwsze to takie, że, będąc kierownikiem Zakładu Nauczania Języka, wykazywał wręcz legendarną niekompetencję. Wśród studentów krążył na temat Arabskiego następujący dowcip: „Arabski to facet, który, obudził się któregoś ranka, powiedział: ‘must have been’… i aż krzyknął ze strachu”. Myśl była taka, że dla niego sekwencja „must have been” to Himalaje. Druga z refleksji to taka, że on był prawdopodobnie najsympatyczniejszym z wszystkich pracowników Wydziału. I jeden z nielicznych, o którym można było powiedziec, że nie jest wariatem. On był jedynym z tych ludzi, z którym dało się rozmawiać jak z człowiekiem. Jedynym, który słuchał kiedy się do niego mówiło. No i patrzył w oczy. No i najciekawsze. O tym że on musi współpracować, wiedzieliśmy wszyscy świetnie. Tyle tylko, że myśmy też dobrze wiedzieli, że tam współpracują wszyscy. Takie miejsce, tacy ludzie. Więc to akurat nikomu nie przeszkadzało. A że każdy z nich był nieco od niego językowo lepszy? Co z tego, skoro jednocześnie był sto razy bardziej niezrównoważony. Po co to dziś wspomnienie? Tylko z jednego powodu. Żeby powtórzyć po raz nie wiem który: Uniwersytety to przytulisko dla osób których nieustanne siedzenie w książkach wpędziło w szaleństwo, a jak idzie o niekompetencję, to do tego by być bałwanem, naprawdę nie trzeba było być esbekiem, podobnie jak dziś nie trzeba być za Platformą.
 
Ateizm – U ateistów tak naprawdę zadziwia mnie jedna rzecz. I wcale nie chodzi o tę ich niewiarę w Boga. To akurat potrafię zrozumieć. Natomiast chodzi mi o to, że oni, przynajmniej na zewnątrz, zachowują się jakby to ich przekonanie o owej wiecznej pustce, nie stanowiło dla nich jakiegokolwiek problemu. A więc krótko mówiąc, że dla klasycznego ateisty, powiedzieć: „Umrę i nie będzie już nic” znaczyło tyle co splunąć. To są właśnie chwile, kiedy myślę, że szczery ateizm, to tak naprawdę psychiczna choroba, jak na przykład u mojego zmarłego kolegi Tomka Beksińskiego. Tu już bardziej rozumiem Grzegorza Miecugowa, który twierdzi, że człowiek po śmierci zmienia się w krzesło, lub Marię Szyszkowską, która przyznała, że ona wręcz nie potrafi znieść okrucieństwa natury, która najpierw stworzyła śmiertelnego człowieka, a następnie obdarzyła tak silnym pragnieniem życia. Myślę, że Szyszkowska zostanie zbawiona. I pójdzie do Nieba.
 
Autorytet moralny – w dzisiejszej Polsce, podobnie jak pieniądze i sklep, klucz służący do dyscyplinowania społeczeństwa, przez bardzo silne generowanie kompleksów.  Czasem znacznie bardziej skuteczny, niż choćby i największa galeria handlowa. Znam ludzi, którzy w życiu nie byli w dużej galerii handlowej, a na hasło „autorytet” potrafią zrobić wszystko.
 
Autorzy niepokorni – nazwa nadana sobie przez grupę mainstremowych dziennikarzy, zatrudnionych przez Grzegorza Hajdarowicza w tygodniku Uważam Rze. Wśród nich są tacy mainstremowi dziennikarze jak Piotr Semka, Bronisław Wildstein, Rafał Ziemkiewicz, Łukasz Warzecha, Robert Mazurek, czy bracia Karnowscy. O co chodzi z tą niepokornością, pozostaje zagadką. Niewykluczone, że o nic. Ot, taki greps.
 

Azrael – O tym blogerze, podobnie jak o Katarynie czy Matce Kurce, usłyszałem jeszcze zanim zacząłem sam blogować. Może nawet jeszcze zanim się na dobre zorientowałem, co to takiego są te blogi. A więc kiedy przyszedłem do Salonu24, teksty Azraela były jednymi z pierwszych, które czytałem. I przyznam uczciwie, że intensywność tego głupstwa zrobiła na mnie takie wrażenie, że postanowiłem pod każdą kolejną jego notką zostawiać komentarz zaczynający się od słów „Azraelu, o Azraelu!”, a stanowiący wezwanie do opamiętania. Azrael nie opamiętał się nigdy, tyle tylko, że podczas przyjęcia z okazji trzecich urodzin Salonu, kiedy spokojnie gawędziłem sobie z Redpillem przy piwie i golonce, podszedł do nas z blogerem Ziggim i bardzo mnie prosił, żebym przyznał, że to co ja piszę, to taki żart i prowokacja. Obaj byli tak natarczywi, że zmuszony byłem ich poprosić, by się ode mnie i mojej golonki odpieprzyli. O dziwo, niższy niż można przypuszczać. 

taki sam

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (23)

Inne tematy w dziale Kultura