Krzysztof Osiejuk
Posłuchaj, to do Ciebie
140 obserwujących
1441 notek
4745k odsłon
2206 odsłon

Graham N. Webb - człowiek z pałą na koniec roku

Wykop Skomentuj29

  Właśnie się dowiedziałem, że zmarła moja ciocia ze Sławatycz (autorka słynnego bon motu „Stawia te oczy jak złodziej”) , więc jadę na pogrzeb do siebie na wieś na Podlasie. Nie będzie mnie dziś, jutro i przez większą część czwartku. Kolejny tekst więc w piątek. A dziś, żebyście mieli co czytać, znów proponuję coś z boku, a więc jeden ze starych tekstów dla „Gazety Finansowej”, który, tak wyszło, nie trafił do książki. Tym razem o pewnym panu Webbie spod Londynu.

       

        Przedstawiając dzisiejszą historię, czuję się dość niekomfortowo z dwóch przyczyn. Pierwsza to taka, że dotychczasowe artykuły, zgodnie zresztą z założoną wcześniejkoncepcją, realizowały temat „Wielkie rody”, skupiając się na historiach życia i kariery ludzi, o których dziś mówi się, że są w posiadaniu połowy całego zgromadzonego na Ziemi majątku, a więc, krótko mówiąc – multi-miliarderów. Rzecz w tym, że człowiek, o którym chciałbym bardzo opowiedzieć, owszem, należy do osób niebywale zamożnych, ale nawet jeśli jest miliarderem, to tego akurat nie wiemy, bo on akurat ze swoim bogactwem nie obnosi, a ujawnia się tylko o tyle, o ile uzna, że wypada. A zatem, można się obawiać, że tego obowiązkowego miliarda akurat się nie dorobił.

      Drugi powód owej bardzo niezręcznej sytuacji, w jakiej się znajduję, jest taki, że ja, owszem, miałem okazję owego niezwykłego człowieka poznać osobiście, a nawet spędzić godzinkę w jego angielskiej posiadłości i zjeść z nim skromny – jak najbardziej, wbrew temu co o bogatych ludziach mówią różnego rodzaju plotkarze, na jego koszt –  lunch. No a to już jest naprawdę bardzo podejrzane, by „Gazeta Finansowa” publikowała jakieś prywatne historie, w dodatku na stronie, gdzie niżej Kennedy’ego, Onassisa, czy Billa Gatesa się raczej nie schodzi.

      Mimo to zdecydowałem się zaryzykować i ów tekst przedstawić, bo przede wszystkim nie jest całkiem wykluczone, że Graham N. Webb – bo o nim tu dziś mowa – coś tam jednak ma. W końcu proszę choćby zwrócić uwagę na bardzo ciekawy fakt, że wielu naprawdę poważnych specjalistów z branży jest przekonanych, że najbogatszym człowiekiem na świecie jest Ingvar Kamprad, założyciel sieci sklepów IKEA, który ani nie jest w jakimkolwiek kontekście wymieniany wśród owych właścicieli świata, ani sam, pytany o swoją fortunę, w żaden sposób się nie przechwala, tylko ciekawskich zbywa wciąż tą samą uwagą, że on przecież nie ma nic, bo właścicielem jest nie on, ale Fundacja. Ale już pomijając te smaczki, i tak musimy przyznać, że historia życia i kariery biznesowej człowieka, o którym dziś chciałbym opowiedzieć, jest tak niezwykła, że szkoda by było, by się tu nam zmarnowała nawet gdyby się miało okazać, że on poza tym głupim milionem, czy dwoma milionami funtów, nie ma nic.

       Od razu jednak muszę zrobić pewne bardzo istotne zastrzeżenie. Otóż każdego, kto czytając kolejne przypadki z życia Grahama Webba, przeżywając szok ze względu na drastyczność pewnych opisów, pomyśli sobie, że my się tu zajmujemy jakimiś plotkami, w dodatku dość obrzydliwymi, chciałbym zapewnić, że wszystko, o czym tu zamierzam opowiedzieć, słyszałem osobiście z ust samego Webba, a nawet gdybym nie słyszał, przeczytałbym o tym wszystkim w jego książce, zatytułowanej „Out of the Bottle” – książce do bólu szczerej i uczciwej, książce stanowiącej najbardziej nieprawdopodobną relację z życia człowieka, który, jak wszystko na to wskazywało, skazany był na to, by zostać jeszcze jednym głupkiem, a skończył jako milioner, w dodatku ostatecznie, za swoje zasługi dla Wielkiej Brytanii, odznaczony przez Królową słynnym Orderem Imperium.

      Ciekawe jest już samo wprowadzenie do książki Webba, coś na kształt motta. Otóż zanim zanurzymy się w tych niezwykłych opowieściach, znajdujemy dwa porażające wręcz cytaty, a oba z dokumentów wydanych przez jedną i tę samą instytucję, a mianowicie szkołę, do której Webb uczęszczał jako dziecko, i z której został wyrzucony za lenistwo i głupotę. Oto pierwszy z nich, wystawiony w roku 1961 i stwierdzający co następuje:

      „Nie wykazuje najmniejszego zaangażowania. Jest gnuśny, głupi, przeraźliwie leniwy, w dodatku najwyraźniej bardzo zadowolony z tego co sobą reprezentuje i zdecydowany w tym stanie pozostać”.

      Druga, wydana przy okazji wręczania mu dyplomu honorowego w roku 2000, przez tę samą szkolę, głosi:

      „Grahamowi N. Webbowi, za wybitne osiągnięcia życiowe, w uznaniu dla jego służby na rzecz brytyjskiego rynku, handlu i edukacji”.

      To oczywiście już samo w sobie wystarczy do tego, by się zadumać nad niejednym losem i niejedną karierą, czy to spełnioną, czy złamaną, ale my mamy inne zadanie. Chcemy mianowicie przedstawić jeszcze jednego z nich. Tych, którzy w mniejszym lub większym stopniu jednak chyba jakoś rządzą tym światem.

Wykop Skomentuj29
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale