W drugiej klasie mieliśmy lekcje religii i uczył nas wielki mnich w jasno brązowym habicie. Mnich był gruby, o tłustych i gładkich policzkach i w zasadzie nic więcej nie zapamiętałem o tym mnichu.
Ale pamiętam dobrze lekcję, a było to już w 3 klasie, w 1959 roku, gdy do klasy w czasie lekcji wparowała jakaś gruba, ruda baba, wlazła na krzesło i zdjęła krzyż wiszący nad tablicą.
No i pamiętam jeszcze przyciszone rozmowy mojej mamy z sąsiadką o tej rudej małpie, co to jako jedyna odważyła się te krzyże ściągać. Oczywiście baba ta została przez miejscową społeczność skazana na wieczne potępienie.
I z tamtych lat, a minęło już pół wieku, to w zasadzie zapamiętałem dobrze tylko ten incydent ze zdejmowaniem krzyża.
Coś jednak siedzi głęboko w naszej polskiej duszy, że takie rzeczy jak zdejmowanie krzyża przez grubą rudą małpę pamięta się przez całe życie...
Lekcje religii w stosunkach państwo-kościół po przełomie październikowym



Komentarze
Pokaż komentarze (14)