Mój śp. ojciec miał przyjaciela Bolka,młodszego o jakieś 15 lat.
Mój staruszek był lwowiakiem z urodzenia a Bolek też z kresów pochodził i jak się spotykali u nas w domu, to często gadali z tym swoim lwowskim zaśpiewem, co pasjami lubiłem słuchać.
Byli razem jak ten Pat i Pataszon. Mój tata "mały, krępy, niewywrotny" a Bolek wysoki i chudy. I kiedy tak siedzieli razem przez pół dnia nad jedną ćwiartką wódki wspominając dawne czasy ,to ja to wszystko chłonąłem jak gąbka wodę.
I kiedyś, już po latach, kiedy ożeniłem się i w jakiejś rozmowie z moją teściową wymieniłem nazwisko Bolka, który już od paru lat nie żył, ta nagle zbladła i oznajmiła, że ona z tym Bolkiem mieszkała w tej samej wsi na Syberii, bo tam ich Sowieci zesłali po 17 września 1939 roku.
Oboje mieli wtedy po około 11-12 lat.
Okazało się, że moja śp. teściowa znała całą rodzinę Bolka. I udało się jeszcze mojej teściowej odszukać siostrę Bolka i aż do śmierci korespondowały ze sobą wspominając Sybir.
I co tu gadać, gdybym ja nie spotkał na swojej drodze mojej żony, to moja teściowa nigdy by nie poznała dalszych losów Bolka i Jego rodziny, z którymi dzielili dole i niedole gdzieś tam w jurtach Kirgizji...
Zrządzenie losu ?
86
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (2)