21 obserwujących
315 notek
174k odsłony
  2983   0

Kto obroni Ukrainę?

Andrzej Owsiński

Kto obroni Ukrainę?

Dzieją się przedziwne rzeczy, toczy się praktycznie wojna ukraińsko-rosyjska, a równocześnie prezydenci obydwu wojujących krajów spotykają się ze sobą jakby chodziło o spór o „czapkę śliwek”, jak się niegdyś mówiło o sprawach błahych.

Co ciekawe, że z tytułu tego konfliktu, to prezydent Polski nie może się spotkać z prezydentem Rosji, mimo, że stosunki na granicy polsko rosyjskiej, a mamy jej przeszło 200 km, układają się całkiem spokojnie.

Obrona przez Ukrainę swoich granic dotyczy, jak dotąd (a to już 7 lat), wyłącznie pilnowania obszaru zajętego rosyjską agresją, bez próby odebrania czegokolwiek napastnikowi.

Wyglądało na to, że obecna mobilizacja rosyjskich sił zbrojnych wokół ukraińskiej granicy związana była z próba rozszerzenia okupacyjnej strefy, zwanej przewrotnie, jak to u Rosjan w zwyczaju – „republiką doniecką”. Najwyraźniej jednak po rozmowie z przyjaciółką Putin doszedł do wniosku, że to jeszcze nie czas, a może dostał takie polecenie? Bowiem, tak jak to pisałem poprzednio, wszystkie posunięcia w skali międzynarodowej uzgadnia on z przyjaciółką Angelą.

Musiał jednak symbolicznie zademonstrować swoją niezależność i wymuszone spotkanie z prezydentem Ukrainy uzależnił od wewnętrznych rozmów władz ukraińskich z władzami „swojego” Donbasu. Pomijając osobiste ambicje, stworzył sytuację, w której Ukraina nie jest traktowana jako kraj suwerenny, albowiem donieccy rebelianci posługują się emblematami rosyjskimi i zapewne uważają się za część Rosji, a Putin im przynajmniej udziela wsparcia.

Ze strony ukraińskiej uczestnictwo prezydenta w spotkaniu z prezydentem Rosji stanowi kontynuację postawy kapitulanckiej, gdyż jedyne, co może prezydent Ukrainy oświadczyć rosyjskiemu odpowiednikowi to żądanie bezwzględnego wycofania się ze stref okupowanych z zastrzeżeniem sobie prawa do żądania odszkodowań. Dalsze rozmowy mogą być prowadzone wyłącznie pod wstępnym warunkiem wycofania wojsk okupacyjnych i zaprzestania pomocy rebeliantom.

Putin, dokonując inwazji na Ukrainie, musiał mieć gwarancje braku oporu na Krymie, możliwość łatwego opanowania Donbasu pod firmą rebeliancką, a nade wszystko akceptację niemiecką blokującą jakąkolwiek ostrzejszą reakcję międzynarodową. Powiodło mu się to znakomicie, możliwe więc, że uznał iż nastała dogodna chwila do rozszerzenia ekspansji.

Celowe byłoby przejęcie portów czarnomorskich i w ten sposób pogłębienie uzależnienia Ukrainy od Rosji, a najlepszym rozwiązaniem – dokonanie rozbioru Ukrainy, przyłączając do Rosji cały jej przemysłowy potencjał z możliwością zwrotu Polsce wschodniej Małopolski ze Lwowem, a Niemcom oferując polskie zachodnie województwa. W ten sposób Rosja uzyskuje pełnię władzy na Ukrainie, z Polski czyni rosyjskiego zakładnika, a z Niemiec wdzięcznego sojusznika. Takich zamiarów w różnych wariantach jest wiele, tylko że każdy ma swoje słabe strony, przede wszystkim w postaci niepożądanej przez Niemcy zmiany konfiguracji wpływów.

Przede wszystkim sprawa odzyskania przez Niemcy utraconych ziem ma zupełnie inny obraz aniżeli przed laty. Dzisiaj Niemcy mają wielki kłopot ze spadkiem po NRD ze względu na gwałtowne wyludnianie się wschodnich rubieży obecnych Niemiec, a co dopiero mówić o obsadzaniu odzyskanego terytorium III Rzeszy.

Ponadto, stworzenie podporządkowanej Niemcom UE i dominacja gospodarcza spowodowały nowy układ sił i wpływów. Powstała realnie „mitteleuropa” z gospodarką całkowicie uzależnioną od Niemiec.

Po cóż więc bawić się w odzyskiwanie jakichś skrawków, kiedy ma się w swoim ręku całość. Fakt, że Rosja ma kłopoty z Ukrainą, zresztą nie jedyne i nie największe, to niech sobie ma, najwyżej skończy się tym, że Ukraina i Białoruś przejdą do niemieckiej strefy. Stąd najlepsze wyjście nie przeszkadzać, ale też i nie pomagać, a owoce same się znajdą. Grunt to utrzymać poziom zależności, a nawet go podnosić ku zadowoleniu samych poddanych cieszących się ze wzrostu zamożności, wprawdzie znacznie odbiegającej od Europy zachodniej, ale za to przewyższającej równie znacznie strefę rosyjską.

Dopatrujący się w niemieckiej grze szerszego kontekstu mogą uznać, że to jest tylko drobny fragment gry o światowe panowanie przez stworzenie konkurencyjnej, trzeciej siły w panowaniu nad światem, czyli „Grossdeutschland” z UE pod pachą i Rosją z przyległościami.

Przy niemieckim kapitale i możliwościach techniczno organizacyjnych, połączonych z rosyjskimi zasobami można stworzyć potęgę większą od Chin, czy układu amerykańskiego, problem leży tylko w tym, czy mentalnie współczesne Niemcy dojrzały do takiego programu. Z tego co dzieje się obecnie można wnosić, że niemiecka uwaga skupiona jest na drobnych interesach, jak NS2, czy walką z polskimi ambicjami w kierunku samodzielności.

Lubię to! Skomentuj91 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka