21 obserwujących
336 notek
178k odsłon
  190   1

Polska w Unii i Unia w Polsce

Andrzej Owsiński

Polska w Unii i Unia w Polsce

Ale też i w innych krajach, a szczególnie w tych które są poddane złośliwym napaściom ze strony unijnej biurokracji za niedostatki w pokorze wobec dyktatu.

Na wstępie trzeba stwierdzić, że przed siedemnastu laty wchodziliśmy do zupełnie innej UE niż obecna. Obiecywano nam, że w takim przedziale czasu będziemy z całą pewnością pełnoprawnym jej członkiem, korzystającym z dobrobytu na poziomie średniej unijnej. Zapewniano też o przyśpieszeniu tempa rozwoju, ale też i o poszanowaniu równości wszystkich członków wspólnoty, ich tradycji narodowych, a nawet specyfiki ustrojowej.

Wszystko to okazało się zwykłym oszustwem, żaden z krajów byłego sowieckiego łagru nie osiągnął tych obiecanek, mimo, że niektóre wykazały się uległością wobec wymagań brukselskiej biurokracji. Nawet szczególnie uległe, a wręcz służalcze Czechy, traktowane zresztą lepiej niż pozostałe dawne “demoludy”.

Co realnie z “darów” UE mamy w Polsce?

Pierwszą odpowiedzią jest oczywiście bilans wpłat polskich i dotacji unijnych korzystny dla Polski. Nie będę już wypominał poniesionych kosztów konsumpcji tych dotacji, ale przecież można, a chyba nawet należy do tego bilansu wliczyć “lucrum cessans”, zlikwidowanego na życzenie UE polskiego potencjału produkcyjnego. W odpowiedzi pojawi się natychmiast argument korzystania ze wspólnego rynku. Pragnę zatem podkreślić: wspólny rynek nie jest zdobyczą UE, lecz odwrotnie, to powstanie Unii zahamowało rozwój tego osiągniecia Ojców Europy ze sługą bożym Robertem Schumannem na czele. Stąd możemy darować sobie wyliczenia materialne, natomiast trzeba nieodzownie zwrócić uwagę na obecność UE w Polsce i nasze wpływy na jej obszarze.

Pierwszym zwiastunem unijnym była reforma administracji, potraktowana jako wstęp, a nawet warunek akcesji. Z jej projektem zetknąłem się na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy w czasie mojej wizyty, na zaproszenie frakcji chrześcijańsko demokratycznej europejskiego parlamentu, powstał problem finansowania organizowanego przez nią w Polsce seminarium. Chodziło o ustalenie kursu złotego do podstawowych walut. Na moją informację że wynosi on 9,5 tys. zł/US$ zareagowano zwątpieniem i postanowiono udać się do jakiegoś urzędującego w administracji dyrektora. Był to jakiś Niemiec, traktujący zresztą eurodeputowanych z nieukrywaną wyższością. Orzekł, że kurs ma wynosić 8 tys. zł, a przy okazji wyjaśnił, że Polska musi przeprowadzić reformę administracyjną przed ewentualnym przystąpieniem do EWG (jeszcze wtedy nie było UE, ale już się szykowała). Między innymi wyciągnął z biurka mapę z podziałem Polski na regiony, jak pamiętam, było ich dziewięć: po trzy - na północy, w centrum i na południu.

Byłem zaskoczony takim zainteresowaniem Polską, ale kiedyś Jan Olszewski powiedział mi, że będąc premierem miał u siebie na biurku dokument świadczący o znacznie dalej posuniętym planowaniu w stosunku do Polski. Była to mapa podziału Polski wg źródeł projektowanego zaopatrzenia w energię elektryczną. Można było uznać że sprawę naszego uczestnictwa już wówczas traktowano jako przesądzoną, a praktycznie to uważano nas jako swoją własność. Cala komedia z negocjacjami i głośnym obwieszczeniem polskiego triumfu z przynależności, nota bene odniesionego przez rząd komunistycznych prominentów, była zorganizowana wyłącznie na pokaz.

Przy okazji powstaje pytanie: dlaczego tak długo zwlekano z przejęciem spadku po sowieckim imperium?

Niewykluczone, że tak długo trwały negocjacje w odniesieniu do podziału spadku, a z pewnością oczekiwano na spełnienie warunków wstępnych, ale nie tych oficjalnych, które nie wymagały aż czternastu lat, lecz na zlikwidowanie wszelkich elementów mogących stanowić konkurencję dla istniejących w UE, a raczej w Niemczech przedsiębiorstw. W Polsce ofiarą padły: górnictwo węglowe, hutnictwo, cały przemysł elektromaszynowy, elektronika, a przede wszystkim budownictwo okrętowe przy osobistym zaangażowaniu pani Merkel. Nie darowano nawet włoskiego zaangażowania w modernizację poloneza i zlikwidowano cały przemysł samochodowy. Oszczędzono jedynie przemysł czeski, mimo, że też odbiegał od standardów europejskich, ale go po prostu przejęto.

W rolnictwie, poza ograniczeniami produkcyjnymi i dyskryminującymi różnicami w dotacjach, doszło do prawdziwego pogromu w produkcji mleka, które zredukowano do 8,5 mld litrów przy dotychczasowych 16 mld. Był to poziom Holandii, kraju dziesięciokrotnie mniejszego od Polski. W następnym roku skorygowano i podwyższono do 9,5 mld/l, ale ….Holandii! Urzędnicy unijni zakpili sobie z Polski i dzisiaj jeszcze, mimo, że limitów na mleko już nie ma, nie możemy osiągnąć poziomu produkcji sprzed wielu lat.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka