To był siódmy września, Roku pamiętnego,
Gdy się Sejm Polski zebrał dla dobra wspólnego,
Ja to sobie na trójce w tivi oglądałem,
A com widział i słyszał, tutaj opisałem
Poseł Szmajdziński zaczął, snuł swą mowę nudną
Co ten zły PIS nabroił, słuchać było trudno,
Gdy wreszcie rzekł do premiera, tak jak Kmicic prawie,
„kończ Waść, wstydu oszczędź", było już po sprawie,
Niestety zabrakło nam dzisiaj dzielnego Michała,
Bo by się pewnie potoczyła ta zakuta pała
Po sejmowych marmurach, czerwieniąc dywany,
Ale gdzie tam, poseł wciąż żywy, ani jednej rany
Już od tego ględzenia ziewać zaczynałem
Gdy przyszedł Tusk ponury, znów fonię ściszałem
Bo głośno i bojowo na PIS rzucał gromy,
Gulgocząc jak stary indor srodze rozjuszony
Co się puszy, nadyma swe przekrwione wole,
No bo jeszcze nie wie, że skończy na stole,
Jak zaczął, tak i skończył, oklaski na sali,
Ciekawe, kto teraz wyjdzie, Kurskiego przysłali
Tak więc pan poseł Kurski rozpoczął przemowę,
Chwaląc sukcesy rządu, moralną odnowę,
Place budów, autostrad i wielkich stadionów
Wzrost płac minimalnych, więcej nowych domów,
Słychać śmiechy na sali z opozycji strony,
Widać teraz wyraźnie, kto tam jest czerwony
A gdy pan poseł Kalisz usłyszał tę mowę
To się sam zaczął znacząco pukać w swoją głowę,
Która, jak dzban pęknięty, wydała dźwięk głuchy,
Co zaraz posłowi Kurskiemu dodało otuchy.
Przez te posłów wybryki szum powstał paskudny,
Następny był Komorowski, lecz był dosyć nudny,
Ględził coś o Gebelsie, o rządzie partaczy
co to na wykształciuchów posyłał siepaczy,
by ich puścić w skarpetkach, najlepiej po szutrze
(To Lech dawno obiecał, że zrobi pojutrze)
Ale mu coś nie wyszło tych skarpet ściąganie,
No i od tego czasu Polską rządzą dranie,
Następnie na mównicę Olejniczak wkroczył
Wypiął pierś, wziął wdech, pianę z ust wytoczył
Aż się panom posłom przez chwilę zdawało,
że to lew zaraz ryknie, lecz nic nie ryczało,
Jeno falset smętny wyfrunął z mównicy
Smutny, szary i krzywy jak obraz Lewicy,
Co go malarz pijany w chorym śnie malował
Przez co żadnych proporcji w dziele nie zachował
I miast dziewicy cudnej, tańczącej wśród kwiecia
Wyszła wiedźma paskudna z gębą pełną śmiecia
I co tu dalej pisać, Czytelniku miły
Zachowaj do wyborów i zdrowie i siły,
Bo trzeba mieć dużo wiary, mądrości, odwagi,
Aby znowu nie wybrać następnej łamagi,
Która Ci nawet gwiazdkę zdejmie z nieboskłonu,
Ale jak się odwrócisz, wyrzuci Cię z domu,
Oraz dla Twego dobra obedrze ze skóry,
Twą matkę i Twe dzieci, strzeż się tej figury
Odrzuć taką personę, skreślaj karty równo,
Bo jak tego nie zrobisz, to sam wpadniesz w g***o
Kraków 7 wrzesień 2007
by Outsider


Komentarze
Pokaż komentarze (18)