20 obserwujących
287 notek
153k odsłony
  4265   2

Blinken

Andrzej Owsiński

Nie(d)oceniony partner

Pan Blinken był łaskaw tak określić Polskę, jeżeli dodałby brakującego „d” to trafiłby w dziesiątkę, może też lepiej byłoby gdyby to ogłosił pan Biden. Chociaż, mając na względzie jego cały dorobek polityczny tego z pewnością nie wiemy.

Przede wszystkim każde „partnerstwo” musi mieć swoje uzasadnienie ze strony wszystkich uczestniczących w nim. Amerykańskie uzasadnienie jest takie że po utracie, geopolitycznej i rzeczowej, partnerstwa Niemiec jako najważniejszego przyczółka w stosunku do Rosji na froncie europejskim, potrzebne jest jakieś zastępstwo.

Sytuacja jest podobna do tej sprzed II wojny światowej, Europa jest zagrożona, ale bronić się nie chce, mają to zrobić Amerykanie z niewielką pomocą europejską. Na tle historycznych wydarzeń dla nie tylko biznesu, ale nawet powszechnej opinii w Niemczech, najlepszym rozwiązaniem są dobre stosunki z Rosją. Przykładów jest wiele, ale najbardziej wymowne jest „święte przymierze” i pakt Ribbentrop – Mołotow. Wprawdzie Wilhelm II i Hitler w chwili obłąkania zerwali te układy z katastrofalnymi dla Niemiec skutkami, ale przecież współczesne Niemcy nie dadzą się nabrać na kolejną wojnę z Rosją.

Jest jeszcze jeden czynnik który trzeba mieć na względzie, jest nim rola przewodnictwa w partnerstwie. Po kongresie wiedeńskim przewodnia rola Rosji nie podlegała wątpliwościom nawet w obliczu restytucji cesarstwa niemieckiego przez Bismarcka. Hitler ze Stalinem spełniali rolę równorzędną, chociaż każdy z dyktatorów uważał, że ma przewagę nad partnerem, a właściwie współspiskowcem. Stalin wprawdzie dawał realne dowody swojej uległości w postaci nie rekompensowanego przez Niemcy zaopatrzenia w strategiczne surowce, ale uznał, że udało mu się wprowadzić Hitlera do wojny sobie rezerwując w niej ostatni głos.

Współcześnie to jednak Niemcy są stroną wyraźnie wiodącą, co wynika choćby z faktu że osiemdziesięciomilionowe Niemcy na 360 tys. km2 mają dwukrotnie wyższe PKB od stuczterdziestomilionowej Rosji na 17 mln km2. Ponadto to nie Niemcy są uzależnione od rosyjskich dostaw ropy, a szczególnie gazu, lecz wprost przeciwnie, to egzystencja Rosji, a przynajmniej reżymu Putina, zależy od niemieckich zakupów surowców. Tak się współcześnie składa, że ropy i gazu jest dostatek na świecie i nie ma przymusu kupowania w Rosji.

Poza problemami politycznymi i stosunków ekonomicznych na skalę światową, jest jeszcze uboczny, ale bardzo istotny interes niemieckiego lobby handlowego z Rosją. Przy obrotach rzędu 200 mld euro jego zysk wynosi przynajmniej 40 mld euro, a to już jest suma, która może mieć wpływ na decyzje polityczne.

Zainteresowani dociekaniami stosunków osobistych mogą też zwrócić uwagę na elementy wspólnej przeszłości przywódców Niemiec i Rosji związanej z kontaktami KGB, Stasi i wywiadu Gehlena. Jest zatem wiele nici wiążących Niemcy z Rosją i trzeba wielkich wysiłków ze strony najbardziej wpływowych ośrodków politycznych ażeby ten stan zmienić.

Działania Polski i innych krajów unijnych związanych szczególnie z NS2 nie mają żadnego wpływu na stanowisko Niemiec, mimo ich przynależności zarówno do UE jak i do NATO. Można byłoby spodziewać się zmian w obliczu bardzo stanowczego działania amerykańskiego, jak np. wycofania wojsk z Niemiec. Niestety, jeżeli Trump zdobył się jedynie na półśrodki w postaci częściowego przeniesienia baz wojskowych do Polski, to trudno spodziewać się po Bidenie czegoś więcej.

Wszystko to jednak tylko tło dla rzeczywistego stanu sprawy najważniejszej: udziału USA w obronie Europy. Za czasów istnienia Sowietów plan obrony zachodu był prosty: przestrzeń bronioną stanowiły Niemcy, a głównym teatrem wojny miała być Polska, ewentualnie Czechy i NRD. Dla Polski oznaczało to totalne zniszczenie kraju, lecz przesunięcie granic Rosji powinno wpłynąć na zmianę planu obrony.

Czy tak się stało? Tego nie wiemy gdyż takie plany stanowią najściślejszą tajemnicę wojskową, tylko że każda tajemnica na rynku wywiadowczym ma swoją cenę i zapewne jest do nabycia i dzisiaj.

W NATO jest 29 członków, nie wyobrażam sobie żeby wszyscy oni, tzn. ich przedstawiciele w wojskowym kierownictwie NATO mieli dostęp do rzeczywistych planów obronnych. Jednakże przynajmniej kilka państw jest dopuszczonych, nie tylko do informacji, ale też i udziału w ich tworzeniu.

Jeżeli oprócz Stanów mają to być Francuzi, Anglicy i Niemcy to możemy spodziewać się, że plany „obronne” we wschodniej Europie nie uległy zmianie, może w kilku mało istotnych detalach.

Z oświadczeń pana Stoltenberga, sekretarza generalnego NATO, możemy się dowiedzieć jedynie że GRP (Graduated Response Plan) będzie wprowadzany, chociaż, jak wiemy, Turcja ciągle się temu sprzeciwia. Ma to zaowocować zwiększeniem sił odwetowych (?) Response Force do 40 tys. oraz powołaniem „małych” dowództw (po około 40 osób) w 6 krajach, przy czym Litwa, Łotwa i Estonia zostały potraktowane równorzędnie z Polską. Wyobrażam sobie jaki rechot wywołały te wypowiedzi zarówno w Pentagonie jak i w rosyjskim sztabie.

Lubię to! Skomentuj21 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka